Za błędy trzeba płacić – Lowlanders bezlitośni wobec Królów

W niezwykle ważnym meczu dla końcowego układu tabeli zarówno grupy północnej, jak i południowej, Lowlanders Białystok pewnie pokonali w Krakowie tamtejszych Kings 37:7. Starcie to było na pewno bardziej wyrównane, niż sugeruje to końcowy wynik, lecz o zwycięstwie mistrzów Polski zadecydowało wykorzystywanie błędów po stronie rywala, czego Królom ewidentnie brakowało.

Już pierwsza seria ofensywna białostoczan pokazała, że nie będzie to dla nich łatwe starcie. Ekipa z Podlasia nie była nawet w stanie wywalczyć pierwszej próby i oddała futbolówkę przeciwnikom. Zdecydowanie lepiej na początku prezentowała się ich obrona, czego efektem był sack Daniela Tarnawskiego na Tivonie Cooku. W następnej akcji natomiast kanadyjski rozgrywający posłał daleką piłkę, która padła łupem Zacharego Blaira i Lowlanders powrócili do ofensywy. Mistrzowie Polski rozpoczęli atak już w redzone przeciwnika, bowiem ich amerykański linebacker zaprezentował jeszcze kilkudziesięciojardową akcję powrotną po wspomnianym interception. Ofensywa Ludzi z Nizin na boisku przebywała zaledwie przez jedną akcję, ponieważ pomysł odrzucenia piłki do Mikołaja Pawlaczyka skończył się jego fumble i nakryciem „bezpańskiej” futbolówki przez Daniela Sawickiego – defensywnego liniowego gospodarzy. Krakowianie byli niedaleko od własnego pola punktowego, co jednak nie przeszkodziło Tivonowi Cookowi w zaprezentowaniu swoich umiejętności. Kanadyjczyk posłał podanie na około 50 jardów do Bernarda Wiązani i Kings błyskawicznie znaleźli się na 21. jardzie połowy Lowlanders. Ponownie jednak popełnili błąd będąc w dogodnym położeniu. Cook zgubił piłkę i nakrył ją linebacker gości, Jakub Nowicki, który dopiero przed tygodniem wrócił do gry po niemal dwuletniej przerwie spowodowanej poważną kontuzją. Pierwsze 12 minut gry nie przyniosło więc punktów żadnej z drużyn, jednak w ich końcówce Ludzie z Nizin bardzo przybliżyli się do pola punktowego gospodarzy.

Przyłożenie Mikołaja Pawlaczyka po krótkim biegu oglądaliśmy już po zmianie stron. Udało się podwyższyć i mieliśmy 7:0 dla gości. Drugi touchdown w tym spotkaniu białostoczanie zanotowali – a jakże – po poważnym błędzie rywali. Kings znajdowali się tuż przed własnym polem punktowym i mieli czwartą próbę, co oczywiście wiązało się z próbą punta. Konrad Paszkiewicz błyskawicznie dopadł jednak do gracza, którego zadaniem było odkopanie piłki. Futbolówka zablokowana przez wielokrotnego reprezentanta Polski została odzyskana przez Zacharego Blaira i Lowlanders znajdowali się zaledwie kilka jardów od pola punktowego gospodarzy. Nie minęło wiele czasu, a Tomasz Zubrycki cieszył się z wykończenia 2-jardowej akcji podaniowej. Ponownie za jedno „oczko” celnie kopnął Pacewicz i to przerwy mistrzowie Polski prowadzili 14:0.

Po powrocie obu ekip z szatni zapowiadało się na wyrównaną drugą połowę, ponieważ trzecią kwartę lepiej zaczęli Królowie. Po ponad 30-jardowej akcji podaniowej touchdown zanotował Przemysław Pawłowski, podwyższył Marcin Masłoń i mieliśmy 7:14. Kilka minut później, gdy Lowlanders byli w ataku sack na ich rozgrywającym, Rexie Dausinie zanotował Dawid Marzec i wydawało się, że Kings mogą pójść za ciosem i doprowadzić do remisu. W defensywie gości błysnął jednak Wojciech Pacewicz, który przechwycił próbę dalekiego podania Tivona Cooka. Ludzie z Nizin byli więc w ataku na połowie rywali, lecz nie udało im się w trzech próbach przejść wymaganej liczby jardów. Wówczas została w ich szeregach podjęta decyzja o próbie field goala. Do piłki ustawionej 29 jardów od bramki gospodarzy podszedł Pacewicz, który nie zdołał umieścić jej między słupkami i Lowlanders cały czas prowadzili jednym przyłożeniem. Ten stan nie trwał jednak długo. Królowie mimo iż byli w ataku, to przez swój kolejny błąd stracili punkty. Zły snap blisko własnego endzone spowodował, że piłka finalnie znalazła się za linią końcową boiska, a to oznaczało dwa punkty za safety dla Ludzi z Nizin. Podłamani tym tragicznym w skutkach błędem gospodarze w kolejnej akcji nie potrafili zatrzymać szarżującego z returnem Rafała Królewskiego, a 22-letni białostoczanin, który w futbol gra dopiero od kilku miesięcy, zanotował swój drugi touchdown w futbolowej elicie. Tym razem kopacz nie zdołał dopisać do konta Lowlanders jednego punktu, ponieważ jego kopnięcie ofiarnie zablokował Jarosław Satkowski. Mistrzowie Polski jednak prowadzili już 22:7. Ten rezultat nie utrzymał się długo. Ponownie Kings byli w ataku i mogli przejść do odrabiania coraz większych strat, jednak po biegu Jarosława Barana, oglądaliśmy fumble i do zgubionej przez biegacza Kraków Kings piłki najszybciej dopadł Zachary Blair, bez większej presji przeciwników meldując się po chwili z nią w polu punktowym. Z racji nieudanego wcześniejszego podwyższenia, białostoczanie po przyłożeniu Amerykanina zdecydowali się na spróbowanie gry za dwa „oczka”. Środkiem w endzone przebił się Mikołaj Pawlaczyk, podwyższając wynik na 30:7. Trzecią kwartę zakończyliśmy kolejnym popisem obronnym Lowlanders, których reprezentant zaatakował Tivona Cooka zanim ten zdążył posłać podanie i zgubiona przez niego piłka trafiła w ręce przyjezdnych.

Już w pierwszej akcji czwartej kwarty tego spotkania Krzysztof Czaplejewicz po 5-jardowym biegu zameldował się w polu punktowym, a celne podwyższenie ustaliło końcowy rezultat na 37:7 dla mistrzów Polski. Na otarcie łez indywidualne statystyki zdołał jeszcze poprawić Marcin Masłoń, który w końcówce przechwycił podanie Rexa Dausina, ratując tym samym swój zespół przed stratą kolejnych punktów.

Sytuacja Kraków Kings z każdym kolejnym meczem zaczyna się coraz bardziej komplikować. Teraz czeka ich weekend przerwy, który pozwoli na wyeliminowanie dłędów, które były aż nadto widoczne w dzisiejszym pojedynku. 18 maja na stadionie WKS Wawel stawią się zawodnicy Tychy Falcons, co będzie kolejnym ciężkim starciem Królów w walce o play-offy. Lowlanders czeka natomiast za tydzień zdecydowanie łatwiejsze starcie i krótszy wyjazd. W niedzielę, 12 maja mistrzowie Polski wystąpią w Olsztynie przeciwko tamtejszym Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Michał Łapczyński