Sensacja w Białymstoku! Tychy Falcons pokonali mistrza Polski

Lowlanders Białystok fatalnie rozpoczynają sezon 2019. O ile ich porażkę z Panthers Wrocław można było przewidzieć, o tyle dotkliwa klęska mistrzów Polski na własnym stadionie w starciu z Tychy Falcons jest na pewno jednym z największych zaskoczeń od czasu… zwycięstwa Lowlanders w Polish Bowl XIII. Sokoły triumfowały dziś 39:13.

Jako pierwsi w ataku zaprezentowali się dzisiaj gospodarze, którzy jednak nie byli w stanie wywalczyć nawet pierwszej próby. Słaby punt Tomasza Zubryckiego spowodował, że ekipa ze Śląska na starcie była już na połowie Ludzi z Nizin. Swój pierwszy kontakt z piłką błyskawicznie na przyłożenie zamienił rozgrywający Sokołów, Keith Ray, który przebiegł niemal 30 jardów manewrując między defensorami mistrza Polski. Podwyższenie Zbigniewa Szrejbera okazało się niecelne. Amerykański quarterback przyjezdnych grał w tym spotkaniu bardzo ryzykownie, co w pierwszej kwarcie dwukrotnie skończyło się sackiem, ale także celnymi podaniami, między innymi do Jakuba Osyry, który podwyższył prowadzenie Falcons dzięki skutecznej, 39-jardowej akcji podaniowej. Tym razem gościom udało się także dołożyć do dorobku jedno „oczko” po kopnięciu. W pierwszej kwarcie Lowlanders na dobrą sprawę nie byli nawet w stanie przedostać się na połowę rywali. Z ich błędów w ataku korzystali natomiast przeciwnicy, między innymi Kacper Kosiorowski, który przechwycił piłkę zgubioną przez atak Ludzi z Nizin.

Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się diametralnie. Lowlanders rażące błędy popełniali także w defensywie, gdzie w skutek DPI sędziowie przesunęli atak gości blisko pola punktowego. Ponownie swój kunszt zaprezentował wówczas Keith Ray, który sprytnie oddał futbolówkę Kamilowi Knapikowi, a ten zanotował touchdown dla Tychy Falcons. Zbigniew Szrejber celnie kopnął na bramkę i mistrzowie Polski przegrywali na początku drugiej kwarty 0:20. W tej części spotkania, gospodarzom po raz trzeci udało się zanotować sack na rozgrywającym ekipy ze Śląska, lecz „Keke” na dwie minuty przed końcem pierwszej połowu zrehabilitował się celnym podaniem do Tomasza Nowaka, który podwyższył prowadzenie tyszan na 26:0. Tym razem Szrejber kopnął idealnie w słupek, co nie podwyższyło przewagi jego zespołu. Lowlanders na 29 sekund przed końcem drugiej kwarty zdołali odpowiedzieć wreszcie przyłożeniem. Krótki bieg zaprezentował Krzysztof Czaplejewicz. Wojciech Pacewicz natomiast podobnie jak jego odpowiednik po stronie przyjezdnych, posłał kopniętą piłkę dokładnie na słupek, przez co do przerwy białostoczanie przegrywali 6:26.

Trzecia kwarta to tylko potwierdzenie absolutnej dominacji Falcons w tym starciu. Rozpoczęli oni od sacka na Rexie Dausinie autorstwa Dominika Sikory i Arkadiusza Kanickiego, by chwilę później swoją znakomitą dyspozycję potwierdzić przyłożeniem autorstwa Tomasza Nowaka i podwyższeniem Zbigniewa Szrejbera. W obronie Sokołów potrafił wyróżnić się także Tobiasz Witalis, który wykorzystał chwilowy zryw Lowlanders i odważne posyłanie dalekich podań. Utalentowany defensive back gości tylko na to czekał, w wyniku czego udało mu się zanotować interception. Zapoczątkowana przez niego seria ofensywna zakończyła się najefektowniejszym zagraniem tego widowiska. Keith Ray i Tomasz Nowak zaprezentowali około 70-jardową akcję podaniową zakończoną przyłożeniem tego drugiego. Trzecią kwartę zawodnicy ze Śląska zakończyli jeszcze kolejnym przechwytem, do ostatniej odsłony tego starcia przystępując z prowadzeniem 39:6.

W czwartej kwarcie Lowlanders wciąż nie wystrzegali się błędów i nawet kiedy Falcons musieli puntować, jeden z graczy mistrzów Polski dotknął futbolówkę, po czym błyskawicznie dopadł do niej Tobiasz Witalis, zapewniając swojej drużynie kolejny komplet zagrań ofensywnych. W szeregach Ludzi z Nizin było widać coraz więcej frustracji, czego jednym ze skutków było niesportowe zachowanie Damiana Wesołowskiego, za co defensywny liniowy gospodarzy musiał opuścić boisko. Keith Ray świetne zagrania przeplatał od czasu do czasu błędami, czym na pewno można nazwać zgubienie przez niego piłki, którą zdołał przejąć Rafał Chamera. Lowlanders w ostatnich sekundach meczu potrafili jeszcze zdobyć przyłożenie autorstwa Krzysztofa Czaplejewicza, co tylko zmniejszyło rozmiary ich porażki. Celne kopnięcie Wojciech Pacewicza za jeden punkt ustaliło końcowy rezultat na 13:39.

„Na papierze” przed meczem zawsze wszystko wygląda dobrze. Wiedzieliśmy, że jesteśmy odpowiednio przygotowani na zagrywki Lowlanders, ale muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że gdy już rozpocznie się mecz, również na boisku będzie to aż tak świetnie wyglądało. Oczywiście, że powinienem powiedzieć, że to zwycięstwo to tylko i wyłącznie nasza ciężka praca na treningach, ale faktem jest też, że Lowlanders na przestrzeni tych trzech rozegranych kolejek prezentują się zdecydowanie słabiej niż w ubiegłym sezonie – ocenił po tym spotkaniu Tomasz Nowak, zdobywca trzech przyłożeń dla Tychy Falcons.

Oczywiście, przed meczem wiedzieliśmy, że Falcons to bardzo dobra drużyna. Zagrali po prostu swoje, spodziewaliśmy się tego, a to my nie potrafiliśmy się dobrze zaprezentować. Cały czas czegoś nam brakuje, nie „trybi” nasza gra tak jak powinna. Nie byliśmy po prostu sobą i dlatego przegraliśmy to spotkanie. Nie obawiamy się kolejnych rywali, ale musimy przede wszystkim wyeliminować swoje błędy. Nie potrafiliśmy dziś utrzymać rytmu, łapać piłek, robić miejsca dla running backa. Popełniliśmy mnóstwo głupich błędów i naszym obowiązkiem jest je jak najszybciej wyeliminować – powiedział z kolei zawodnik i wiceprezes Lowlanders Białystok, Tomasz Zubrycki.

Mistrzowie Polski mają teraz aż trzy tygodnie na poprawienie swojej gry, by w następnym swoim domowym meczu, 27 kwietnia zmierzyć się z zespołem – co pokazała 2. kolejka – jeszcze silniejszym od Falcons. Na Podlasie zawitają bowiem Seahawks Gdynia. Tychy Falcons z kolei nadal nie mają wiele czasu na odpoczynek, bowiem już za tydzień (14 kwietnia) na własnym boisku zmierzą się z Watahą Zielona Góra.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jean-François Nicollet