Osłabieni Seahawks bez szans w starciu z niepowstrzymanymi w LFA1 Panthers Wrocław

Po ostatniej porażce z Lowlanders Białystok, Seahawks Gdynia nie dali rady zrehabilitować się przed własną publicznością. Rozpędzeni Panthers Wrocław kontrolowali wydarzenia na boisku przez całe spotkanie. Drużyna z Gdyni była bezradna wobec tego, że w każdej kwarcie goście notowali przynajmniej jedno przyłożenie. Zdołali jednak zdobyć honorowy touchdown i pokazali charakter walcząc do samego końca z tak trudnym rywalem jak wrocławianie, tym bardziej że nie mogli liczyć tego dnia na wsparcie graczy z zagranicy.

Dominacja przyjezdnych była widoczna od pierwszych minut spotkania, gdyż już na samym początku wynik otworzył nowy rozgrywający Panthers, Tony Dawson. Amerykanin bardzo szybko zdołał się zaaklimatyzować w drużynie i zgrać się z resztą zespołu, pomimo tak krótkiego okresu obecności w nowym składzie. Dawson został bowiem sprowadzony dopiero przed kilkunastoma dniami po tym, jak poważnej kontuzji barku doznał Chris Forcier. Jego świetna współpraca z resztą drużyny była widoczna przez cały mecz, co przełożyło się na tak wysoki wynik końcowy. Na tym Panthers nie zamierzali jednak poprzestawać. Niedługo później po zatrzymaniu ofensywy Seahawks, kolejne przyłożenie zanotował Konrad Starczewski. Siłową akcją biegową przez środek dostał się on w endzone rywali. Kolejne dwa punkty zanotował Tony Dawson, przy podwyższeniu bez większych problemów docierając w pole punktowe. Kolejny raz Seahawks nie zdołali przebić się ani o jard w swoim ataku, a Panthers podnieśli jeszcze przed przerwą wynik o kolejne 6 „oczek” za sprawą kolejnej szarży Konrada Starczewskiego. Przez 30 jardów, które pokonał z piłką, nie pozwolił zatrzymać się rywalom sprawnie ich omijając lub spychając ze swojej drogi. Nie udało się natomiast dokonać podwyższenia, przez niecelne podanie. Niemniej jednak pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 20:0 dla wrocławian.

W drugiej części spotkania rozgrywanie po stronie gospodarzy wziął na siebie Jakub Mazan. Jest to związane z rozwiązaniem kontraktu z Amerykaninem Philipem Juhlinem, którego w związku z tym nie zobaczymy już na polskich boiskach. Nie dało to jednak na samym początku efektów, ponieważ pierwsze akcje ofensywne Seahawks kończyły się w taki sam sposób jak w pierwszej części spotkania – koniecznością ratowania się puntem po trzeciej nieudanej próbie zdobycia jardów. Mogło to być bardzo demotywujące dla zawodników gospodarzy, ponieważ ich nieskuteczne akcje były przeplatane niemocą defensywną wobec kolejnych ataków gości. Cegiełkę do wyniku dołożył na początku tej kwarty nowy nabytek wicemistrzów Polski Benjamin Barnes, odbierając długie podanie na lewym skrzydle. Udało mu się zgubić obrońcę i w zasadzie bez presji pokonać pozostałe 20 jardów do pola punktowego. Podczas podwyższenia Tony Dawson znalazł lukę w obronie gospodarzy i wbiegł na endzone z piłką, dokładając 2 punkty do wyniku. Panthers nie ustrzegli się jednak błędów. Pod koniec drugiej kwarty przez niezłapane podanie stracili posiadanie piłki. Seahawks starali się wykorzystać ten prezent i dzięki współpracy Jakuba Mazana z Miłoszem Góralskim dynamicznie przesuwali się do przodu. Tym razem ich największym wrogiem okazał się czas, który upłynął niwecząc wysiłki gospodarzy, którzy zeszli do szatni przegrywając 0:28.

Poprawna gra gospodarzy trwała dalej na początku drugiej połowy. Podeszli oni bardzo ambitnie do pojedynku i mimo tak miażdżącej przewagi Panthers, nie ustawali w wysiłkach, aby pokazać się z dobrej strony przed własną publicznością. Dobry run po kickoffie, który dotarł w okolice 40 jardu został cofnięty o 30 jardów decyzją sędziego o niesportowym zachowaniu i dodatkowym przewinieniu po stronie Seahawks. Szybko jednak udało się nadrobić stracone w ten sposób jardy dzięki kolejnym akcjom biegowym. Duża w tym zasługa Jakuba Mazana, który wziął na swoje barki ciągnięcie drużyny w tej części spotkania. Chwilę zajęło obudzenie się defensywie Panthers po przerwie, ale postawili się oni odzyskującym rezon gospodarzom blokując im dostęp do endzone i zmuszając znów gdynian do pozbycia się piłki przez punt. Po drugiej stronie odpowiedzi na doskonale dysponowanego Konrada Starczewskiego nie umiała znaleźć defensywa Seahawks. Zdobył on większość jardów potrzebnych do zdobycia przyłożenia, jednak „kropka nad i” została postawiona przez Dawsona i to na jego konto zostało zapisane przyłożenie. Zdobył je po krótkim biegu pomiędzy obrońcami z Gdyni. Zmieniła się natomiast taktyka podwyższeń w drugiej części spotkania i Panthers postawili na kopnięcia za jeden punkt. Pierwsze z nich było skuteczne, więc wynik został zmieniony na 35:0. Błyskawicznie odpowiedzieli na to gospodarze. Po kickoffie Jakub Mazan złapał piłkę i przebiegł praktycznie przez całe boisko, zdobywając honorowe przyłożenie dla swojej drużyny. Podwyższenie za jeden punkt było skuteczne i od tego momentu zero zamieniło się na 7 w liczbie punktów zdobytych przez Seahawks.

