Zwycięska seria Seahawks przeciwko Falcons nadal trwa!

Seahawks Gdynia kontynuują tradycję zwycięskich starć z Tychy Falcons. W najciekawiej zapowiadającym się pojedynku 2. kolejki LFA1 Jastrzębie nie zawiodły, po raz kolejny pokonując rywali ze Śląska, tym razem 32:27.

Jastrzębie tym starciem zainaugurowały sezon 2019 przed własną publicznością. W niecodzienny sposóba zaprezentowano wybiegnięcie zawodników na plac gry – najpierw na murawie pojawiła się większość graczy gospodarzy, a następnie oddzielnie, po kolei prezentowała się podstawowa jedenastka defensywna Seahawks. Już pierwszy kontakt z piłką gospodarzy zapowiadał, że Sokoły nie będą potrafiły po raz pierwszy w historii wygrać z gdynianami. Po kickoffie piłkę złapał bowiem Jakub Mazan i po przebiegnięciu około 90 jardów zameldował się w polu punktowym, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie, którego nie zdołał podwyższyć Wojciechowi Daniszewskiemu. Jego kopnięcie zostało bowiem zablokowane. Wykorzystali to przyjezdni, którym kilkanaście minut później udało się wyjść na prowadzenie. Najpierw Falcons zaprezentowali się z dobrej strony w defensywie – LaParish Lewis popisał się interception po próbie podania Philipa Juhlina, a później sack na rozgrywającym gospodarzy zanotował Krzysztof Richter. To właśnie on dał tyszanom prowadzenie celnym kopnięciem za jeden punkt po tym, jak 35-jardowa akcja podaniowa Sokołów zakończyła się touchdownem Grzegorza Dominika. Nie minęło wiele czasu, a w endzone po raz drugi tego dnia zameldował się Jakub Mazan, tym razem wykorzystując 15-jardową akcję podaniową. Ponownie jednak nie udało się podwyższyć, lecz gospodarze i tak prowadzili 12:7. W drugiej kwarcie tak jak przed tygodniem w starciu przeciwko Wilkom Łódzkim, na pozycji biegacza pojawił się nominalny defensywny liniowy Arkadiusz Cieślok i to właśnie on po kilkujardowej akcji podwyższył przewagę 3-krotnych mistrzów Polski. Tym razem za jeden punkt próbował podwyższać Jakub Mazan, lecz i jemu nie udało się posłać piłki między słupki. Do przerwy Jastrzębie prowadziły aż 26:7, a to za sprawą przyłożenia Mateusza Miotke po 29-jardowej akcji podaniowej. Wreszcie udało się także podwyższyć – piłkę posłaną przez Philipa Juhlina złapał w polu punktowym Michał Jarocki, dodając do konta gospodarzy dwa „oczka”.

Gra Seahawks po powrocie z szatni wyglądała jednak zdecydowanie gorzej, niż w pierwszej połowie. Falcons natomiast trzecią kwartę rozpoczęli od przyłożenia Grzegorza Dominika po 32-jardowej akcji podaniowej. Nie udało się tym razem podwyższyć Richterowi. W tej samej odsłonie niedzielnego starcia efektowną akcję zaprezentował duet Keith Ray – Tomasz Nowak, co zakończyło się przyłożeniem tego drugiego po 63-jardowej akcji podaniowej. Przewaga Seahawks stopniała zatem do zaledwie sześciu punktów, a w czwartej kwarcie Falcons mieli szansę na powrót na prowadzenie. Znajdowali się już w redzone rywali, jednak defensywa Jastrzębi zdołała wycofać ofensywę gości na bezpieczną odległość, w wyniku czego tyszanie musieli puntować. W czwartej kwarcie sackami na rozgrywających przeciwnika popisali się jeszcze Dominik Sikora po stronie Falcons i Bartosz Domżalski w szeregach Seahawks. Gdynianie w końcówce meczu zapewnili sobie nieco więcej spokoju, wykorzystując błąd Sokołów, co skończyło się przejęciem piłki na niespełna 10 jardów od ich pola punktowego. Dwóch biegów potrzebował po chwili Arkadiusz Cieślok, by po raz drugi dzisiejszego dnia zameldować się w polu punktowym. W ostatniej minucie drużynę ze Śląska stać już tylko było na zmniejszenie rozmiarów porażki. Touchdown po krótkim biegu zapisał na swoim koncie Keith Ray, a wynik tego meczu celnym kopnięciem na 32:27 ustalił Krzysztof Richter.

– Weszliśmy w mecz skoncentrowani i dobrze egzekwowaliśmy nasze założenia. Zarówno obrona, atak i formacje specjalne były prawie bezbłędne. Wykorzystaliśmy przewinienia Falcons i do przerwy wydawało się, że przeciwnik nie może nam realnie zagrozić. Jedyne, co nam nie wychodziło w pierwszej połowie to podwyższenia za jeden punkt. Niestety druga połowa to całkowicie inna historia. W trzeciej kwarcie nie umieliśmy wykończyć naszych zagrywek i doprowadzić do przyłożenia, co szybko wykorzystał przeciwnik i nadgonił wynik. Na szczęście czwarta kwarta pokazała, że umiemy wziąć co nasze i dzięki solidnej grze wyszliśmy z tego spotkania jako zwycięzcy – podsumował Tomasz Peciak, ofensywny liniowy Seahawks Gdynia.

Przed Seahawks teraz jeden weekend przerwy, a 14 kwietnia podejmą oni na własnym terenie Warsaw Mets. Falcons natomiast nie mają jeszcze okazji na odpoczynek, ponieważ już w najbliższą sobotę czeka ich podróż do Białegostoku na starcie z mistrzem Polski.

– Przeciwnicy z Tychów zagrali bardzo dobry mecz, rywalizacja była zacięta. Dzięki ich wysokiej dyspozycji wiemy co jest do poprawy. Po dzisiejszym meczu jako drużyna musimy się skupić na egzekucji naszych zagrywek. W ofensywie trzeba poprawić łapanie piłek, jak i blokowanie. Jeśli chodzi o inne formacje drużyny, musimy zdecydowanie bardziej dominować na murawie, ponieważ nasze mecze powinny być przez nas kontrolowane od początku do końca w każdym możliwym aspekcie. Pozostaje nam teraz tylko ciężka praca. Następnym naszym celem jest zwycięstwo w meczu ze stołeczną drużyną  – mówi Mateusz Miotke, autor przełożenia dla gospodarzy z drugiej kwarty.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Zofia Roszkowska