Lowlanders wreszcie zagrali na miarę mistrza! Seahawks z pierwszą porażką w tym roku

W najciekawiej zapowiadającym się meczu 5. kolejki LFA1 Lowlanders Białystok pokonali u siebie Seahawks Gdynia 22:8. Mistrzowie Polski na półmetku sezonu zasadniczego legitymują się więc bilansem 2-2 po czterech rozegranych meczach i mimo słabego startu, dzięki triumfowi nad liderem grupy północnej, wciąż mają szanse na bezpośredni awans do półfinału.

Ludzie z Nizin niemrawo rozpoczęli to spotkanie, oddając piłkę rywalom poprzez daleki punt, lecz futbolówka bardzo szybko wróciła w ich posiadanie i to w redzone przyjezdnych. Swoją świetną dyspozycję potwierdził najlepszy linebacker sezonu 2018, Zachary Blair, który zdołał złapać nieopanowaną przez receivera Seahawks piłkę, jeszcze zanim ta spadła na murawę. Już w następnej akcji Lowlanders cieszyli się z przyłożenia Krzysztofa Czaplejewicza po 16-jardowym biegu. Próba jednopunktowego podwyższenia Wojciecha Pacewicza została zablokowana, więc gospodarze prowadzili 6:0. Wreszcie w wykonaniu białostoczan oglądaliśmy zarówno skuteczny atak, jak i świetnie dysponowaną obronę, czego dowodem jest interception zanotowane przez Mateusza Dziobana. Radość defensive backa gospodarzy trwała jednak krótko, gdyż sędziowie dopatrzyli się w tej akcji przewinienia po stronie mistrzów Polski i w posiadaniu piłki pozostali półfinaliści ubiegłego sezonu. Twarda obrona Lowlanders nie dopuściła jednak do utraty punktów, a sackiem błysnął MVP Polish Bowl XIII – Daniel Tarnawski. Jastrzębie podjęły w tej serii ofensywnej ryzyko grania czwartej próby, co ostatecznie zakończyło się brakiem zdobycia wymaganej ilości jardów i stratą piłki na korzyść ekipy z Podlasia.

W drugiej kwarcie to Lowlanders zdecydowali się na granie czwartej próby na połowie przeciwników, co przyniosło identyczny efekt, jak w wykonaniu Seahawks przed zmianą stron. W tej części meczu sytuacja Ludzi z Nizin bardzo się skomplikowała. Filar ich defensywy – Zachary Blair został bowiem przez sędziów usunięty z boiska za targeting i przez większość meczu Lowlanders mogli na niego liczyć tylko w roli kibica. Mimo tego poważnego osłabienia, obrona białostoczan nadal znakomicie sobie radziła. Efektowne interception po długim podaniu Philipa Juhlina udało się zanotować Davidowi Węgrzynowskiemu. Piłka posłana przez rozgrywającego Seahawks najpierw odbiła się od kasku młodego gracza Lowlanders, który następnie zdołał ją opanować i gospodarze ponownie przeszli do ofensywy. Mimo przeszkody w postaci sacka Arkadiusza Cieśloka, mistrzom Polski ostatecznie udało się powiększyć prowadzenie jeszcze przed zejściem do szatni. Mecze z Seahawks Gdynia powoli stają się dla drużyny z Białegostoku okazją do zaprezentowania futbolowym fanom nieznanych jeszcze szerszemu gronu zawodników. Przed rokiem w pierwszym ich starciu w sezonie zasadniczym „na szersze wody” wypłynął junior -Grzegorz Mantur, któremu udawało się skutecznie powstrzymywać doświadczonego Jakuba Mazana, natomiast w minioną sobotę po raz pierwszy mieliśmy okazję obejrzeć przyłożenie autorstwa Rafała Królewskiego, wide receivera, który futbolowe treningi rozpoczął zaledwie kilka miesięcy temu. 22-latek na touchdown zamienił niemal 40-jardowe podanie Rexa Dausina. Ponownie Wojciechowi Pacewiczowi nie udało się kopnąć celnie na bramkę, jednak miał on na tyle dużo szczęścia, że zablokowaną piłkę zdołał jeszcze złapać i pobiec z nią w endzone, więc dopisał na konto Lowlanders nie jedno, a dwa „oczka”. W końcówce pierwszej połowy ponownie sack udało się jeszcze zanotować Danielowi Tarnawskiemu i gospodarze zeszli do szatni z prowadzeniem 14:0.

Trzecia kwarta rozpoczęła się od kolejnego powalenia Philipa Juhlina, tym razem przez Konrada Paszkiewicza. W defensywie gości wyróżnił się natomiast Kacper Rokiciński, który wykorzystał próbę dalekiego podania Dausina, która pozwoliła mu na zanotowanie interception. Lowlanders Białystok niemal nie odczuwali nieobecności na murawie Zacharego Blaira, ponieważ jego zadania wypełniali inni linebackerzy. Z bardzo dobrej strony w tym starciu zaprezentowali się gracze sprowadzeni przed sezonem z Warsaw Eagles – Piotr Sitek i Łukasz Cackowski, którzy bardzo utrudniali Jastrzębiom ofensywne poczynania. Seahawks w trzeciej kwarcie dopięli jednak swego, zdobywając kontaktowy touchdown. Jego autorem został Piotr Rudnicki, który wykorzystał kilkujardowe podanie Philipa Juhlina w pole punktowe. Wide receiver przyjezdnych po chwili podwyższył także za dwa punkty i przewaga mistrzów Polski zmniejszyła się do zaledwie sześciu „oczek”.

Białostoczanie „umieją” już przegrywać z Seahawks jednym punktem, dlatego nie było mowy o utrzymywaniu tego rezultatu do końcowego gwizdka. Spokojną końcówkę zapewnił sympatykom mistrzów Polski Eryk Mąkowski po sfinalizowaniu przyłożeniem kilkunastojardowej akcji podaniowej. Za dwa punkty podwyższył natomiast Tomasz Zubrycki. 3-krotni mistrzowie naszego kraju walczyli jeszcze o zmniejszenie rozmiarów porażki, lecz gdy na 17 sekund przed końcem spotkania byli pod polem punktowym rywali, przechwytem popisał się Wojciech Pacewicz, co zakończyło to prestiżowe starcie.

– Nie ma co szukać wymówek, każdy miał te same warunki, dzisiaj wygrała drużyna lepsza. Trzeba to wziąć na klatę, zebrać konkretne wnioski i grać po prostu lepiej. Weszliśmy w ten mecz za bardzo rozluźnieni, a Lowlanders chcieli bardziej ten mecz wygrać, to im się udało i gratulacje. Niestety nasza ofensywa dzisiaj nie była w stanie grać równo całego meczu, były momenty, które nie wystarczyły, żeby zdobyć więcej punktów. W defensywie kilka błędów spowodowało, że daliśmy sobie wpuścić trzy przyłożenia, niestety. Ale nie ma co płakać, wyciągniemy wnioski, jesteśmy drużyną z wielką historią i na pewno wrócimy mocniejsi. Pewnie większość nas już skreśliła, ale spokojnie, damy radę. Gratulacje dla zwycięzców, jednak to już za nami, teraz czeka nas kolejny ważny i ciężki mecz – ocenił po tym spotkaniu Arkadiusz Cieślok, zawodnik Seahawks Gdynia.

Lowlanders wrócili na zwycięską ścieżkę, na której już za niespełna tydzień, 4 maja staną zawodnicy Kraków Kings. Dla białostoczan będzie to trzeci w tym roku mecz wyjazdowy. Seahawks natomiast wracają na Narodowy Stadion Rugby w Gdyni, gdzie również w sobotę podejmą drugiego z ubiegłorocznych finalistów, Panthers Wrocław.

Mecze z Lowlanders Białystok nie należą do najłatwiejszych. Pomimo gorszej dyspozycji, nie poddajemy się, jesteśmy drużyną. Wyciągniemy wnioski i z chłodną głową podejdziemy do następnego spotkania. To bardzo wymagający sport, a my doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Regenerujemy siły i uczymy się na naszych błędach, które z pewnością już się nie powtórzą – dodał Patryk Markowski, dyrektor lidera grupy północnej LFA1.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jacek Stańczak