„Polski klasyk” w Gdyni – Seahawks podejmą Panthers

Mecze Seahawks Gdynia z Panthers Wrocław przez ostatnich kilka lat elektryzowały futbolowych kibiców w Polsce. Choć wraz z powstaniem Ligi Futbolu Amerykańskiego układ sił w naszym kraju nieco się zmienił, to nadal na starcia takie jak te Jastrzębi z Panterami, fani czekają najbardziej. I doczekają się wreszcie w sobotę, 4 maja o godzinie 17:00.

Do minionej soboty podopieczni trenera Mele Mosquedy mieli jako jedyni w LFA1 – właśnie razem z Panthers – status niepokonanych. Do potyczki z Lowlanders Białystok przystępowali po trzech ligowych triumfach, w tym dwóch domowych, niezwykle cennych nad Tychy Falcons oraz Warsaw Mets. Mistrzowie Polski sezon rozpoczęli natomiast bardzo słabo, co dawało Jastrzębiom ogromne nadzieje na sięgnięcie po dwa punkty. To przeciwko Seahawks jednak, Ludzie z Nizin się przełamali, nie dając gościom tamtego starcia większych szans. Pewna wygrana 22:8 spowodowała, że białostoczanie poważnie zagrażają ekipie znad morza w walce o pierwsze miejsce w grupie północnej. Do końca sezonu zasadniczego pozostało jeszcze kilka tygodni i wiele scenariuszy jest jeszcze możliwych, tym bardziej że Lowlanders w ten weekend czeka również trudne starcie. W momencie rozbrzmiewania pierwszego gwizdka na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni, Jastrzębie będą już znały rezultat potyczki mistrzów Polski z Kraków Kings, z którymi gdynian czeka jeszcze w maju mecz. Postawienie się faworyzowanym Panthers Wrocław bez dwóch zdań podbuduje mentalnie Seahawks, którzy muszą się zrehabilitować po wpadce w stolicy Podlasia.

Na mecz z Panthers przygotowujemy się jak na każde inne spotkanie. Przegrana z Lowlanders to przeszłość. Wyciągnęliśmy z niej wnioski i zmieniliśmy to, co nie działało jak powinno. Jesteśmy przygotowani stawić opór drużynie z Wrocławia i zapewnić spektakularne widowisko na stadionie prezentując futbol z najwyższej półki – zapowiada przed tym prestiżowym starciem Kacper Rokiciński, defensive back, który przeciwko Lowlanders Białystok zanotował interception.

Zaskakujące informacje obiegły środowisko futbolowe w dniu meczu Seahawks z Panthers Wrocław – w Gdyni nie zobaczymy już na pozycji rozgrywającego Philipa Juhlina, który w tym sezonie miał już problemy zdrowotne, jednak w Białymstoku rozegrał praktycznie w pełnym wymiarze czasowym, a w oświadczeniu klub zaznaczył, że to nie stan zdrowia Amerykanina ze szwedzkim paszportem jest powodem zakończenia współpracy, lecz „rozbieżność oczekiwań obu stron”. Pewne jest zatem, że w szeregach Jastrzębi będziemy mieli jeszcze w ciągu kilkunastu najbliższych dni ciekawe ruchy transferowe. Czas na sprowadzenie nowego rozgrywającego Seahawks mają bowiem do 15 maja. O ile po Panthers, ich rywalem będą wciąż czekający na ligowe zwycięstwo Rhinos Wyszków, o tyle później nad morze przyjadą Kraków Kings, z którymi zwycięstwo nie przyjdzie na pewno łatwo. To będzie na pewno ciekawa i bardzo pracowita po stronie gdynian końcówka sezonu zasadniczego, którą chcieliby oni na pewno zwieńczyć bezpośrednim awansem do półfinału, co wciąż jest jak najbardziej w ich zasięgu. Mimo porażki w Białymstoku, Seahawks do 6. kolejki przystępują nadal jako lider grupy północnej.

Panthers są świetną drużyną, serdecznie im gratuluję ostatniego zwycięstwa nad Koç Rams! Najbliższy mecz traktujemy jak każdy, który przyszło lub przyjdzie nam grać. Podchodzimy do spotkania z zimną głową, świadomi tego że przeciwnik jest bardzo wymagający i nie będzie to łatwy mecz. Seahawks są zdeterminowani i gotowi do gry. Nie oglądamy się za siebie, pokornie, uczymy się na błędach i wyciągamy wnioski po każdym spotkaniu. Patrząc na zawodników widzę że są opanowani, zdyscyplinowani i pewni siebie. Szczerze jestem bardzo ciekawy tego spotkania. O ile z pewnością Panthers Wrocław, przyjeżdżając do Gdyni, przez większość kibiców futbolu amerykańskiego będą postrzegani jako faworyci, ja uważam że sobotni mecz będzie spotkaniem dwóch, silnych i bardzo dobrych drużyn, w którym obie mają równe szanse by wygrać – ocenia Patryk Markowski, dyrektor Seahawks Gdynia.

