Falcons potwierdzili swoją wyższość, kolejna wysoka wygrana Sokołów

W spotkaniu kończącym 6. kolejkę LFA1 Tychy Falcons pewnie pokonali Armię Poznań. Po wyjściu na czterdziestopunktową przewagę, goście zdołali w ostatniej kwarcie odpowiedzieć dwoma przyłożeniami, które ustaliły rezultat tego starcia na 40:13.

Śląskie Sokoły były zdecydowanym faworytem tego starcia, co potwierdziły na początku tego pojedynku. Już od pierwszej akcji sprzyjało im szczęście, ponieważ po wykopie poznaniaków rozpoczynającym mecz, Mikołaj Cieśla był bliski złapania piłki, lecz ta ostatecznie znalazła się w rękach LaParisha Lewisa. Tyszanie potrzebowali zaledwie dwóch zagrań w ofensywie, by zameldować się po raz pierwszy w polu punktowym rywali. Najpierw podanie Keitha Raya do Tomasza Nowaka wprowadziło Falcons na połowę Armii, a następnie „Keke” postawił na solowy, 25-jardowy bieg, który zakończył się przyłożeniem. Za jeden punkt podwyższył celnie Krzysztof Richter. Armia w ofensywie przetrwała zaledwie przez cztery próby. W ostatniej podopieczni Shannona O’Briena będąc na własnej połowie zdecydowani się nie odkopywać futbolówki, co okazało się nie najlepszym rozwiązaniem, ponieważ zostali szybko zatrzymani przez gospodarzy, którzy dzięki temu rozpoczęli swój atak już na części boiska należącej do przyjezdnych. Po chwili było już 14:0 po 24-jardowej akcji podaniowej zakończonej touchdownem Grzegorza Dominika. Ponownie jedno „oczko” dołożył także Krzysztof Richter. Ekipa z Wielkopolski również w swojej drugiej serii ofensywnej nie potrafiła zanotować choćby first down i tym razem zdecydowała się na punt. Falcons początek meczu mieli piorunujący, trzecie posiadanie piłki w ofensywie kończąc trzecim przyłożeniem, tym razem po 38-jardowej akcji podaniowej duetu Keith Ray – Zbigniew Szrejber. Celne kopnięcie Richtera i na tablicy widniało już 21:0. Przewaga tyszan w pierwszej kwarcie była wręcz miażdżąca, o czym przekonał się rozgrywający ekipy ze stolicy Wielkopolski, na którym sack zanotował Mateusz Turalski, zmuszając Armię do kolejnego punta. Odkopanie piłki było bardzo nieudane, przez co poznaniacy ponownie nie wyszli nawet ze swojej połowy. Wówczas jednak błąd formacji ataku cofnął Falcons o dziesięć jardów, a w kolejnej akcji ofensywa ze Śląska ponownie musiała się cofnąć w wyniku sacka na Rayu autorstwa dwóch graczy z Poznania. Dzięki tym zagraniom, gospodarze w końcówce pierwszej kwarty, wreszcie również musieli zaprezentować punt. Po chwili Armia wywalczyła długo wyczekiwaną pierwszą próbę dzięki biegowi Tomasza Gajewskiego. Było to jednak marne pocieszenie dla gości, którzy nie byli w stanie wywalczyć wielu jardów, a Witold Gajewski po raz drugi w tym spotkaniu został zsackowany, tym razem przez Krzysztofa Richtera. W kolejnej akcji sytuacja się powtórzyła z tą różnicą, że autorem powalenia rozgrywającego został Dominik Sikora. Po tym zagraniu sędzia zakończył pierwszą kwartę.

