Mistrz kontra niepokonany lider, czyli mecz kolejki w Białymstoku

5. kolejka LFA1 rozpocznie się w sobotę o 12:00 meczami w Zielonej Górze i Białymstoku, gdzie mistrzowie Polski podejmą pretendenta do tytułu. Lowlanders oraz Seahawks to ekipy, których rywalizacja od lat elektryzuje futbolowych fanów w naszym kraju i na pewno w ich bezpośrednim starciu możemy się spodziewać ogromnych emocji.

Dla Ludzi z Nizin pojedynek z Jastrzębiami jest szczególnie ważny, by „powrócić do gry”. Po trzech rozegranych meczach mistrzowie Polski mają zaledwie jedno zwycięstwo na koncie i są niewątpliwie jednym z największych rozczarowań początku sezonu. Sami są świadomi tego, że nie spełniają oczekiwań i poprawa gry musi przyjść jak najszybciej. Porażka w trzeciej kolejce z Tychy Falcons była poważnym znakiem ostrzegawczym dla ekipy z Podlasia, która po meczu z Seahawks będzie już w połowie sezonu zasadniczego. Jeśli Lowlanders chcą jak przed rokiem zanotować bezpośredni awans do półfinału, pokonanie gdynian jest dla nich koniecznością. Zadanie będzie o tyle ułatwione, że do treningów z pełnym obciążeniem wrócił wreszcie Mikołaj Pawlaczyk – MVP LFA1 w sezonie 2018. Jego brak bardzo doskwierał białostoczanom w poprzednich meczach, a przed starciem z Seahawks do zespołu dołączyli również dwaj gracze wschodnioeuropejscy – pochodzący z Białorusi ofensywny liniowy Vitali Sivakou oraz running back Yauheni Shchuka. Wciąż jednak nie będziemy mogli oglądać między innymi Grzegorza Mantura, który przed rozgrywkami zerwał więzadło.

– Spotkania z drużyną z Gdyni zawsze były bardzo wymagające, a po dotkliwej porażce z Sokołami wszyscy zrozumieli, że trzeba pracować dwa razy mocniej, by wrócić na odpowiedni tor. 3 tygodnie przerwy między meczami pomogły w wyleczeniu większych lub mniejszych urazów. Wszyscy są bardzo zmotywowani, by pokazać się z o wiele lepszej strony niż w ostatnim meczu. Dla mnie osobiście będzie to pierwszy mecz w tym sezonie i nie mogę się już doczekać, by wybiec znowu z drużyną na boisko – mówi przed najbliższym meczem powracający po kontuzji running back Lowlanders, Mikołaj Pawlaczyk.

O tym, jak ciekawy może być pojedynek Lowlanders z Seahawks mogą świadczyć statystyki ich dotychczasowych bezpośrednich starć. W przeszłości było ich dziesięć, a aż cztery z nich kończyły się różnicą maksymalnie trzech punktów. Tak było między innymi w pierwszym pojedynku Lowlanders z Seahawks w rozgrywkach Ligi Futbolu Amerykańskiego, kiedy do ostatnich sekund utrzymywał się remis i dopiero kopnięcie z pola Przemysława Portalskiego dało Jastrzębiom wygraną 18:15. Ludzie z Nizin kilka tygodni później wzięli srogi rewanż w Gdyni, pokonując Seahawks 26:7. Zespoły te mierzyły się w ubiegłym roku ze sobą aż trzykrotnie, ponieważ ich drogi skrzyżowały się – czwarty rok z rzędu – w półfinale. Po raz pierwszy jednak zwycięsko wyszli z niego białostoczanie. W deszczową pogodę udało im się wygrać 33:16, co dało pierwszy w historii awans do finału, a jak skończyło się Polish Bowl XIII doskonale pamiętamy. W tym roku jednak Lowlanders nie grają na miarę mistrza, co ma się zmienić w najbliższą sobotę.

– Mecze z Seahawks zawsze przynoszą wiele emocji i są bardzo ciężkie. Tym razem nie będzie inaczej. Defensywa gra solidnie, a w ofensywie świetnie spisują się Jakub Mazan oraz Piotr Rudnicki. Będzie to dla nas poważne wyzwanie i musimy być skupieni do samego końca. Kto popełni mniej błędów ten wygra. Liczę, że po końcowym gwizdku będziemy to My – dodaje defensive back mistrzów Polski, Mateusz Dzioban.

