Królowie rządzili w Opolu, Towers ponownie pokonani na własnym stadionie

Nie tylko pogoda była w sobotę niełaskawa dla grających w 4. kolejce LFA1 jako gospodarze Towers Opole. Zostali oni pokonani przez rozpędzających się z każdym kolejnym ligowym meczem Kraków Kings 34:19. Najskuteczniejszym zawodnikiem tego starcia okazał się zdecydowanie Jacek Kuśmierczyk, który zapisał na swoje konto aż 4 przyłożenia. Opolanie postawili się jednak drużynie z Krakowa i mogą kontynuować sezon z podniesioną głową.

Zawodnikom obu drużyn przyszło grać w dość niekorzystnych warunkach pogodowych. Padający niemal bez przerwy deszcz i śliska murawa przełożyły się na dużą liczbę błędów i strat spowodowanych wyślizgująą się z rąk piłką przy snapach i podaniach. Lepiej z tymi niesprzyjającymi warunkami poradzili sobie Królowie, którzy zdeklasowali rywali w pierwszej połowie wygrywając ją 34:6.

Rzucającą się w oczy od samego początku była niemoc ofensywna opolan, którzy dzięki niej zdominowali tydzień wcześniej wydarzenia w Olsztynie. Podania Markusa Hodgesa były w większości niecelne, a akcje biegowe kończyły się zatrzymaniami przez twardo grającą linię deensywną Kings. Pod względem ataku zdecydowanie lepiej wyglądali krakowianie, którzy nie mieli problemów z dynamicznym przesuwaniem się do przodu. Pierwszą akcję punktową rozpędził najpierw Bernard Wiązania razem z gwiazdą tego spotkania – Jackiem Kuśmierczykiem, którzy to przyjęli dwa długie podania od Tivona Cooka, ustawiając Królów tuż przed endzone rywali. Chwilę później pierwsze przyłożenie zdobył, po krótkiej akcji biegowej, Jacek Kuśmierczyk. Podwyższenie było skuteczne, więc dzięki Marcinowi Masłoniowi wynik został zmieniony na 7:0 dla gości. Kolejny raz w tym roku słowa uznania należy skierować pod adresem drużyny specjalnej Kings. Nie tylko nie pozwalali oni rozwijać się po kick-offach rywalom, ale też sami umieli przesunąć piłkę daleko od własnego endzone. I tak po kolejnej zmianie posiadania wynieśli piłkę na połowę przeciwnika. Wydawało się, że będzie potrzebna długa i żmudna seria ofensywna do kolejnego przyłożenia, jednak Tivon Cook z łatwością dostrzegł urywającego się obrońcy Jacka Kuśmierczyka i podał do niego piłkę. Wide receiver Kings złapał podanie i niekryty przebiegł przeszło 40 jardów zdobywając drugie przyłożenie dla swojej drużyny. Równie skuteczne było podwyższenie, przez co prowadzenie krakowian wzrosło do 14 punktów. Wydawało się, że dojdzie do przełamania po stronie gospodarzy pod koniec 1. kwarty dzięki udanemu wyprowadzeniu piłki po kick-offie na 40. jard. Znów jednak świetnie spisała się defensywa Krakowa i na początku drugiej kwarty to oni byli w posiadaniu piłki.

Druga kwarta zaczęła się od mocnego uderzenia gości. Najpierw odbiorem długiego podania popisał się Dariusz Nizioł umieszczając swoją drużynę na pozycji 1&home i po chwili dokończył on dzieła w kolejnym zagraniu. Tym razem próba podwyższenia została zablokowana i przewaga od tego momentu wynosiła 20 punktów. Ambitni Kings nie osiedli na laurach i po szybkim odzyskaniu posiadania dzięki formacji defensywnej, podobnie jak w pierwszej kwarcie, Jacek Kuśmierczyk uciekł pilnującemu go obrońcy i niekryty przebiegł przez całe boisko podnosząc prowadzenie o kolejne punkty. Po tej akcji przebudzili się zawodnicy Towers, a zwłaszcza Robert Szmielak, który wraz z Markusem Hodgesem nie tylko zdołał pokonać 80 jardów dzielących ich drużynę od endzone, ale też zdobyli oni pierwsze punkty w tym meczu dla Opola. Autorem przyłożenia był Markus Hodges. Podwyższenie zostało zablokowane, więc pierwsza skuteczna akcja opolan przyniosła im 6 punktów. Nie cieszyli się gospodarze długo ze zmniejszonej nieco straty, gdyż ponownie wykorzystując niemoc obrońcy Jacek Kuśmierczyk uciekł spod krycia, złapał długie podanie od swojego rozgrywającego i pobiegł po kolejne przyłożenie. Po celnym podwyższeniu wynik na zakończenie pierwszej połowy meczu brzmiał 34:6 dla Kings.

