„W futbolu amerykańskim chodzi o coś więcej – o braterstwo, poświęcenie, wsparcie. To wszystko pozwoliło mi zrealizować mój sen” – wywiad z Alessandro D’Alice

Do Polski przyjechał w ramach wymiany studenckiej jako pasjonat piłki nożnej, a po niespełna roku do rodzinnego Mediolanu wrócił z ogromną pasją do futbolu amerykańskiego i miłością do klubu, który ma nie tylko w sercu, ale także… na plecach. Alessandro D’Alice w tegorocznym sezonie był wyróżniającą się postacią Tytanów Lublin i doszedł z nimi aż do półfinału LFA2, w którym jednak nie było mu dane wystąpić z powodu złamania obojczyka w ostatnim meczu sezonu zasadniczego. W ostatnim czasie 24-letni Włoch miał okazję opowiedzenia swojej historii w największych mediach z Półwyspu Apenińskiego, na czele z telewizją publiczną RAI 2, a dzisiaj wspomnieniami z Polski podzielił się również w rozmowie z nami.

 

Który to już Twój wywiad w ciągu ostatniego miesiąca?

Fakt, w ostatnim czasie udzieliłem wielu wywiadów, nie wiem nawet ile tego dokładnie było. Zaczęło się od mojej uczelni, a po czasie zaczęli dzwonić do mnie dziennikarze z różnych mediów. Był to zarówno blog, jak i duże włoskie radio oraz telewizja.

Jak to się stało, że nagle zrobiło się o tobie głośno? I to w listopadzie, cztery miesiące po zakończeniu sezonu.

Tak jak już wspomniałem, na początku opowiedziałem moją historię osobom z międzynarodowego biura mojej uczelni (Katolicki Uniwersytet Najświętszego Serca w Mediolanie – red.). Spodobała im się i we wrześniu postanowili opublikować ją na oficjalnej stronie internetowej uniwersytetu. Przeczytała to pewna dziennikarka i bardzo się moją historią zainteresowała, w związku z czym wysłała ją do najważniejszych w kraju biur prasowych. Po tym wszystkim, właśnie w listopadzie część największych włoskich mediów doceniła tę historię i postanowiła opublikować ją u siebie.

Jak popularny jest w twoim kraju futbol amerykański? Widząc wywiady z Tobą w największych włoskich mediach można uznać, że zainteresowanie tym sportem jest dość spore.

Sport jest w moim kraju bardzo ważny, ale na pierwszym miejscu jest zdecydowanie piłka nożna, potem koszykówka, czy rugby. Mimo wszystko, futbol amerykański stoi na wysokim poziomie, mamy wiele bardzo dobrych drużyn, jak Milano Seamen – czołowy zespół w Europie. Futbol amerykański popularnością nie dorównuje jednak sportom, o których wspomniałem na początku i pewnie dlatego moja historia przykuła tak sporą uwagę, ponieważ nie była „zwyczajna” dla studenta Erasmusa wyjeżdżającego na studia za granicę.

Odczułeś w jakiś wyjątkowy sposób tę popularność? Otrzymujesz masę próśb o kolejne wywiady, bądź oferty z włoskich klubów?

Ta chwila popularności sprawia mi radość, ale jestem przecież zwykłym gościem, który kocha to co robi i włożył w to całą swoją energię, wysiłek i pasję, by stawać się coraz lepszym. Popularność więc mnie uszczęśliwia, ale nie czuję się żadnym bohaterem (śmiech). Po publikacji artykułów na mój temat w czołowych włoskich dziennikach, otrzymałem kolejne zapytania o wywiady, czego efektem był między innymi ten występ w telewizji. Kilka klubów również się do mnie odezwało.

Alessandro D’Alice we włoskiej telewizji publicznej RAI 2

Porozmawiamy za chwilę o twojej przyszłości, ale najpierw opowiedz jak to wszystko się zaczęło? Tak po prostu znalazłeś w internecie informację o Tytanach i postanowiłeś zacząć trenowanie futbolu amerykańskiego?

Tak, coś w tym stylu. We Włoszech grałem w piłkę nożną przez 17 lat, ale kiedy zdecydowałem się na studia w Polsce, czułem że czas na zmianę i muszę podążyć za marzeniami oraz sercem, które podpowiadało mi, że futbol amerykański będzie dla mnie dobrą drogą. Znalazłem w internecie informację o Tytanach Lublin i pomyślałem, że to odpowiedni moment na rozpoczęcie przygody z futbolem. Rozmawiałem z nimi, kiedy byłem jeszcze we Włoszech, a w październiku rozpocząłem treningi. Chodziłem też dużo na siłownię, bo wiedziałem, że muszę przybrać trochę masy mięśniowej.

Przed przyjazdem do Polski nie miałeś nawet minimalnego kontaktu z futbolem amerykańskim?

Nigdy w życiu nie grałem w futbol, widziałem tylko filmiki i śledziłem trochę NFL.

Znałeś zasady futbolu przychodząc na pierwszy trening Tytanów? Ile czasu zajęło ci opanowanie szczegółowych przepisów gry?

