Lakers bezradni wobec ofensywy Towers, Opole z pierwszym zwycięstwem w LFA1

Towers Opole w ramach 3. kolejki LFA1 zawitali do stolicy Warmii, aby zmierzyć się z tamtejszą drużyną Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers. Obie drużyny były zmotywowane do gry, aby nie ponieść drugiej z rzędu porażki. Opole w poprzedniej kolejce uległo Panthers Wrocław 7:54, zaś Olsztyn przegrał z Watahą Zielona Góra 14:30. Własne boisko nie było jednak łaskawe dla Jeziorowców i to Towers zanotowali pewne zwycięstwo 19:0.

Zawodnicy z Opola pewnie weszli w mecz udowadniając, że mistrzostwo LFA2 i awans do wyższej ligi nie był przypadkiem. Grający w białych strojach Towers wyróżniali się na boisku od samego początku nie tylko jasnym kolorem koszulek. Widać było doskonałe taktyczne przygotowanie ofensywy przyjezdnych, która przez cały mecz była precyzyjnie egzekwowana przez amerykańskiego rozgrywającego Markusa Hodgesa. Wziął on na swoje barki ciężar prowadzenia gry i nie zawodził. Już na samym początku nie widząc możliwości podania decydował się na bieg i dwukrotnie zdobył dzięki temu po 20 jardów dla swojej drużyny. Czego nie zdołał przebiec dla opolan Hodges, przebiegli po jego podaniach inni zawodnicy mistrza LFA2. Na 25 jardów przed endzone Towers stracili na chwilę koncentrację i przez serię błędów zostali cofnięci niemalże na połowę boiska, skąd nie byli w stanie przeprowadzić skutecznej akcji punktowej i musieli ratować się puntem. W superlatywach niestety nie można wypowiedzieć się o ofensywie gospodarzy. Przy pierwszym posiadaniu w ofensywie, piłka została już umieszczona w okolicach połowy boiska, dzięki celnemu podaniu Andrew Mathewsa do Krzysztofa Bartwickiego. Po kilkunastojardowym biegu Arkadiusz Kowalewski zgubił piłkę, na którą błyskawicznie rzucił się Michał Chu Ngoc. W ten sposób Towers wrócili do ataku i konsekwentnie, jard po jardzie, zbliżali się do endzone gospodarzy. Zakończenie tego ataku miało miejsce na początku 2. kwarty, gdzie grający z konieczności jako biegacz, nominalny rozgrywający Towers Konrad Rodak znalazł luki w ustawieniu obrony Lakers i zdołał się przecisnąć pomiędzy nimi zdobywając pierwsze przyłożenie meczu. Podwyższenie Mateusza Majewskiego było celne i po chwili widniał już wynik 7:0 dla gości. Po kick-offie Jeziorowcy bardzo krótko przebywali w ataku. Długie podanie zostało bowiem przejęte przez, grającego również w formacji defensywnej, Markusa Hodgesa i znów to ofensywa Towers miała swój czas na boisku. Podobnie jak wcześniej, bez większych kłopotów, kolejne podania przybliżały drużynę z Opola do zdobycia punktów. Na zmianę znajdował on niekrytych kolegów lub okazję na bieg wykorzystywał Patryk Grębowiec. To właśnie różnorodność zagrań ofensywnych popychała Towers do przodu. W podbramkowych sytuacjach budziła się jednak defensywa Lakers, niesiona dopingiem swoich kibiców, stawiając trudne warunki do gry przyjezdnym. Tak było, kiedy po trzeciej nieudanej próbie Opole, nie chcąc ryzykować straty piłki, próbowali szczęścia kopnięciem z pola. Zostało ono jednak zablokowane przez Marcina Zradę. Po zdobyciu posiadania równie twardą defensywę zaprezentowali przyjezdni i gospodarze musieli ratować się puntem po niezdobyciu ani jarda w ofensywnie pod swoim endzone. Po raz kolejny atak Towers zbliżył się niebezpiecznie do strefy końcowej Lakers, ale skończył się im czas w tej połowie meczu. Do przerwy mieliśmy zatem 0:7.

W drugiej połowie obraz meczu nie zmienił się w znaczący sposób. Początek należał do ofensywy gospodarzy, którzy dobrymi decyzjami w ataku oraz wykorzystując błędy falstartów obrońców przesunęli się daleko na połowę gości. Sprawy przybrały jednak zły obrót przez serię błędów, które odrzuciły atakujących na przeszło 30 jardów od endzone. Tej odległości nie byli w stanie nadrobić i piłka przeszła w ręce opolan. Ci jak przez cały utrzymywali bardzo wysoki poziom jakości ofensywy i dzięki kolejnym precyzyjnym podaniom Marcusa Hodgesa po chwili pukali do drzwi strefy punktowej. Potrzeba było trzech prób, aby się dowiedzieć, że klucz do tych drzwi trzymał Patryk Grębowiec, który po krótkim biegu zdobył 6 punktów dla swojej drużyny. Do nietypowej sytuacji doszło przy podwyższeniu za jeden punkt, które skończyło się fiaskiem. Kopacz zamarkował jedynie wykop i Hodges zabrał piłkę spod jego nogi, a następnie próbował wbiec z nią na endzone rywali. Zakończyło się to jednak powaleniem przez obronę gospodarzy. Na tablicy widniał od tego momentu wynik 13:0 na korzyść przyjezdnych. Na koniec tej kwarty ofensywa Lakers zdołała wkroczyć daleko na połowę gości m.in. za sprawą akcji Patryka Piechowskiego, który zdobył około 35 jardów zanim został powalony.

Po zmianie połów cały wcześniejszy wysiłek zawodników z Olszyna został zniweczony przez defensywę gości, którzy nie pozwolili się przesunąć dalej atakującym. Po czwartej nieudanej próbie weszli w posiadanie i piłka znów znalazła się w rękach kapitalnego tego popołudnia Marcusa Hodgesa. Ofensywa pod jego batutą nie popełniała błędów i kolejnymi długimi podaniami do świetnie wybiegających na wolne pozycje kolegów, nadawał on tempo kolejnym akcjom. Rozpędzony atak Towers zatrzymał się dopiero w momencie, kiedy Konrad Rodak wbiegł pomiędzy obrońcami po krótkim rushu na endzone gospodarzy, przypieczętowując tym samym zwycięstwo Opola 19:0. Gracze Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers poderwali się jeszcze do walki na sam koniec kwarty, ale tuż przed połową boiska Mathews upuścił piłkę, którą błyskawicznie dopadli zawodnicy Towers. Sędzia główny Damian Jurzyk gwizdkiem zakończył mecz po kilku akcjach ofensywnych gości, które nie miały już większego znaczenia dla przebiegu meczu.

Zawodnicy z Olsztyna mają teraz prawie 3 tygodnie przerwy, którą z pewnością wykorzystają na odpowiednie przygotowanie się na wyjazd do Łodzi i pojedynek z tamtejszymi Wilkami. Opole natomiast musi szybko zregenerować siły, aby nie dać plamy przed własną publicznością, w przyszłą sobotę podejmując drużynę Kraków Kings.

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Kacper Kirklewski