Druga część tego starcia była przede wszystkim pokazem obrony po obu stronach. Do zmian posiadania piłki dochodziło bardzo często, jednak można było odnieść wrażenie, że Kings już zakończyli mecz po pierwszej połowie, na co wpływ na pewno miała zmiana na pozycji rozgrywającego – Tivona Cooka zastąpił utalentowany Mateusz Wiecheć. Zmiany w szeregach gości widać było chociażby po tym, że ofensywa Towers zaczęła rozwijać skrzydła i doprowadzać do akcji zagrażających wynikowi spotkania. Do pierwszej z nich doszło już na samym początku trzeciej kwarty, jednak nie zakończyła się zdobyciem punktów. Punkty padły podczas kolejnej serii ofensywnej rozpoczętej przejęciem piłki przez defensywę Opola. Po ustawieniu jej na 20 jardzie Konrad Rodak, który dostał szansę na swojej nominalnej pozycji, zauważył dobrze uciekającego za plecy obrony Roberta Szmielaka i długim podaniem dostarczył mu w ręce piłkę. Skrzydłowy nie zmarnował szansy i zanotował przyłożenie dla Towers, którzy po chwili celnym podwyższeniem zmniejszyli stratę do Kings o 7 punktów. Niemoc przyjezdnych w trzeciej kwarcie trwała dalej. Śliska piłka wypadła z rąk punterowi Królów i ratował się on nielegalnym kopnięciem z ziemi. Sędziowie orzekli karę i pierwszą akcję czwartej kwarty Towers zaczynali tuż przed endzone rywali.

Rozstrzygnięcie było korzystne dla Towers, ponieważ znów Robert Szmielak po podaniu od Konrada Rodaka zdobył przyłożenie dla gospodarczy. Nie udało się jednak opolanom wykorzystać podwyższenia i wynik zatrzymał się na 34:19 dla Kings. W dalszej części meczu nie padły już żadne punkty. Naprzemiennie drużyny atakowały i traciły posiadania piłki nie stanowiąc jednak zagrożenia dla siebie nawzajem. Dobrze w tym fragmencie gry pokazał się rezerwowy rozgrywający Kings, Mateusz Wiecheć, który pokazał kilka dobrych podań oraz sam decydował się na skuteczne szarże widząc brak dostatecznej presji obrońców na sobie. Doprowadził on do miejsca, z którego możliwe było zdobycie punktów dla Kings przez kopnięcie z pola. Zostało ono jednak zablokowane, a na przeprowadzenie kolejnej akcji nie było już czasu.

Można było odnieść wrażenie, że Kings nie wyszli na drugą połowę spotkania. Zabrakło im zdecydowania i agresji w ataku, dzięki której zdobyli tak dużą przewagę w pierwszej części gry, lecz było to na pewno spowodowane chęcią ogrania nominalnych rezerwowych. Towers natomiast zagrali bardzo ambitnie i potrafili wykorzystać osłabienie przeciwników, jednak nie wystarczyło im umiejętności do wyszarpania zwycięstwa.

Teraz zawodników czeka przerwa związana ze Świętami Wielkanocnymi. Po tym odpoczynku na Kings 28 kwietnia w stolicy będą czekać zawodnicy Warsaw Mets, zaś Towers dzień wcześniej zagrają znowu u siebie, tym razem z Armią Poznań.

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. J’S Photography