Wataha z pierwszym zwycięstwem w LFA1, olsztynianie tym razem wracają na tarczy

Po ubiegłotygodniowej porażce na własne życzenie z Armią Poznań, Wataha Zielona Góra nie mogła sobie pozwolić na kolejną stratę punktów przed własną publicznością. Jeziorowcy natomiast mieli nadzieję na drugie z rzędu zwycięstwo na wyjeździe.

Niedzielne starcie pomiędzy Watahą a Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers rozpoczęło się lepiej dla gości. Na zmianę grając górą i dołem sukcesywnie zbliżali się do pola punktowego Watahy. Mimo tego, że Andrew Matthews bliski był fumble, to jednak udało się im dotrzeć do 10. jarda. Gdy już tam się zameldowali, QB Lakersów z dziecinną łatwością odnalazł podaniem Adriana Dąbrowskiego. Ten z kolei zaliczył swoje drugie w tym sezonie przyłożenie. Podwyższył niezawodny Rafał Miara i po pierwszej kwarcie mieliśmy wynik 0:7. Początek drugiej kwarty też nie najlepiej rozpoczął się dla zielonogórzan, bo rozgrywający Kenyatte Allen zaliczył fumble. W tym momencie kibice zgromadzeni na stadionie przy Botanicznej 66 przypomnieli sobie pewnie plejadę błędów sprzed tygodnia.

Jednak potem to Lakersi zaczęli mieć problemy. Bezbłędny do tego momentu kicker Jeziorowców pomylił się przy próbie field gola, został świetnie zablokowany przez defensywę Watahy, która była jeszcze w stanie dopaść jako pierwsza do piłki. To zagranie dodało im energii i pewności siebie. Jeszcze w tej samej kwarcie przeprowadzili świetną serię ofensywną zwieńczoną przyłożeniem Krystiana Wójcika. Jakby tego było mało, po chwili dołożył on kolejne dwa punkty i beniaminek po raz pierwszy w tym sezonie prowadził w meczu ligowym. Na tablicy widniał wynik 8:7. Ten pierwszy błąd Rafała Miary okazał się być początkiem efektu domina. Kilka minut później wykonując punt, ponownie fatalnie się pomylił, co sprawiło, że Wataha niemalże za darmo znalazła się na 10. jardzie przeciwnika i zdobyła kolejne 8 punktów. Wynik po pierwszej połowie – 16:7.

Druga połowa tego meczu to już absolutna dominacja beniaminka. Zdobywając jardy zarówno dołem dzięki świetnym biegom Aureliana Amrogowicza oraz za sprawą obudzonego wreszcie z letargu Allena dotarli do 35. jarda przeciwników. Wtedy amerykański rozgrywający odpalił prawdziwą rakietę i posłał 35-jardowy pocisk do Miłosza Krysika, a ten fantastycznie wyskoczył i piłkę złapał będąc w endzone. Kolejny touchdown, ale tym razem jednak Wójcik nie był w stanie dołożyć dwóch „oczek”, zatem wynik brzmiał 22:7.

Olsztynianie postanowili jednak nie składać broni. Serię rozpoczęli niefortunnie, bo przy returnie równowagę stracił Patryk Piechowski i mieli oni aż 75 jardów do celu. To ich nie zniechęciło. Andrew Matthews chciał pokazać, że nie jest gorszym rozgrywającym i posłał świetne podanie, które złapał Krzysztof Bartwicki. Długą, ale pozytywną w rezultacie serię zwieńczył, ten który ją kiepsko rozpoczął. Piechowski dostał podanie od Matthewsa i zobaczył autostradę do endzonu rywali, przebiegł 20 jardów i zapalił iskrę nadziei w sercach kolegów z drużyny. Touchdown, podwyższenie i mieliśmy 22:14.

Gospodarze postanowili szybko tę iskrę zgasić. Ostatnie przyłożenie w tym meczu, to był istny popis atletyzmu Kenyatte’a Allena. Kilkukrotnie podczas jednej serii wykonał biegi na wagę pierwszych prób, a na koniec sam wbiegł do strefy końcowej olsztynian i ustalił wynik na 30:14. W ten sposób pierwsze punkty dla zespołu z Zielonej Góry w najwyższej klasie rozgrywkowej stały się faktem.

Teraz Watahę czeka tygodniowa przerwa w zmaganiach, a już za dwa tygodnie pierwszy wyjazd. W Tychach zmierzą się z miejscowymi Falcons. Lakers, którzy zaliczyli dziś pierwszą porażkę w sezonie 2019, w następną niedzielę rozegrają premierowy mecz w roli gospodarza. Do Olsztyna przyjedzie rozbity w tej kolejce przez Panthers Wrocław zespół Towers Opole.

Michał Pracuk
Biuro Prasowe LFA

fot. Joanna Pasiuk