Królowie nie podbili stolicy, Mets z kolejnym zwycięstwem przy Konwiktorskiej

Pasjonujące widowisko mieli dzisiaj okazję oglądać kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej w Warszawie. Warsaw Mets mimo nie najlepszego początku, dość niespodziewanie pokonali u siebie Kraków Kings 25:17.

Zdaniem kibiców, którzy oddali swoje głosy na facebookowym profilu LFA, to goście z Małopolski byli faworytem tego starcia. Wpływ na to mógł mieć fakt, iż przed rokiem, również w Warszawie Królowie pokonali Warsaw Sharks 35:20, jednak Metropolitanie po raz kolejny udowodnili, że są zupełnie nową stołeczną drużyną, która rywalom z czołówki stawiać będzie twardy opór. Nawet sprowadzeni przed startem rozgrywek zza Oceanu gracze nie byli w stanie spowodować, by to krakowianie cieszyli się ze zwycięstwa. Mimo wszystko, spotkanie to rozpoczęło się od przyłożenia gości. W pierwszej kwarcie w pole punktowe warszawian po 6-jardowym biegu przebił się Szymon Wesołowski, a za jeden punkt kopnął Marcin Masłoń. Po 12 minutach gry Kings prowadzili więc 7:0.

Po zmianie stron oglądaliśmy błędy obu rozgrywających. Najpierw Tivon Cook posłał podanie, które przechwycił Rafał Michaluk z Mets, a kilka minut później Terrance Owens ułatwił Jarosławowi Satkowskiemu zaliczenie interception. Defensive back krakowian uratował swój zespół przed stratą punktów tuż przed polem punktowym, dlatego Kings swój atak rozpoczęli z 2. jarda własnej połowy. Już w pierwszej próbie podopieczni Zygmunta Łodzińskiego dopuścili się fumble, z którego skorzystał Adam Dobkowski, najszybciej dopadając do bezpańskiej piłki. Dzięki tej akcji Warsaw Mets rozpoczęli serię ofensywną na zaledwie siedem jardów od pola punktowego rywali. Po chwili krakowianie dopuścili się także przewinienia, które skutkowało skróceniem dystansu do endzone’u o połowę. Metropolitanie nie mogli nie skorzystać z tych „prezentów”. Na pozycji rozgrywającego pojawił się nominalny safety, TJ Richardson, co okazało się dobrym ruchem, ponieważ to właśnie Amerykanin po solowej akcji biegowej zanotował touchdown. Gospodarze stanęli więc przed szansą doprowadzenia do remisu, lecz kopnięcie Kamila Ronczki zostało nie tylko zablokowane, ale także piłka trafiła w ręce zawodnika z Małopolski, który po przebiegnięciu niemal całego boiska, bez problemów zameldował się w polu punktowym warszawian, dzięki czemu zamiast 7:7, na tablicy pojawił się rezultat 6:9. Mimo tego błędu, inicjatywa w dalszej części meczu należała zdecydowanie do gospodarzy, którzy na upragnione prowadzenie wyszli po 90-jardowej akcji podaniowej, sfinalizowanej przez Antoniego Podgórskiego. Tym razem Kamil Ronczka nie pomylił się przy podwyższeniu. Gdy wydawało się, że Królowie jeszcze przed zejściem do szatni będą w stanie odpowiedzieć przyłożeniem, podanie Cooka przechwycił TJ Richardson. Kings nie powrócili na prowadzenie, a nawet mimo niespełna dwóch minut do gwizdka kończącego pierwszą połowę, ich strata jeszcze się powiększyła. Mets bardzo mądrze pilnowali zegara meczowego i sukcesywnie przesuwali się pod pole punktowe rywali. Gdy pozostało dosłownie kilka sekund drugiej kwarty, kilkunastojardowa akcja podaniowa zakończyła się drugim tego dnia touchdownem Antoniego Podgórskiego, co ustaliło wynik po pierwszej połowie na 19:9. Kopnięcie Kamila Ronczki zostało bowiem ponownie zablokowane, lecz przynajmniej nie spowodowało straty.

Kraków Kings mają już za sobą w tym sezonie mecz, w którym musieli odrabiać straty z pierwszej połowy. Przeciwko Armii Poznań wyszli z 0:14 na 32:14, jednak w stolicy ta sztuka im się nie udała. A zaczęło się obiecująco – od drugiego dzisiaj interception Jarosława Satkowskiego. Rozpoczęty wówczas atak krakowian także zakończył się przechwytem, tyle że gracza gospodarzy. Rafał Michaluk przejął podanie Tivona Cooka na 17. jardzie własnej połowy i zaprezentował efektowną akcję powrotną, dopisując na konto Warsaw Mets sześć „oczek”, więc ich przewaga zrobiła się znacznie większa – prowadzili 25:9. W trzeciej kwarcie Królowie chcieli zmniejszyć straty za sprawą field goala, lecz około 40-jardowa próba Marcina Masłonia nie znalazła drogi do bramki.

W ostatniej odsłonie przyjezdni zadbali o to, by spotkanie trzymało w napięciu do ostatnich zagrań. Po akcji podaniowej touchdown zanotował bowiem Dariusz Nizioł, co w połączeniu z udanym dwupunktowym podwyższeniem spowodowało, że krakowianie tracili do nowej warszawskiej drużyny już „tylko” osiem punktów. W końcówce ekipa z Małopolski musiała sobie jednak radzić bez Filipa Mościckiego, który doznał groźnie wyglądającej kontuzji i potrzebna była interwencja karetki. Osłabieni brakiem swojego wszechstronnego kapitana goście nie zdołali już dzisiaj ponownie zapunktować, wobec czego komplet punktów pozostał w Warszawie.

Przed zespołem z Krakowa kolejny niezwykle trudny mecz. Do stolicy Małopolski 4 maja zawitają bowiem mistrzowie Polski – Lowlanders Białystok. Warsaw Mets mają natomiast w planach spotkanie wyjazdowe przeciwko Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers. Oba te starcia będą rozgrywane równolegle w najbliższą sobotę, gdyż ich rozpoczęcia zaplanowano na godzinę 13:00.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Zofia Roszkowska