Gorzkie przywitanie Panthers z Europą. Osłabieni wicemistrzowie Polski przegrywają z mistrzem Szwajcarii

13 kwietnia, mimo iż nie był piątkiem, i tak okazał się niezwykle pechowym dniem dla Panthers Wrocław. Nasi jedyni przedstawiciele w europejskich pucharach wyraźnie ulegli na Stadionie Olimpijskim ekipie Calanda Broncos 3:27 w meczu fazy grupowej Central European Football League.

Starcie to zaczęło się spokojnie. Obie ekipy nie potrafiły zanotować pierwszych prób w swoich premierowych seriach ofensywnych i obie defensywy spisywały się przyzwoicie. Poważnym zrywem po stronie Panthers Wrocław okazała się kilkudziesięciojardowa akcja biegowa Chrisa Forciera. Amerykański rozgrywający był bliski przyłożenia, lecz zdołał zatrzymać go ostatni defensor przyjezdnych. Euforia spowodowana efektowną akcją ofensywną szybko jednak opadła, bowiem Forcier po tej akcji długo nie podnosił się z murawy. Pochodzący z USA quarterback z trudem opuścił o własnych siłach plac gry, a jego miejsce zajął z konieczności Bartosz Dziedzic. Kluczowy zawodnik wrocławian doznał najprawdopodobniej kontuzji barku i choć później był w stanie rozgrzewać się przy linii bocznej, sztab szkoleniowy nie podjął decyzji o ponownym wprowadzeniu go do gry. Amerykanin na tyle przysunął atak Panter po endzone rywali ze Szwajcarii, że mimo trzech niewykorzystanych później ataków, wrocławianie byli wystarczająco blisko i zdecydowali się na kopanie z pola. Field goal zamienił na trzy punkty Piotr Gołacki i to gospodarze wyszli w tym meczu jako pierwsi na prowadzenie. Były to jednak miłe złego początki. Nie minęło wiele czasu, a fantastycznym, około 65-jardowym biegiem popisał się zawodnik gości, Melvin Sassi. Po celnym kopnięciu Erika Ragetha na tablicy wyników pojawiło się 3:7.

Druga kwarta to prawdziwy popis gry ofensywnej Broncos przy całkowitej bezradności osłabionego ataku Panthers Wrocław. Przewaga przyjezdnych została powiększona o sześć punktów dzięki kilkujardowej akcji podaniowej zakończonej przyłożeniem Severina Murka. Erik Rageth przy próbie kopania za jeden punkt trafił zaledwie w słupek, co wlało nadzieje na szybkie odrobienie strat w serca fanów wicemistrzów Polski. Po chwili także dalekie podanie Bartosza Dziedzica trafiło w ręce Wiktora Zięby, co wprowadziło wreszcie wrocławian na połowę rywali, lecz już w następnej akcji holding Rafała Rogaczewskiego cofnął atak Panthers, co i tak nie miało wielkiego znaczenia wobec fumble Dziedzica, skutkującego stratą piłki na rzecz mistrzów Szwajcarii. Ulewny deszcz pomagał niewątpliwie gościom, którzy prezentowali zabójczo skuteczną grę biegową. Kilka minut po przejęciu piłki udało się gościom wbić kolejny touchdown, podwyższony tym razem udanie przez Erika Ragetha. Nie był to jednak kres możliwości Szwajcarów, którzy zeszli do szatni z prowadzeniem 27:3. Bardzo krótki bieg, a w zasadzie przepchnięcie się w pole punktowe wrocławian dały sześć „oczek”, a celnie piłkę między słupki posłał Rageth.

Na drugą połowę także na boisko nie powrócił Chris Forcier, a rolę rozgrywającego przejął Jan Wawrzyniak, co jednak w żaden sposób nie odmieniło gry gospodarzy. Quarterback Panthers ponadto niedługo po wejściu na boisko popełnił błąd – posłał niecelne podanie, dzięki czemu interception zanotował Marco Maher. W tej części meczu na Wawrzyniaku udało się przyjezdnym zanotować także sack. Nawet wejście Bartosza Dziedzica na pozycję rozgrywającego nie sprawiło gościom problemów i także jego udawało się Szwajcarom powalić przed linią wznowienia akcji. W drugiej połowie nie oglądaliśmy spektakularnych akcji, nie byliśmy nawet świadkami zdobycia punktów. Indywidualne statystyki w czwartej kwarcie udało się jeszcze poprawić Marco Mahrerowi, który po raz drugi przechwycił podanie quarterbacka wicemistrzów Polski. Szwajcarzy spokojnie kontrolowali przebieg gry do końcowego gwizdka i mogli cieszyć się pierwszym w tym sezonie zwycięstwem w europejskich pucharach – 3:27.

W innym meczu konferencji wschodniej CEFL, wchodzącej w skład Pucharu Europy ECTC, mistrzowie Serbii – Kragujevac Wild Boars pokonali na własnym stadionie Istanbul Koç Rams 53:36. Mistrzowie Turcji to następni przeciwnicy Panthers Wrocław w międzynarodowej rywalizacji. Podopieczni Vala Gunna zagrają w Stambule 27 kwietnia. 11 maja czeka ich natomiast ostatnie grupowe starcie. Do Wrocławia zawitają zwycięscy dzisiaj Serbowie.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. J’S Photography