Jastrzębie przystępują do tego meczu jako lider grupy północnej z kompletem trzech zwycięstw i zdaniem wielu to oni będą w sobotę faworytem. Argumentów potwierdzających to założenie jest wiele, jak choćby fakt, że w tym sezonie zarówno Seahawks i Lowlanders mierzyli się już z Tychy Falcons, a tylko gdynianie wyszli z tego pojedynku zwycięsko. W tym roku podopieczni Mele Mosquedy pokonali już także 62:7 Wilki Łódzkie oraz tydzień przed Wielkanocą Warsaw Mets 25:7. Starcie to rozpoczęło się jednak nie najlepiej dla Jastrzębi, które musiały w drugiej kwarcie odrabiać siedmiopunktową stratę. Słabszy start Seahawks był jednak spowodowany faktem, iż ich podstawowy rozgrywający, Philip Juhlin został dwa tygodnie wcześniej mocno poturbowany w potyczce z tyskimi Sokołami i sztab szkoleniowy nie chciał forsować go w pojedynku z Mets. Na pozycji rozgrywającego oglądaliśmy więc przez większość meczu nominalnego linebackera Barrona Millera. Quarterback gdynian pojawił się jednak na boisku i jego wejście odmieniło grę gospodarzy tamtego meczu, dzięki czemu akcjami podaniowymi aż trzy przyłożenia zdobył Piotr Rudnicki, na co nie byli w stanie punktami odpowiedzieć Metropolitanie. Szwedzko-amerykański rozgrywający Seahawks miał od tego starcia kolejne dwa tygodnie na regenerację, dlatego przeciwko Lowlanders nie będzie już miał raczej taryfy ulgowej.

Mecz z Białymstokiem będzie bardzo ciężka przeprawa, można powiedzieć, że nawet wojna.
Po porażce z tyszanami ekipa z Białegostoku jest głodna gry, a jeszcze bardziej głodna zwycięstwa. Sztab trenerski i zawodnicy Lowlanders mieli dość dużo czasu na przygotowanie się do tego meczu, ale my tez nie próżnowaliśmy i ciężko przepracowaliśmy ostatnie dwa tygodnie po meczu z Warsaw Mets. Mecz meczowi nie równy, ale wiem, że zostawimy serce na boisku i damy kawał dobrego futbolu. Jedziemy w pełni skupieni i przygotowani do tego meczu, wiemy na co stać Lowlanders i nie możemy ich zlekceważyć – zapewnia Piotr Rudnicki, wide receiver Seahawks.

Ostatnie wspomnienie Jastrzębi ze stolicy Podlasia jest szczególnie bolesne. 14 lipca ubiegłego roku nie tylko bowiem legły w gruzach ich marzenia o występie w Polish Bowl, ale zakończył się także długi rozdział w historii klubu. To tuż po przegranym półfinale z Lowlanders swoje odejście z posady trenera głównego ogłosił Maciej Cetnerowski, co było dodatkowym ciosem dla zespołu z Gdyni. W tym sezonie Seahawks to już inna drużyna, a jak do tej pory przedsezonowa zmiana wygląda na pozytywny bodziec dla ekipy znad morza. Trzy pewne zwycięstwa niewątpliwie działają pozytywnie na atmosferę w szatni i do Białegostoku zespół trenera Mosquedy pojedzie jak po swoje. Po ich stronie jest także historia, bowiem aż siedem z dziesięciu dotychczas rozegranych pojedynków Seahawks z Lowlanders kończyło się triumfem tych pierwszych. W najbliższy weekend będzie się jednak liczyła aktualna forma, a ją zweryfikuje białostockie boisko.

Ostatni mecz, który rozegraliśmy w Białymstoku przeciwko Lowlanders przyniósł zakończenie, które pozostanie w historii Seahawks. Przegraliśmy pierwszy od kilku lat półfinał, a chwilę po meczu dowiedzieliśmy się o rezygnacji trenera Macieja Cetnerowskiego. To były ogromne emocje, które targały wszystkimi w Seahawks Gdynia. Teraz wracamy do Białegostoku odmienieni, ale dalej bardzo zdeterminowani, gotowi by zagrać dobry mecz. Mamy zamiar grać twardo, czysto i do ostatnich minut. Tego samego oczekujemy od przeciwnika. Mecze z Lowlanders często są nacechowane dużą dawką emocji, które z perspektywy kibica zdecydowanie uatrakcyjniają widowisko. Niewątpliwie to będzie mecz który trzeba zobaczyć! – mówi Patryk Markowski, dyrektor Seahawks Gdynia.

Najciekawiej zapowiadający się mecz 5. kolejki LFA1 zostanie rozegrany na bocznym boisku Stadionu Miejskiego w Białymstoku. Początek starcia Lowlanders z Seahawks o godzinie 12:00.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jacek Stańczak