Twierdza Golęcin obroniona. Armia Poznań deklasuje Wilki Łódzkie

4. kolejka LFA1 to kolejne zwycięstwo domowe Armii Poznań. Od początku do końca zdominowali oni łodzian. Grali szaleńczo skutecznie w ofensywie, nie zapominając o defensywie. Wygrana 41:12 z Wilkami to trzecie zwycięstwo poznaniaków w tym sezonie.

Od samego początku żołnierze poznańskiej Armii ruszyli do natarcia. Pierwsze dwa touchdowny to dzieło fenomenalnego tej soboty running backa Tomasza Gajewskiego. Zwłaszcza to drugie przyłożenie zasługuje na uwagę. Armia Poznań była już przy czwartej próbie, zatem na boisku zameldowała się drużyna specjalna. Ta jednak wbrew przewidywaniom kibiców i graczy gości zrobiła “fake” i zdobyła pierwszą próbę. Następnie właśnie Gajewski wprawił w zachwyt widownię na stadionie popisując się około 30-jardowym biegiem. Po chwili wykonał kolejny bieg, zatrzymując się dopiero w endzone Wilków. Po tej akcji i drugim celnym podwyższeniu gospodarzy wynik brzmiał 14:0

Wilki Łódzkie mają w tym sezonie wiele problemów, jednym z nich jest formacja specjalna. Dowodem może być akcja z drugiej kwarty, kiedy to po nieudanym puncie Armia zaczęła swoją serię z 15. jarda przeciwnika. Skończyło się tym, że rozgrywający poznańskich żołnierzy – Witold Gajewski rzucił do Jana Budzińskiego, a ten zainkasował kolejne punkty dla Armii.

Nie dość, że ofensywa Wilków tego dnia była bezradna, to jeszcze sabotowali oni własne akcje wielokrotnymi przewinieniami. Można było odnieść wrażenie, że więcej jardów tracą, aniżeli zdobywają. Armia Poznań poczuła krew i nie miała zamiaru odpuścić rywalom. Trzykrotnie wykorzystywali nieporadność rywali prezentując interception. Należy docenić postawę defensywy poznaniaków w tym meczu. Oprócz przechwytów, świetne tackle, sacki, zatrzymania returnerów. Zawodnikiem, któremu za dzisiejszy mecz należy się medal, jest bez wątpienia Przemysław Szukała. To właśnie on doszczętnie rozbijał szyki ofensywne Wilków.

W drugiej części spotkania jeszcze na chwilę podnieśli się łodzianie. Running touchdown zaliczył rozgrywający Wilków, jednak potem była nieudana próba podwyższenia za dwa punkty i na tablicy widniało 21:6. Chwilę później Budziński odebrał złudzenia gościom wbiegając do strefy końcowej i zmieniając wynik na 27:6, które zostało podwyższone. Potem swoje premierowe przyłożenie zaliczył Ivo Jakubowski. Kolejny touchdown Armii pokazuje, że tego dnia Wilkom naprawdę niewiele wychodziło. Łódzki kicker puntował ze swojego pola punktowego, ale trafił w plecy jednego ze swoich kolegów, co wykorzystał defensive back Armii Jakub Gerka. Złapał piłkę i zaliczył, jak z uśmiechem nazwał stadionowy spiker – “0 yard return TD”. To nie był dobry moment dla kickerów, bo pierwszy raz w tym spotkaniu nieudanie próbował podwyższyć Wojciech Szymański. Na sam koniec, ponownie QB Wilków – Damian Waszczyk popisał się biegowym przyłożeniem i ustalił wynik tego spotkania na 41:12.

– Niestety przegrywamy trzeci mecz w sezonie. Ciężko coś powiedzieć po kolejnej porażce. Na boisku wychodzi jeszcze brak doświadczenia zawodników, którzy przed tym sezonem dołączyli do naszej drużyny. Gratulujemy Armii kolejnej wygranej w sezonie i życzymy im sukcesów w nadchodzących meczach. My wracamy na treningi i rozpoczynamy przygotowania do następnego spotkania. Przede wszystkim na boisku musimy skupić się na tym, aby realizować zadania, które nam powierzyli trenerzy, bo niestety bywa z tym różnie. Mamy dwa tygodnie do meczu z Lakers. Na pewno solidnie przepracujemy ten czas – powiedział po starciu w Poznaniu Jarosław Kalita – prezes Wilków Łódzkich.

Nasze spotkanie z Wilkami Łódzkimi na pewno mogę ocenić jako bardzo dobry mecz. Nasi przeciwnicy zaprezentowali wolę walki do samego końca. Mimo ich finalnej porażki, na pewno drużyny Wilków nie wolno było lekceważyć. Drużyna grała twardo, z sercem i nie odpuściła aż do końca meczu. O to właśnie chodzi w tym sporcie. Do tego spotkania mocno się przygotowywaliśmy, nasz wkład pracy na treningach przyniósł oczekiwany efekt, jakim było zwycięstwo. Pierwsza połowa była dla nas bardzo dobra, nie zdobyliśmy co prawda w niej pierwsi punkty, ale mieliśmy bardzo dużo inicjatywy na boisku. Staraliśmy się nie odpuszczać, co w konsekwencji dało nam możliwość przeniesienia ataku w przód. Problemem była jednak trzecia kwarta, gdzie nie udało nam się dobrze wejść w mecz. Bilans 3-1 przed przerwą świąteczną jest dla nas bardzo dobrym wynikiem. Nastroje, jakie panują w drużynie na pewno są dobre, rośnie w nas siła do walki. Krótka przerwa, jaką możemy teraz wykorzystać, na pewno przyda się na odpoczynek, wyleczenie drobnych urazów oraz przygotowanie do starcia z Towers Opole. To może być dla nas trudny mecz. Towers są na razie na ostatnim miejscu w tabeli, jednak przeciwnik przyjedzie z zamiarem zdobycia punktów. Drużyna ta jest mistrzem LFA2 i wiem, że będą grać do ostatnich sił. Nasza drużyna jest niepokonana na swoim boisku i chcemy udowodnić, że i tym razem Armia Poznań odniesie zwycięstwo, tym razem na wyjeździe – powiedział Sébastien Ossywa, ofensywny liniowy Armii Poznań.

Trzecia z rzędu porażka Wilków Łódzkich zwiastuje dla nich bardzo trudny sezon. Poprawy wymaga każda formacja. Pomóc im może przerwa świąteczna. Po niej – 27 kwietnia podejmą u siebie Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers. W znacznie lepszych humorach do wielkanocnego stołu zasiądą zawodnicy Armii Poznań. Ich bilans to 3 zwycięstwa i tylko 1 porażka. Bilans punktowy natomiast to 39 na plusie. Żołnierze po dwóch spotkaniach domowych znów opuszczą Wielkopolskę, aby 27 kwietnia zmierzyć się z Towers Opole.

Niestety przegrywamy kolejny mecz, w którym często byliśmy swoimi własnymi wrogami. Dopuściliśmy się zbyt dużej ilości błędów zarówno w ofensywie jak i defensywie, co przeciwnicy bardzo dobrze wykorzystali. Musimy lepiej wykonywać polecenia trenerów i być bardziej konsekwentni na boisku. W offseasonie zmieniliśmy program szkoleniowy i teraz trzeba czekać, aż zacznie przynosić efekty. Nie w tym meczu, to w następnym, a w międzyczasie jeszcze więcej się uczyć i jeszcze ciężej trenować – ocenił inny reprezentant łódzkiej drużyny, tight end Wojciech Krawczyk

Michał Pracuk
Biuro Prasowe LFA

fot. Michał Łapczyński