Pogrom na Stadionie Olimpijskim! Panthers Wrocław wciąż z szansami na awans w Pucharze Europy!

W swoim ostatnim meczu fazy grupowej Central European Football League Panthers Wrocław rozbili przed własną publicznością mistrzów Serbii, Kragujevac Wild Boars 70:13. Triumf ten przedłuża nadzieje jedynej niepokonanej w tym sezonie ekipy LFA1 na awans do finału CEFL, jednak wszystko zależy teraz od wyników pozostałych meczów Konferencji Wschodniej.

Wrocławianie przez porażkę na starcie rywalizacji pucharowej, muszą liczyć na potknięcie mistrzów Szwajcarii, Calanda Broncos. Jeśli to się stanie, niezwykle istotny będzie bilans punktowy, który Pantery poprawiły sobie przed dwoma tygodniami w starciu w Stambule, pokonując Koç Rams 55:7. Dzisiaj wicemistrzowie Polski poszli za ciosem, rozbijając również niedawnych pogromców ekipy z Turcji, Kragujevac Wild Boars. Starcie to rozpoczęło się spokojnie, od puntów po obu stronach. Już na starcie było jednak wyraźnie widać świetną dyspozycję wrocławskiej defensywy, która w pierwszej serii ofensywnej gości doprowadziła do sacka na Jake’u Sissonie – rozgrywającym Serbów. Przed odkopnięciem piłki, przyjezdni popełnili błąd przy snapie, przez co nie wydostali się nawet z własnej połowy. Panthers wrócili do ataku na 40. jardzie i już w następnej akcji z przyłożenia cieszył się jeden z najnowszych nabytków zespołu – Benji Barnes. Sędziowie dopatrzyli się jednak przewinienia i nie zaliczyli Niemcowi tej akcji punktowej, cofając gospodarzy o pięć jardów. Wówczas po raz pierwszy w tym sezonie na boisku pojawił się Damian Kwiatkowski, który w połowie ubiegłorocznego sezonu doznał poważnej kontuzji. Jego powrót okazał się bardzo obiecujący, ponieważ tuż po zameldowaniu się na placu gry, to właśnie w jego rękach znalazła się futbolówka, którą utalentowany running back przetransportował z 45. na 17. jard. Następnie oglądaliśmy kolejne celne podanie oraz 2-jardowy bieg Konrada Starczewskiego, który zameldował się tym samym w polu punktowym, wyprowadzając wicemistrzów Polski na prowadzenie. Za jeden punkt podwyższył celnie Piotr Gołacki. Przy próbie akcji powrotnej po kickoffie poważnie wyglądającej kontuzji doznał jeden z gwiazdorów mistrzów Serbii, Pedro Medici – MVP ich poprzedniego pucharowego meczu z Koç Rams. To na pewno nie ułatwiło gościom zadania, tak samo jak interception Karola Mogielnickiego, które przywróciło Panthers Wrocław do ofensywy. W pierwszej kwarcie ekipa z Dolnego Śląska potwierdziła swoją skuteczność, a z przyłożenia mógł cieszyć się Tony Dawson, prezentując solowy bieg w endzone. Ponownie przy kopnięciu nie pomylił się Piotr Gołacki i mieliśmy 14:0 po pierwszej części spotkania.

W pierwszych minutach po zmianie stron z przyłożenia – tym razem zaliczonego przez sędziów – mógł cieszyć się Benji Barnes. Niemiec wykorzystał 5-jardowe podanie Dawsona i bez problemu wpisał się na listę punktujących, podobnie jak Piotr Gołacki zmieniając rezultat na 21:0. Dziki z Kragujevac na chwilę weszły w drugiej kwarcie na połowę Panthers, jednak i to wrocławianie zamienili na swoją korzyść, bowiem akcja podaniowa Serbów zakończyła się fumble i odzyskaniem piłki przez wicemistrzów Polski. Lider grupy południowej LFA1 po chwili znowu zanotował touchdown, którego sędziowie nie zaliczyli. Po niespełna 30-jardowej akcji podaniowej w polu punktowe wbiegł Wiktor Zięba, lecz po raz drugi arbitrzy dopatrzyli się przewinienia w szeregach Panter i cofnęli ich atak. Po chwili wydawało się, że pierwsze po powrocie do zdrowia przyłożenie zanotuje Damian Kwiatkowski, lecz jego akcja biegowa zakończyła się fumble i odzyskaniem piłki przez gościu tuż przed ich własnym polem punktowym. Atak Wild Boars był jednak bezradny wobec twardej defensywy Panthers. Jednymi z architektów efektownego triumfu wrocławian na zakończenie rywalizacji grupowej był duet Benji Barnes – Tony Dawson. Dwaj sprowadzeni zaledwie przed kilkoma tygodniami gracze w drugiej kwarcie zaprezentowali akcję, która zakończyła się touchdownem niemieckiego skrzydłowego po 24-jardowej akcji podaniowej. Po kopnięciu Gołackiego mieliśmy 28:0. Nie był to jednak kres możliwości gospodarzy w pierwszej połowie. Jeszcze przed zejściem do szatni bowiem, interception popisał się Adam Lary. Defensive back Panthers przy okazji popisał się też akcją powrotną, która wprowadziła wrocławian na połowę rywali. Po tej akcji między zawodnikami zawrzało, czego efektem było wyrzucenie z boiska ofensywnego liniowego gości, Dragoljuba Živadinovicia. Podopieczni Vala Gunna mieli w szatni niewątpliwie dobre humory, ponieważ do przerwy prowadzili 35:0 dzięki 19-jardowej akcji podaniowej duetu Barnes – Dawson, co zakończyło się przyłożeniem Niemca, po którego przyłożeniu podwyższył Piotr Gołacki.

