Wilki również liczą na przełamanie, w sobotę podejmą w domu Jeziorowców

Wilki Łódzkie to razem z Rhinos Wyszków ekipy, które jako jedyne w tym sezonie LFA1 nie miały jeszcze okazji do świętowania zwycięstwa. Kolejna szansa na przełamanie fatalnej passy przyjdzie w sobotnie popołudnie, kiedy to w swoim drugim tegorocznym domowym meczu łodzianie podejmą Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers.

Dla gospodarzy sobotniej potyczki najbliższy mecz będzie teoretycznie najłatwiejszą tegoroczną przeprawą, bowiem mieli oni okazję mierzyć się jak dotąd z faworyzowanymi Seahawks Gdynia (porażka 7:62) i Warsaw Mets (0:42), a w poprzedniej, 4. kolejce ich rywalem byli świetnie spisujący się po fuzji zawodnicy z Poznania, którzy przed własną publicznością triumfowali 41:12. Spotkanie z Jeziorowcami powinno być więc zdecydowanie bardziej wyrównane, ponieważ Lakers również nie spisują się w aktualnych rozgrywkach tak, jak oczekiwali tego przed sezonem. W Łodzi liczą, że limit lekcji, które otrzymali od ligowych rywali został już wyczerpany i nadszedł czas na pierwszą wygraną, która może nawet wystarczyć do utrzymania się w futbolowej elicie.

– Do meczu z Lakers podchodzimy niestety z trzema porażkami na koncie. Dodatkowo będzie to drugi mecz przed własną publicznością, przez co głód zwycięstwa jest ogromny i jestem przekonany, że żadnego z zawodników nie trzeba motywować do walki o każdy centymetr boiska. W poprzednich meczach popełniliśmy sporo błędów i przewinień przez co oddawaliśmy mnóstwo jardów przeciwnikom. Przez dwa tygodnie trenerzy, jak i cała drużyna, mocno pracowali nad tym, aby wyeliminować błędy w naszej grze i znaleźć optymalne ustawienie na boisku. Pomimo naszego bilansu nawet na chwilę nie zwalniamy tempa. Nastroje są bojowe i nie możemy doczekać się kolejnego meczu. Liczymy na dobre futbolowe widowisko – zapowiada Jarosław Kalita, prezes Wilków Łódzkich.

Zespół z Łodzi w całej swojej historii mierzył się w oficjalnym meczu z Lakers zaledwie raz i to sześć lat temu na poziomie nieistniejącej już PLFA II. Wówczas 20:0 triumfowały Wilki, lecz niewielu już zapewne pamięta o tym starciu i w obecnym sezonie oglądamy zupełnie inne drużyny w zupełnie innych rozgrywkach. Przed rokiem premierowy sezon na najwyższym szczeblu zakończył się dla łodzian udaną misją o nazwie „utrzymanie”. Nie było to wcale łatwe, lecz jedna wywalczona po dogrywce wygrana w ośmiu meczach wystarczyła do tego, by pozostać w futbolowej elicie. W sezonie 2019 może być jeszcze trudniej o utrzymanie. Jeśli Wilkom nie uda się zwyciężyć w najbliższą sobotę, nie będzie to jednak jeszcze oznaczało spadku. Przed podopiecznymi Lonniego Hurseya ciekawy terminarz i seria znacznie łatwiejszych niż potyczki z Seahawks czy Mets starcia. Po starciu z Lakers, Wilki czekają między innymi mecze kolejno z Towers Opole, Watahą Zielona Góra i Rhinos Wyszków. Ten ostatni pojedynek w przypadku braku premierowej wygranej we wcześniejszych potyczkach, będzie najprawdopodobniej dla Łodzian meczem „o być albo nie być” w LFA1. Aby do takiego scenariusza nie dopuścić, Wilki powinny wykorzystać atut własnego boiska i wyszarpać Jeziorowcom dwa punkty.

Na mecz z Lakers wyjdziemy z takim samym nastawieniem jak zawsze – chcemy ten mecz wygrać. Wierzymy, że jeśli będziemy odpowiednio egzekwować założenia trenerów, to jesteśmy w stanie to osiągnąć. Po ostatnich meczach wyciągnęliśmy wnioski i w ciągu ostatnich 2 tygodni wprowadziliśmy odpowiednie zmiany. W tym momencie skupiamy się na analizie gry przeciwników. Chęć pokazania naszym kibicom, że potrafimy wygrywać jest dla nas dodatkowym motorem napędowym. Seria porażek nie wpływa negatywnie na nasze nastawienie. Brak problemów z kontuzjami, lepsze przygotowanie fizyczne, praca z zaangażowanymi trenerami i apetyt na wygraną to przepis na pierwszy tryumf w tym sezonie. Wiemy, że Lakers wyjdą na mecz bardzo zmotywowani. Ale to my idziemy po zwycięstwo. Mecz będzie ciężki, twardy i wyrównany, co może skutkować bardzo ciekawym widowiskiem – przewiduje Mariusz Bętkowski, kapitan defensywy Wilków Łódzkich.

O ile w przypadku zespołu z Łodzi możemy mówić o łatwiejszym niż na starcie sezonu najbliższym terminarzu, o tyle można zaryzykować stwierdzenie, że Lakers łatwiejsze „na papierze” mecze mają już prawie za sobą. Po meczu z Wilkami Jeziorowców czekają bowiem starcia z Warsaw Mets, Lowlanders Białystok, Armią Poznań i Seahawks Gdynia. Zwycięstwo w sobotę powinno być więc dla nich koniecznością, by móc drugą połowę sezonu zasadniczego rozegrać ze spokojem o ligowy byt. Ewentualna wygrana w 5. kolejce LFA1 da im niemal pewne utrzymanie, ponieważ mało prawdopodobny jest scenariusz spadku z ligi ekipy z czterema punktami na koncie. Aby jednak mówić o spokoju, trzema w Łodzi wygrać, a to wcale nie powinno być łatwym zadaniem. Lakers tegoroczne rozgrywki rozpoczęli od zwycięstwa w Wyszkowie 38:35, ale w kolejnych starciach było już tylko gorzej. Najpierw przyszła porażka w Zielonej Górze 14:30, a następnie klęska z Towers Opole 0:19 i to na oczach własnych kibiców. Od tamtego starcia zespół ze stolicy Warmii miał niemal trzy tygodnie przerwy na poprawę gry, czego efekty poznamy już sobotniego popołudnia.

– Jedziemy do Łodzi zmotywowani oraz nastawieni na zwycięstwo i na pewno nie jest to żadne odkrycie. Wiemy, że mecz z Wilkami musimy po prostu wygrać. Wiemy też, że drużyna z Łodzi ma dokładnie takie samo podejście do tego spotkania, więc zapowiada się dobry mecz. Mieliśmy 3 tygodnie przerwy, które staraliśmy się jak najlepiej wykorzystać. Zaleczyć drobne urazy, wprowadzić kilka nowych zagrywek oraz rozpracować przeciwnika. Wiemy, że Wilki na pewno postawią trudne warunki na swoim terenie, ale nasz sezon ułożył się tak, że po tym meczu będzie już tylko trudniej. To idealny moment na przełamanie złej passy – zapewnia Krzysztof Mrówka – wide receiver oraz manager Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers.

Wilki Łódzkie podejmą olsztyńskich Jeziorowców w sobotę, 27 kwietnia o godzinie 17:00 na boisku przy ulicy Minerskiej 19 w Łodzi.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jacek Stańczak