Wicemistrzowie Polski do rywalizacji na krajowym podwórku wracają natomiast po niemal miesiącu. Ostatni mecz w ramach LFA1 rozegrali bowiem 6 kwietnia, a później skupili się na rywalizacji w CEFL, gdzie najpierw pechowo ulegli Calanda Broncos 3:27, by dwa tygodnie później w efektowny sposób rozprawić się na wyjeździe z mistrzami Turcji, Istanbul Koç Rams 55:7. Mecz w Stambule był jednocześnie debiutem nowego rozgrywającego wrocławian, Tonego Dawsona. Amerykanin musiał zastąpić swojego rodaka, Chrisa Forciera, który w starciu z mistrzami Szwajcarii w pierwszym meczu Pucharu Europy bardzo szybko doznał kontuzji, co przełożyło się także na wynik starcia z Broncos. Badania lekarskie wykazały, że Forcier musi przejść operację barku, co wykluczyło go z gry w tym sezonie. „Awaryjnie” Panthers sprowadzili więc Dawsona, który zachwycił już w swoim debiucie. Mimo przebywania z zespołem przez zaledwie kilka dni, quarterback przeciwko Turkom rozegrał fantastyczne zawody, za co został zresztą nagrodzony tytułem MVP potyczki z Rams. Amerykanin pokazał swoją wszechstronność, nie tylko posyłając celne podania do skrzydłowych, ale także samemu imponując akcjami biegowymi, co dało mu trzy solowe przyłożenia. Drugim graczem, którego dzisiaj po raz pierwszy zobaczymy na polskich boiskach jest Benjamin Barnes. Ten defensive back występował ostatnio w Schwäbisch Hall Unicorns, z którymi sięgał w ostatnich latach po mistrzostwo Niemiec. Teraz zdecydował się jednak na rozpoczęcie nowej przygody i walkę o krajowy tytuł w Polsce. 27-latek w składzie na tegoroczny sezon zastąpił innego defensive backa, Francuza Rodriego Aligenesa. Trener Val Gunn tuż po jego przyjściu podkreślał, że Barnes może występować nie tylko jako gracz trzeciej linii obrony, ale również jako running back i wide receiver.

– W Turcji odbudowaliśmy się po przegranej z Calanda Broncos w Pucharze Europy. Zagraliśmy swój najlepszy jak do tej pory mecz, ale jeszcze nie najlepszy w tym sezonie. Z doświadczenia wiem, że Seahawks nie można lekceważyć, więc podejdziemy to tego meczu na pewno na sto procent i mam nadzieję, że oni zrobią to samo. Liczę na dobre widowisko zakończone naszą wygraną – mówi Kamil Ruta, kapitan Panthers Wrocław.

Wicemistrzowie Polski swojego pogromcę znaleźli w tym roku tylko w Pucharze Europy. Na krajowym podwórku nikt na dłużej niż kilkanaście minut gry nie był w stanie nawiązać z nimi wyrównanej walki. Po trzech rozegranych meczach w LFA1 Pantery mogą się pochwalić 147 zdobytymi punktami, przy zaledwie 27 straconych, a mierzyli się już z mistrzami Polski Lowlanders Białystok oraz ekipą, która w minionym roku także potrafiła wystąpić w fazie play-off, czyli Kraków Kings. Seahawks liczą, że to właśnie oni będą w stanie nawiązać wyrównaną walkę przez cały mecz. Przed rokiem w Gdyni nie dali się rozgromić, ulegając 14:28, jednak w rewanżu na Stadionie Olimpijskim, swoją dominację zaprezentowali gospodarze, którzy triumfowali wyraźniej – 35:7. Sobotnie starcie pokaże nam, jaki progres obie ekipy zanotowały względem sezonu 2018.

Do każdego meczu podchodzimy spokojnie, każde kolejne starcie jest dla nas na dany moment najważniejszym wydarzeniem, czyli teraz nie myślimy już o meczu z mistrzami Serbii w Pucharze Europy, a o Seahawks Gdynia. Jedziemy pokazać tam dobry futbol, nabić dużo punktów i wygrać ten mecz. Plan nie może być inny, nasz cel jest bardzo prosty. Naszym priorytetem w tym sezonie jest powrót trofeum mistrza Polski do Wrocławia i mecz w Gdyni jest ku temu kolejnym krokiem – mówił w poniedziałkowym Magazynie Ligi Futbolu Amerykańskiego na antenie Weszło FM Michał Latoś, prezes Panthers Wrocław.

Pierwszy gwizdek „polskiego klasyku”, a więc starcia Seahawks Gdynia z Panthers Wrocław, które odbędzie się na Narodowym Stadionie Rugby, zaplanowano na godzinę 17:00.

Link do transmisji:

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Zofia Roszkowska