Po zmianie stron Falcons nadal przeważali, co udokumentował przyłożeniem po krótkiej akcji podaniowej Grzegorz Dominik. Po raz pierwszy Krzysztofowi Richterowi nie udało się umieścić piłki między słupkami, dlatego na tablicy pozostał wynik 27:0. Kolejne punkty Sokoły zdobyły w bardzo sprytny sposób. Będąc na zaledwie kilka jardów od pola punktowego rywali, na pozycji rozgrywającego ustawił się Tomasz Nowak, natomiast Keith Ray pojawił się na skrzydle. Amerykanin w momencie przekazywania piłki od centra zbiegał do środka, otrzymał futbolówkę od nominalnego receivera gospodarzy i rozpędzony nie miał problemów z zameldowaniem się w endzone. Tym razem Krzysztof Richter na zakończenie drugiej części spotkania ponownie się nie pomylił, więc do mercy rule w pierwszej połowie brakowało zaledwie jednego punktu.

Gra po powrocie z szatni przez obie ekipy nie był już tak intensywna, ponieważ Falcons mogli być już spokojni o zwycięstwo, tym bardziej że ich pierwsza seria ofensywna w trzeciej kwarcie zakończyła się przyłożeniem biegowym Kamila Knapika. Niestety dla gospodarzy, sędziowie zauważyli przewinienia po stronie Sokołów i nie uznali running backowi ze Śląska tego przyłożenia. Falcons i tak ten drive zakończyli touchdownem, który wprowadził w życie zasadę litości. Udana 22-jardowa akcja podaniowa dała przyłożenie Grzegorza Dominika. Nie udało się podwyższyć, co nie zmieniło faktu, że wobec wyniku 40:0 czas przestał być zatrzymywany. Ten kolejny cios zadany gościom, znacznie ich podrażnił i Armia w ostatniej kwarcie wreszcie zaczęła grać skuteczniej w ataku.

Efektem tego było przyłożenie Mikołaja Lipskiego po 11-jardowym podaniu Witolda Gajewskiego w pole punktowe. Próba jednopunktowego podwyższenia nie przyniosła efektu, lecz poznaniacy przynajmniej wreszcie zdołali zapunktować, i to jak się później okazało, nie po raz ostatni tego dnia. Połączone siły Kozłów i Patriotów mimo plagi kontuzji, jaka ich w tym sezonie nawiedziła, w poprzednich meczach, ale i w niedzielnej potyczce z Falcons, nie odpuszczali do ostatnich minut, za co zostali nagrodzeni w samej końcówce. Obrona poznaniaków wymusiła na gospodarzach oddanie piłki poprzez punt, a krótkie akcja podaniowe oraz kara za late hit systematycznie przybliżały ich do pola punktowego Sokołów. Autorem drugiego przyłożenia dla przyjezdnych został po 12-jardowej akcji podaniowej Jan Budziński. Celnym kopnięciem za jeden punkt Wojciech Szymański ustalił wynik na 40:13 i kilka chwil później sędzia zakończył to starcie.

Cieszymy się z kolejnej wygranej w sezonie, pierwsza połowa pokazała, że mimo tak długiej przerwy, potrafimy skutecznie egzekwować nasze zagrywki. W drugiej połowie skorzystaliśmy z możliwości sprawdzenia nowych zawodników, co może tylko zaprocentować w następnej części sezonu. Na słowa uznania zasługuje drużyna z Poznania, która mimo tak wąskiego składu pokazała, że potrafi grać w futbol i postawiła nam twarde warunki. Mecz zakończyliśmy bez poważniejszych urazów, co powoduje że od jutra w pełnym składzie przygotujemy się do następnego spotkania w Krakowie – powiedział po tym meczu Olaf Sygiet, defensive back Tychy Falcons.

Tyszan czeka teraz zdecydowanie trudniejszy pojedynek, ponieważ 18 maja zagrają na wyjeździe z podrażnionymi dwoma porażkami z rzędu Kraków Kings. Armia wszystkie wyjazdy ma już natomiast za sobą. Przed nimi już tylko dwa starcia domowe – 19 maja podejmą Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers, natomiast 2 czerwca sezon zasadniczy zakończą potyczką z Panthers Wrocław.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jean-François Nicollet