Początek czwartej kwarty to niemoc obu drużyn, których akcje ofensywne kończyły się szybkim oddaniem piłki przez punt. Do wysiłku zmusili się jeszcze zawodnicy z Wrocławia. Tony Dawson szybko znalazł sposób na zgubienie kryjących go zawodników i przebiegł sam przez 60 jardów boiska, notując ostatnie już w tym meczu przyłożenie dla swojej ekipy. Podwyższenie przez kopnięcie również było skuteczne i tak na konto Panthers wpłynęło 7 punktów, które ustaliły wynik tego starcia na 42:7 dla gości. Seahawks starali się jeszcze zdobyć punkty w tym meczu. Długą akcją biegową popisał się Arkadiusz Cieślok. Niestety nie udało się zamienić tego na nic więcej i piłkę przejęli Panthers, którzy również pomimo dobrej szarży nie wykorzystali zdobytej przez niego pozycji do wyprowadzenia skutecznej akcji punktowej. W tym momencie sędzia główny gwizdkiem zakończył spotkanie.

Kiedy okazało się ze zagramy bez rozgrywającego w tym meczu, początkowo duża część drużyny się podłamała, natomiast dziś pokazaliśmy serce do walki. Nasza obrona przeciwstawiła się ofensywie Panthers. Mimo że wynik tego nie pokazuje, to nasza defensywa zagrała najlepszy mecz w tym sezonie. Ofensywa robiła co mogła. Pokazaliśmy że da się ugrać jardy przeciw najlepszej obronie w Polsce bez importowanych zawodników. Chciałbym przypomnieć, że takim samym wynikiem zakończył się mecz Panthers – Lowlanders, tylko że ci drudzy mieli w swoim szeregach amerykańskiego rozgrywającego. Dalej mamy jeden cel – dojść do fnału, a tam już się może wszystko wydarzyć – powiedział po meczu Jakub Mazan, zawodnik Seahawks Gdynia.

Szansę na przerwanie serii porażek Seahawks dostaną już za tydzień podejmując na wyjeździe Rhinos Wyszków, którzy w tym sezonie nie zwyciężyli jeszcze w żadnym z czterech rozegranych spotkań. Przed Panthers stoi dużo większe wyzwanie. Przyszły weekend będzie dla nich bardzo pracowity, gdyż pomimo gry u siebie najpierw w sobotę (11.05) podejmują w ramach Pucharu Europy Kragujevac Wild Boars, a dzień później przyjdzie pojedynkować się im z Watahą Zielona Góra.

Naszym celem było pewne i spokojne zwycięstwo. Mamy bardzo długą serię meczów i zdrowie naszych zawodników jest dla nas największym priorytetem. Kolejne zwycięstwo w Lidze Futbolu Amerykańskiego cieszy, ale jesteśmy już myślami w meczu Pucharu Europy przeciwko Mistrzom Serbii. Ten mecz ma dla nas wielkie znaczenie – skomentował zawodnik Panthers Wrocław, Daniel Piątkowski.

– Ten tydzień był zdecydowanie jednym z najtrudniejszych, z jakimi musieliśmy się zmierzyć, zarówno jako klub, jak i management. Mimo to, pokazaliśmy, ze nieważne, ile trudności napotkamy, to zawsze sprawdzamy się jako drużyna. To był pierwszy mecz w pełni polskim składzie od dawna, dlatego jestem niesamowicie dumna zarówno z ofensywy jak i defensywy, która w tym meczu sprawiała się świetnie. Jakub Mazan popisał się świetnym biegiem powrotnym, co pokazuje, jak bardzo doświadczonym i wszechstronnym jest zawodnikiem. Chciałabym zwrócić uwagę na wszystkich graczy Seahawks, którzy byli zmuszeni do zmiany swoich pozycji i zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby przeciwstawić się Panthers Wrocław. W imieniu zawodników i swoim, chce podziękować kibicom, którzy zawsze stają za nami i dodają skrzydeł, które pozwalają nam latać – dodała Agata Lipińska, wicedyrektor Seahawks Gdynia

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jacek Stańczak