Za nami Super Bowl LIII. W nocy z niedzieli na poniedziałek na stadionie w Atlancie wyłoniono mistrza NFL, którym już po raz szósty w historii zostali New England Patriots. Klub ten ma w Polsce wielu kibiców, a jednym z nich jest Maciej Zieliński – legenda koszykarskiego Śląska Wrocław i futbolowy mistrz Polski z 2007 w barwach The Crew. Porozmawialiśmy z naszym Ambasadorem o jego opinii na temat największego święta sportu w USA oraz nadchodzącym sezonie Ligi Futbolu Amerykańskiego.

Na początku gratuluję mistrzostwa pańskiego klubu. Żeby była jasność – pana kibicowanie Patriots zaczęło się jeszcze przed początkiem tej złotej ery klubu, to nie jest tak, że gdy pojawiły się sukcesy, nagle zaczął pan im kibicować?

Zdecydowanie. Kibicuję New England Patriots od kiedy rozpocząłem studia w Stanach Zjednoczonych na Providence College, także była to połowa lat dziewięćdziesiątych. Minęło już więc grubo ponad 20 lat odkąd kibicuję Pats. To były dawne czasy, wtedy nikt nie myślał o Tomie Bradym, quarterbackiem był wtedy Drew Bledsoe, co pokazuje jak dawno to było.

Spodziewał się pan, że o zwycięstwo w tegorocznym Super Bowl będzie tak łatwo?

Przyznam, że trochę się niepokoiłem, ale oczywiście wierzyłem w to, że uda się wywalczyć kolejne mistrzostwo. W zasadzie nie powiedziałbym, że było tak lekko, bo ten finał nie był zbyt efektownym widowiskiem z dużą liczbą akcji punktowych. Najważniejszy jest jednak wynik końcowy, a ten dał kolejny tytuł Patriots.

Zgadza się pan z najczęstszą opinią, że był to po prostu słaby mecz?

Słaby nie. Nie powiedziałbym tego, na pewno nie był to słaby mecz. Było wiele takich akcji, które może nie są bardzo spektakularne, ale był to przede wszystkim mecz walki. Jak to w starciu o najwyższą możliwą stawkę, przede wszystkim liczyło się zwycięstwo. Myślę, że osoby bardziej wtajemniczone w futbol docenią to spotkanie.

Większość Ameryki czekała na porażkę Patriots, tymczasem oni ponownie wskoczyli na tron. Jak długo może jeszcze trwać ich dynastia?

Z punktu widzenia sportowca, to realnie patrząc trzeba stwierdzić, że sport zawodowy jest bezlitosny, więc niestety jeśli mówimy o Tomie Bradym, jego kariera już za długo nie potrwa. Nie twierdzę, że w przyszłym sezonie będzie na pewno grał słabiej, ale wieku się po prostu nie oszuka. Trzeba więc patrzeć w przyszłość i myślę, że my, Patriots, nie jesteśmy tutaj wcale na takiej straconej pozycji. To nie będzie tak, że Brady i Gronkowski skończą kariery i nagle się wszystko posypie. Organizacja klubu jest tak budowana, żeby to było jak najbardziej trwałe. Ale to jest przede wszystkim sport i pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, zobaczymy za parę lat jak to będzie wyglądało.

Po zakończeniu sezonu NFL na szczęście będziemy mieli tylko kilka tygodni bez futbolu. 23 marca startuje bowiem sezon Ligi Futbolu Amerykańskiego, możemy się pana spodziewać na meczach LFA?

Oczywiście! Mieszkam we Wrocławiu, dlatego na pewno będę odwiedzał Stadion Olimpijski na meczach Panthers Wrocław. Cieszę się też, że Wataha Zielona Góra zagra w tym roku wśród elity. Znam całą ekipę, która dba o rozwój futbolu w Zielonej Górze, dlatego Wataha też jest na pewno zespołem, któremu będę kibicował. To będzie ciekawy sezon.

Obserwuje pan naszą ligę już od roku, jak z perspektywy czasu ocenia pan obecną sytuację futbolu amerykańskiego w Polsce? W przypadku LFA możemy mówić o ciągłym rozwoju?

To chyba jeszcze za krótko, by wyciągać jakieś daleko idące wnioski. Rok to w sporcie zdecydowanie bardzo mało czasu. Patrząc jednak na LFA muszę powiedzieć, że widać na pewno profesjonalne podejście do tego projektu, jest to naprawdę fajnie zorganizowane. Myślę, że wyjdzie to na dobre rozwojowi futbolu amerykańskiego w naszym kraju i trzeba się po prostu tego trzymać i robić dalej swoje. Jeśli chodzi o organizację i całą promocję tej dyscypliny, to widać dużo lepszy poziom, niż było to w poprzednich latach.

 

Rozmawiał Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Piotr Piekut/Interception