Długa droga Panthers do sukcesu w Europie

Już dzisiaj o godzinie 17:30 polskiego czasu do drugiej części swojej tegorocznej międzynarodowej rywalizacji przystąpią Panthers Wrocław. Wicemistrzowie Polski, którzy rozgrywki Central European Football Leagu rozpoczęli od porażki z Calanda Broncos 3:27, wciąż mają szansę na awans z grupy, jednak do tego niezbędne będzie pokonanie na wyjeździe mistrzów Turcji – Istanbul Koç Rams.

Starcie to jest najdłuższym wyjazdem polskiego klubu futbolowego na międzynarodowy mecz w historii. Wrocławianie pojawili się w stolicy Turcji rzecz jasna dzień wcześniej, by odpowiednio zregenerować się na „mecz o życie”. Pechowa porażka na inaugurację Pucharu Europy spowodowała, iż w przypadku przegranej w dzisiejszym starciu, Panthers stracą jakiekolwiek szanse na awans jeszcze przed majowym domowym starciem z Kragujevac Wild Boars. Triumf nad Baranami ze Stambułu przedłuży natomiast ich nadzieje, jednak wówczas kolejnymi warunkami do zwycięstwa w grupie jest pewne pokonanie mistrzów Serbii 11 maja na Stadionie Olimpijskim oraz co najmniej jedna porażka Calanda Broncos. Nikt w szeregach wicemistrzów Polski nie ma zamiaru jednak kalkulować, ani rozpamiętywać okoliczności przegranej z mistrzem Szwajcarii – Drużyna jest bardzo zmotywowana. Nie skupiamy się na tamtej porażce. Nie mamy na to czasu, bo ciężko pracujemy nad kolejnym meczem. Jesteśmy skupieni tylko na meczu z Koç Rams – mówił przed wylotem do Turcji Val Gunn, trener główny Panthers Wrocław.

Nie wypada jednak nie wspomnieć o przebiegu rywalizacji Polaków ze Szwajcarami. Zespół ze stolicy Dolnego Śląska bardzo szybko stracił w tym starciu amerykańskiego rozgrywającego, Chrisa Forciera, co okazało się kluczowe w kontekście całego spotkania. Jeszcze w pierwszej kwarcie rolę quarterbacka przejąć bowiem musiał niespodziewanie Bartosz Dziedzic, a po powrocie z szatni zmieniał go również Jan Wawrzyniak. Mimo że to Panthers zdołali jako pierwsi wyjść na prowadzenie (zresztą duża w tym zasługa Forciera, który solowym biegiem znacznie przybliżył ich do pola punktowego gości i właśnie w tej samej akcji doznał kontuzji), to z biegiem czasu inicjatywę coraz bardziej przejmowali przyjezdni. 27 straconych w pierwszej połowie punktów pozbawiło wrocławian jakichkolwiek nadziei na sukces, jednak należy pamiętać, że w drugiej połowie nasi jedyni reprezentanci w Europie nie stracili już punktów, mimo dalszej gry w ofensywnym osłabieniu. Nie potrafili jednakże również żadnych zdobyć, co zakończyło się bolesnym 3:27. Przegrana nie była jedynym problemem Panthers. Badania wykazały, że Chris Forcier nie będzie w stanie w tym sezonie pomóc już swojej drużynie, dlatego w ciągu kilku dni ekipie z Wrocławia udało się przeprowadzić nowy transfer. W Turcji w roli rozgrywającego zadebiutuje Tony Dawson. Amerykanin występował ostatnio Guelfi Firenze z ligi włoskiej. Teraz to na jego barkach będzie spoczywała odpowiedzialność za atak Panthers nie tylko w CEFL, ale także w LFA1, w której po raz pierwszy zobaczymy go w pierwszy weekend maja przeciwko Seahawks Gdynia.

Koç Rams rywalizację w pucharach rozpoczęli podobnie jak wrocławianie od porażki. Potyczka z mistrzami Serbii była jednak bardzo otwarta. Do przerwy mieliśmy remis 29:29, jednak druga połowa należała już do Wild Board, którzy ostatecznie triumfowali 53:36. Barany to zresztą ekipa, która miała już okazję gościć we Wrocławiu. W 2016 roku Rams przy Oporowskiej wystąpili w turnieju finałowym IFAF Europe Champions League, już w półfinale odpadając z Milano Seamen, których w potyczce o złoto zdołali wówczas pokonać Panthers Wrocław. Przez niemal trzy lata diametralnie zmienili się zarówno Koç Rams, jak i aktualni wicemistrzowie Polski. W tym sezonie w szeregach najlepszej ekipy Turcji występuje dobrze znany polskim kibicom z gry w Seahawks Gdynia Jushua Quezada – Rams, których widzieliśmy we Wrocławiu w 2016 roku to inni Rams niż Ci, z którymi zagramy teraz. W pierwszym meczu przeciwko Wild Boars pokazali wielką moc swojej ofensywy, którą musimy zatrzymać. Na pozycji running backa również zobaczymy znaną z polskiej ligi twarz. Mecz będzie bardzo trudny, ale jesteśmy na to gotowi – zapowiada Jakub Głogowski, menedżer generalny Panthers Wrocław.