W drugiej połowie goście, którzy nadal mimo porażki mają szanse na wygranie Konferencji Wschodniej, wzięli się za odrabianie strat. Skutkiem tego było przyłożenie Filipa Nedeljkovicia po 21-jardowym podaniu Jake’a Sissona. Po celnym podwyższeniu, Serbowie zmniejszyli straty do stanu 35:7. W ich obronie wyróżniał się szczególnie w drugiej połowie Nebojša Mirković, któremu w sumie dwukrotnie udało się zaliczyć sack na Tonym Dawsonie. Panthers nie przejęli się straconym przyłożeniem, na które tym samym już po kilku minutach odpowiedział Konrad Starczewski, meldując się w polu punktowym po 15-jardowym biegu. Amerykański rozgrywający gospodarzy nie przejmował się natomiast sackami – po drugim wspomnianym sprowadzeniu go na ziemię, już w następnej akcji Dawson zaprezentował efektowny, 66-jardowy solowy bieg, który dał wicemistrzom Polski kolejny touchdown. Nie mylił się dzisiaj Piotr Gołacki, który zmienił wynik tego starcia ma 49:7. W kontekście ewentualnej dalszej rywalizacji Panthers Wrocław w Pucharze Europy niepokoić może niewątpliwie wykluczenie Szymona Adamczyka z dalszej rywalizacji w dzisiejszym spotkaniu, które miało miejsce jeszcze w trzeciej kwarcie. Już bez jednego ze swoich kapitanów, wrocławianie w ostatniej minucie tej części meczu stracili drugie przyłożenie, po 6-jardowym podaniu. Na tablicy pojawiło się 49:13, co po chwili nie uległo zmianie, bowiem próba podwyższenia została zablokowana przed gospodarzy.

W ostatniej kwarcie Panthers Wrocław wciąż nie zwalniali tempa. Choć na początku musieli się oni pogodzić ze stratą piłki na rzecz gości po własnym błędzie, to już po chwili wróciła ona w ich posiadanie. Interception zanotował bowiem Krzysztof Wis. Spotkanie to obfitowało w niezwykle dużą liczbę rzuconych przez sędziów flag, a także wykluczenia. W czwartej kwarcie z placu gry usunięty został drugi już tego dnia gracz Wild Boars, Vladimir Radenović. Zespół ze stolicy Dolnego Śląska grał natomiast swoje, czego dowodem jest jeszcze jedno zanotowane przyłożenie. Tym razem swoje nazwisko do listy punktujących dopisał Damian Kwiatkowski, któremu wystarczyło przebycie półtora jarda. Na 56:13 rezultat podwyższył Piotr Gołacki. Gdy wydawało się, że w ostatniej kwarcie mistrzowie Serbii zdołają jeszcze zmniejszyć straty, przechwytem popisał się Deante Battle. Serbowie byli już wówczas na pięć jardów przed polem punktowym wrocławian, lecz przechwyt amerykańskiego gwiazdora Panthers już w endzone, skutecznie pozbawił ich złudzeń. To znakomite defensywne zagranie, tylko zmotywowało Pantery do dalszego atakowania. Powracający po kontuzji Damian Kwiatkowski pokazał formę, którą mogliśmy oglądać w jego wykonaniu na początku sezonu 2018. Po jego efektownym biegu, rywal w ostatniej chwili zdołał sprowadzić go na ziemię, lecz zrobił to w nieprzepisowy sposób i sędziowie ustawili piłkę na zaledwie trzy jardy od endzone’u ekipy z Kragujevac. Już w następnej akcji Kwiatkowski skończył to co chwilę wcześniej zaczął, po raz drugi dzisiaj meldując się w polu punktowym. Kopnięcie Piotra Gołackiego zmieniło wynik tego pojedynku na 63:13. Nie był to jednak koniec. Na ostatnich kilka minut wrocławianie postanowili wprowadzić na murawę kilku swoich utalentowanych wychowanków. Jednym z nich jest ubiegłoroczny wicemistrz Polski juniorów Franciszek Gładki, który na niespełna trzy minuty przed końcem popisał się 20-jardowym biegiem na przyłożenie. Celne podwyższenie za jeden punkt ostatecznie ustaliło stan tego meczu na 70:13.

Panthers Wrocław tym efektownym triumfem wskoczyli na fotel lidera Konferencji Wschodniej CEFL, jednak może się to zmienić jeszcze dzisiaj. O godzinie 18:00 rozpoczęło się bowiem w Szwajcarii starcie Calanda Broncos z Istanbul Koç Rams. Polscy kibice będą w nim trzymać kciuki za gości z Turcji, bowiem w przypadku ich zwycięstwa, Panthers będą na dobrej drodze do awansu z grupy. Gdyby jednak mistrzowie Turcji nie dali dzisiaj rady Szwajcarom, to decydujące w kontekście końcowego układu tabeli będzie zaplanowane na 25 maja starcie pomiędzy Calanda Broncos i Kragujevac Wild Boars. Jeśli w nim także zwyciężą gospodarze, Panthers stracą szansę na awans, ponieważ z grupy z kompletem trzech triumfów wyjdzie zespół, z którym wrocławianie pechowo przegrali. W przypadku ich porażki, będą liczyły się różnice punktowe, które po dzisiejszym meczu przemawiają zdecydowanie za wicemistrzami Polski.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Kamil Zwijacz