Znałem podstawowe zasady, jednak we wrześniu zacząłem samemu czytać wiele na ten temat, oglądałem też wiele filmów. Gdy rozpocząłem treningi, dużo nauczyłem się na boisku, nawet mimo tego, że najczęściej rozmawiano po polsku. Dzięki trenerom i kolegom z drużyny, nauka teorii nie była dla mnie niczym trudnym.

fot. Zbigniew Wójcik

Spodziewałeś się że tak szybko się to potoczy? W kilka miesięcy ze zwykłego studenta z Włoch lubiącego piłkę nożną stałeś się kapitanem półfinalisty LFA2.

Marzyłem o tym, by mi się udało, jednak nie mogę powiedzieć, że się tego spodziewałem. Od pierwszego dnia cały poświęciłem się futbolowi, wkładałem całą swoją energię w to, by z dnia na dzień być coraz lepszym. Z pomocą trenerów i kolegów z zespołu, którzy stali się dla mnie wielką rodziną, moje marzenia mogły się urzeczywistnić. Zostanie kapitanem to emocje nie do opisania, zarówno dla mnie, jak i moich najbliższych. To było nie tylko widowisko sportowe, w futbolu amerykańskim chodzi o coś więcej – o braterstwo, poświęcenie, wsparcie i to, że jako zespół czujemy się prawdziwą rodziną. To wszystko pozwoliło mi zrealizować mój sen.

Uważasz, że gdyby nie twoja kontuzja, Tytani mieliby większe szanse na awans do finału?

Nie mogę tak powiedzieć, mieliśmy przecież na boisku innych wartościowych linebackerów, a ja nie byłem jedynym zawodnikiem, którego zabrakło w półfinale, zagrać nie mogli też choćby Kajetan Frąc, czy Szymon Minorowski. Naprawdę chciałem zagrać w tym meczu razem z kolegami z drużyny, dałbym z siebie wszystko, by pomóc Tytanom w zwycięstwie i awansie do finału

Co najmilej wspominasz z pobytu w Polsce?

Mam z Polski masę wspomnień, to był rok pełen wspaniałych emocji. Na zawsze będę pamiętał ludzi, których tam poznałem, kraj który dał mi tak wielką szansę i oczywiście do końca życia będę miał w sercu Tytanów. Wiem, że mam w Polsce rodzinę, która nazywa się Tytani Lublin, dlatego na pamiątkę zrobiłem sobie na plecach tatuaż, który będzie mi o tym zawsze przypominał.

Jaka jest główna różnica między życiem w Polsce a we Włoszech? Co Cię najbardziej zaskoczyło w moim kraju?

Myślę, że główna różnica jest w ludziach, ich postawie i temperamencie. Włosi generalnie mogą być nieco cieplejszymi osobami, cieplejsza jest też na pewno pogoda. Sporą różnicą jest również kuchnia, przyznaję, że czasami brakowało mi włoskich potraw, ale znalazłem smaczne polskie jedzenie i nie stanowiło to problemu. Faktem jest, że jestem bardzo otwartą osobą, więc nic tak naprawdę mnie nie zaskoczyło, może poza językiem polskim, nie spodziewałem się, że jest aż tak trudny. Byłem jednak szczęśliwy mogąc go poznać, więc jestem dumny że umiem i rozumiem język polski (śmiech).

Wrócisz jeszcze kiedyś do Polski, a może do Tytanów?

Na pewno, zresztą we wrześniu ponownie byłem w Polsce i jestem pewien, że w przyszłości będę tu wracał wiele razy, by odwiedzić wszystkich moich przyjaciół. Jeśli chodzi o powrót do Tytanów – nigdy nie mów nigdy.

Czym obecnie się zajmujesz?

Aktualnie piszę pracę magisterską o coachingu sportowym, studia kończę w lutym.

Jakie są twoje futbolowe plany na przyszłość? Gdzie zamierzasz grać w sezonie 2019? Jesteś z Mediolanu, a dobrze wiemy że mistrzem Włoch jest właśnie klub z tego miasta – Milano Seamen. 

Oczywiście, na pewno w przyszłym roku dalej będę grał w futbol. Moja przyszłość jest cały czas otwarta. Jeśli miałbym pozostać we Włoszech, na pewno występy dla zespołu z mojego miasta byłyby dla mnie ogromnym zaszczytem, jednak nie jestem w stanie na chwilę obecną powiedzieć nic więcej.

Cały czas w Polsce odbywają się rekrutacje do klubów futbolu amerykańskiego, co powiedziałbyś osobie, która waha się, czy warto spróbować swoich sił w tym sporcie?

Powiedziałbym – nie wahaj się, zrób to! Poczuj w swoim ciele energię, moc do działania. Nie bój się, nie pozbawiaj się tej szansy, by rzucić samemu sobie wyzwanie. To wspaniały bodziec do działania, nauczcie się tego wspaniałego sportu, jakim jest futbol amerykański!

fot. Katarzyna Tittinger

Rozmawiał Mariusz Kańkowski
Biuro prasowe LFA