Quezada grający na pozycji running backa jest bardzo dobrze wspominany przez kibiców gdyńskich Jastrzębi, chociaż w sezonie 2016 nie udało im się wywalczyć mistrzowskiego tytułu. „Juice” prezentował jednak wówczas znakomitą formę, czego ukoronowaniem było uznanie go najlepszym biegaczem sezonu 2016. Amerykanin w poprzednim sezonie grał w Kragujevac Wild Boars, lecz w tym roku możemy go oglądać właśnie w szeregach mistrzów Turcji. Postanowiliśmy zapytać Quezadę o to, jak wspomina starcia z wrocławskimi Panterami Pamiętam, jak grałem przeciwko tej drużynie  Ich siłą jest obrona. Ich linia defensywna oraz linebackerzy stawiają bardzo trudne warunki w akcjach biegowych przeciwnika. Musimy więc nasz atak bardzo zbilansować, ponieważ grając samymi biegami, nie zdołamy sforsować obrony Panthers – ocenia Amerykanin w rozmowie z nami.

Jushua Quezada jako kluczowe w potyczce pucharowej z Wild Boars ocenia postawę w akcjach powrotnych oraz zbyt łatwe oddawanie futbolówki rywalom. O zbilansowaną grę jest jednak spokojny – Wszystko jest jeszcze możliwe. Mimo porażki na starcie rozgrywek, nadal jesteśmy w stanie pokonać dwóch pozostałych rywali, co może nam dać awans z grupy – Mamy najlepszych  wide receiverów z Serbii – Strahjina Stepovicia i Wielkiej Brytanii – Krisa Wedderburna, a także tureckich graczy takich jak Alihan Agackesen i Kaan Özer, którzy także są świetnymi, bardzo utalentowanymi skrzydłowymi. Nasza ofensywa ma wiele broni do wyboru. Jako zawodnik ofensywny jestem bardzo podekscytowany tym, co jesteśmy w stanie zaprezentować w ataku – ocenia zawodnik z USA. Podejście mistrzów Turcji jest niemal identyczne, jak Panthers Wrocław. Przegrana na starcie rozgrywek nie przekreśliła jeszcze ich szans i są gotowi na walkę o przedłużenie nadziei na awans z konferencji wschodniej – Rywalizując na poziomie międzynarodowym trzeba liczyć się z tym, że nawet jedna porażka, potrafi całkowicie zaprzepaścić szanse na sukces w Europie. Doświadczyłem już to przed rokiem. Mamy szczęście, że w konferencji wschodniej rywalizują aż cztery zespoły, dzięki czemu cały czas mamy szanse na wygranie grupy. Musimy tylko wygrać! – zapowiada Jushua Quezada.

Drugim wzmocnieniem wrocławian względem ostatniego meczu będzie Niemiec Benji Barnes. Zawodnik ten występuje przede wszystkim jako defensive back, co ma pomóc w zatrzymywaniu akcji podaniowych Turków. Sztab szkoleniowy Panthers jest bardzo zadowolony z jego sprowadzenia – Benji to wyjątkowy, wszechstronny atleta, który może grać na wielu pozycjach na boisku. Jest bardzo niebezpieczny jako defensive back, ale potrafi też wzmocnić formację ataku na pozycji biegacza lub skrzydłowego. Cieszę się, że tak świetny gracz wzmocni nasze szeregi – skomentował jego sprowadzeni Val Gunn.

Dla obu ekip dzisiejszy mecz będzie pojedynkiem o być albo nie być, w związku z czym na pewno wieczorem jedna z drużyn będzie świadoma straty definitywnych szans na sukces w pucharach i ostatni grupowy pojedynek będzie zaledwie starciem „o honor”. Nie chcą do tego dopuścić wicemistrzowie Polski, których występ będziemy mogli oglądać na żywo w polskiej telewizji. Od 17:30 na nSport+ zaplanowana jest transmisja z tego kluczowego dla całego polskiego futbolu rywalizacja.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA