Towers wreszcie wygrali przed własną publicznością, niespodziewana klęska Armii

W meczu 5. kolejki LFA1 Towers Opole dość niespodziewanie wyraźnie pokonali Armię Poznań 32:12, czym przedłużyli swoje szanse na awans do fazy play-off. Poznaniacy tą porażką natomiast nieco oddalili się od gry w „rundzie dzikich kart”, choć w grupie południowej prawdopodobnych jest jeszcze wiele scenariuszy.

Mecz ten zgodnie z przewidywaniami większości kibiców, którzy oddali głosy w naszym facebookowym typowaniu faworyta, rozpoczął się od przyłożenia Armii, której pierwszą serię ofensywną przyłożeniem zwieńczył Tomasz Gajewski. Próba jednopunktowego podwyższenia nie przyniosła efektu, jednak i tak to goście prowadzili w pierwszej kwarcie 6:0. Ten stan nie utrzymał się jednak długo, ponieważ także beniaminek LFA1 swoje pierwsze posiadanie piłki zakończył zdobyciem punktów. 25-jardowa akcja podaniowa zakończyła się touchdownem Pawła Wojciechowskiego i po pierwszych 12 minutach mieliśmy w Opolu remis 6:6.

W drugiej kwarcie jedna z akcji podaniowych Towers przyniosła odzyskanie futbolówki przez gości z Wielkopolski. Interception zanotował Wojciech Szymański. Mimo że jego udany przechwyt wprowadził poznaniaków od razu w redzone Wież, ten atak nie przyniósł przyłożenia, ponieważ już chwilę później interception oglądaliśmy tym razem po stronie Towers. Podanie Witolda Gajewskiego w pole punktowe przejął grający nie tylko na pozycji rozgrywającego, ale także defensive backa Markus Hodges. Co nie udało się przyjezdnym, wykorzystała ekipa mistrzów LFA2, która jeszcze przed przerwą wyszła na prowadzenie dzięki przyłożeniu Roberta Szmielaka po 18-jardowej akcji podaniowej. Inny z tegorocznych zagranicznych wzmocnień opolan, Brytyjczyk Lanre Oshosanya jeszcze przed zejściem do szatni zdołał zanotować przechwyt i niedługo po tym sędzia zakończył pierwszą połowę.

Na początku trzeciej kwarty w defensywie gości wyróżnił się Szymon Barczak, który zdołał powalić niezwykle zwrotnego amerykańskiego rozgrywającego Towers przed linią wznowienia akcji. Mimo wszystko, to beniaminek z Opola był w niedzielę ekipą wyraźnie lepszą, co potwierdził w trzeciej części meczu swoim przyłożeniem biegowym Jan Szwej. Wreszcie Wieżom udało się także podwyższyć za sprawą celnego kopnięcia Roberta Szmielaka. Armia po tym przyłożeniu nie miała szansy szybko odpowiedzieć, ponieważ przy akcji powrotnej po kickoffie Jan Budziński nie utrzymał piłki w rękach, a po jego fumble ta znalazła się w rękach Krzysztofa Widery i Towers bardzo szybko powrócili do ataku, już na połowie rywali. Tylko czekał na to Markus Hodges, który kilka minut później podjął ryzyko grania czwartej próby, co zakończyło się celnym, 15-jardowym podaniem w pole punktowe do Roberta Szmielaka i na ostatnią część meczu podopieczni Tima Bishopa wchodzili z prowadzeniem 25:6.

Czwarta kwarta rozpoczęła się udanie dla Armii, która wykorzystała błąd gospodarzy, a dokładnie Macieja Kaszczyszyna, który zdecydował się na bieg środkiem i wypuścił piłkę z rąk. Błyskawicznie futbolówkę złapał Mikołaj Cieśla i po przebiegnięciu prawie 70 jardów zameldował się w polu punktowym. Ostatnie słowo i tak należało jednak do Towers Opole. Goście z Poznania przy kickoffie zdecydowali się na onside kick, co tylko ułatwiło Wieżom zadanie, pozwalając na rozpoczęcie ataku już na połowie przeciwnika. Ostatecznie ta seria ofensywna nie dała im punktów, jednak po chwili utalentowany Jan Chmiel zaliczył interception i był bliski przyłożenia, jednak poznaniacy zdołali zatrzymać jego akcję powrotną zaledwie jard przed własnym polem punktowym. Przed biegaczem gospodarzy Patrykiem Grębowcem stanęło więc dość łatwe zadanie i już po chwili opolscy kibice cieszyli się z powiększenia przewagi. Wynik końcowy na 32:12 ustalił celnym podwyższeniem Robert Szmielak.

W 6. kolejce LFA1 Towers czeka ostatni domowy mecz w sezonie zasadniczym. Na teren beniaminka przyjadą w niedzielę szukający pierwszego ligowego triumfu zawodnicy Wilków Łódzkich. Armię czeka natomiast wyjazd na Śląsk, gdzie zmierzą się tego samego dnia z Tychy Falcons.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. J’S Photography