Seria zwycięstw Lowlanders przedłużona, Lakers z kolejną dotkliwą domową porażką

Aktualni mistrzowie kontynuują swoją serię zwycięstw, dzięki której przesunęli się na pierwsze miejsce w grupie północnej. Tym razem o ich sile przekonali się zawodnicy Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers, którzy przed własną publicznością przegrali z wracającymi na właściwe tory Lowlanders Białystok 7:48.

Od pierwszych minut pierwszej kwarty drużyna z Białegostoku rzuciła się do agresywnego ataku przeciwko gospodarzom. Szczególnie w pierwszych minutach, ale również na przestrzeni całego meczu różnicę robili QB przyjezdnych Rex Dausin oraz bardzo aktywny Tomasz Zubrycki. To jednak odebranie długiego podania przez Konrada Mariańskiego dało możliwość ataku na endzone Lakersów, co kilka posiadań później wykorzystał Krzysztof Czaplejewicz otwierając worek z punktami w tym spotkaniu, do których chwilę później dołączyło celne podwyższenie za jeden punkt Wojciecha Pacewicza. Po kickoffie piłka została zatrzymana na 35. jardzie po stronie gospodarzy. Mimo wysiłku Adriana Czarnowa, który zdobył sporo jardów po odebraniu podania Andrew Mathewsa, Lakers nie byli w stanie przesunąć się dalej z akcją i konieczny był punt. Na szczęście dla olsztynian, Lowlanders zgubili po nim piłkę, do której błyskawicznie dopadli podopieczni Graya Levy’ego. Rozpoczynając z 35. jarda od endzone rywali naprzemiennymi podaniami i akcjami biegowymi kąsali oni obronę drużyny z Białegostoku i dali radę zbliżyć się na mniej niż 10 jardów do pola punktowego. Gospodarze nie wykorzystali jednak tego prezentu i szanse na remis zostały stracone przez przechwyt Łukasza Cackowskiego, który przebiegł niemal całe boisko i zameldował się w endzone. Wydawało się, że zostaną zapisane punkty na korzyść mistrzów Polski, jednak sędziowie dopatrzyli się przewinienia i Lakers otrzymali jeszcze jedną szansę na uzyskanie pierwszych punktów w tym meczu. Zdecydowali się oni na kopnięcie z pola, które okazało się niecelne.

Zaraz po rozpoczęciu ataku Białegostoku doszło do zmiany połów. Lowlanders od razu zaczęli od mocnego uderzenia i podanie przez pół długości boiska odebrał Tomasz Zubrycki przesuwając od razu swoją drużynę daleko na połowę rywala. Chwilę później przez offside gospodarzy drużyna z Białegostoku została przesunięta o dodatkowe 5 jardów, co pozwoliło rozegrać akcję punktową. Tym razem do grona punktujących został dopisany Eryk Mąkowski. Chwilę później piłka kopnięta przez Wojciecha Pacewicza zmieściła się pomiędzy słupkami, podnosząc prowadzenie ekipy z Podlasia do 14 punktów. Równie skutecznie jak atak, grała obrona mistrzów Polski. Na wyróżnienie w tym fragmencie spotkania zasługuje Daniel Tarnawski, który nie tylko powalił rozgrywającego Lakers, ale również zdołał zabrać mu piłkę i wbiec z nią w strefę punktową. Pomimo kontrowersji przy tym zagraniu i długich ustaleniach sędziów, touchdown został uznany. Tak samo uznane zostało podwyższenie, które dało dwudziesty pierwszy Lowlanders. Obrona dalej nie pozwoliła wykazać się atakowi gospodarzy i po kickoffie zostali szybko oni zmuszeni do pozbycia się piłki przez punt. Atak gości dzięki dobrej egzekucji zagrywek bez problemów przesuwał się do przodu. Nie zdołał jednak postawić „kropki nad i” i w zamieszaniu pod endzone piłkę przejęli zawodnicy Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers. Widać było, że zależy im na uratowaniu wyniku jeszcze przed zejściem do szatni. Doskonałym chwytem podania popisał się Krzysztof Bartwicki, którego akcja pozwoliła olsztynianom przesunąć się na połowę rywala. Niestety przez błędy w kolejnych posiadaniach zostali oni cofnięci i nie udało im się wykończyć akcji. Udało się jednak Lowlandersom, którzy jeszcze przed końcem drugiej kwarty zanotowali przyłożenie ze skutecznym podwyższeniem. Sześć punktów zostało zapisane na konto Rexa Dausina, który krótkim biegiem pomiędzy obrońcami przekroczył odpowiednią linię boiska, a kopał standardowo Wojciech Pacewicz.

Po przerwie atak rozpoczynali gospodarze, którzy niestety od razu nie zdołali opanować piłki i stracili ją na rzecz gości. Ci nie zamierzali oglądać się za siebie i już w pierwszym posiadaniu stworzyli sytuację 1st &Goal, a w drugim, podanie w endzone złapał chwalony już wcześniej Tomasz Zubrycki. Podwyższenie po raz kolejny było celne i nie ulegało już żadnym wątpliwościom kto wygra to spotkanie. Ofensywa Lakers pomimo wysiłków nie była w stanie dotrzymać kroku białostoczanom. Większość ich podań była minimalnie niecelna przez co przeprowadzenie akcji punktowej było bardzo trudne. Z tym problemem nie borykał się jednak Rex Dausin, który dostrzegał wybiegających na niekryte pozycje kolegów i dostarczał im celnie piłki. Wykreował on dogodną pozycję do zdobycia punktów dla swojej drużyny jeszcze przed końcem trzeciej kwarty.

Rozstrzygnięcie akcji punktowej miało miejsce już po zmianie stron. Po raz kolejny Tomasz Zubrycki złapał posłane mu podanie, lądując z piłką na endzone. Niestety nie udało się utrzymać bezbłędności przy podwyższeniach i tym razem kopnięcie nie trafiło do celu. Zdecydowanie bardziej na brak szczęścia mogli narzekać jednak gospodarze. Lowlanders przechwycili bowiem pierwsze podanie po kickoffie i znów na boisku mogliśmy oglądać ofensywę przyjezdnych. Można było odnieść wrażenie, że nie zdążyli oni złapać oddechu po wcześniejszej akcji, bo nie mogli przebić się przez obronę rywali przez pierwszych kilka prób. Drogę na endzone znalazł w końcu Rafał Królewski po odebraniu podania tuż przed polem punktowym. Zmylił on obrońcę i zanotował kolejne 6 oczek dla swojej drużyny. Podwyższenia wróciły do normy z pierwszej części spotkania i kopnięcie Pacewicza zmieściło się pomiędzy słupkami. Od tego momentu na tablicy wyników widniało 48 punktów zdobytych przez Lowlanders. Honorowe przyłożenie padło dwie akcje później, kiedy to Patryk Piechowski dobiegł do pola punktowego czując przez cały czas na swoich plecach oddech ścigających go zawodników Lowlanders. Podwyższenie było skuteczne dzięki czemu Lakers zdobyli 7 punktów w tym meczu.

Końcowy wynik spotkania oddaje jego przebieg. Lowlanders pokazują, że zdobycie przez nich mistrzostwa nie było przypadkiem i wracają do skutecznej gry po obu stronach boiska. Lakers pomimo takiego wyniku nie zagrali złego spotkania. Zgubiła ich stosunkowo duża ilość błędów i nieskuteczność podań w niektórych fragmentach gry. Przez to ciężkie było nawiązanie równej walki z obrońcami tytułu. Przed obiema drużynami stoją w najbliższym czasie duże wyzwania. Lowlanders podejmą za dwa tygodnie u siebie Warsaw Mets. Aby zakończyć sezon na pierwszym miejscu w swojej grupie konieczne będzie im zwycięstwo nad zajmują trzecie miejsce drużyną ze stolicy Polski. Powinięcie się nogi może ich słono kosztować, ponieważ po piętach, z tym samym bilansem wygranych spotkań, depczą im Seahawks Gdynia. Jeszcze bardziej wymagająco zapowiada się następna kolejka dla Lakers. W przyszłą niedzielę będą próbowali pokonać w Poznaniu Armię, która z jedynym zwycięstwem więcej zajmuje czwarte miejsce w grupie południowej. Układ punktów jest tam jednak na tyle nieduży, że ewentualne zwycięstwo lub porażka jednej z drużyn może odwrócić do góry nogami większość tabeli. Nie mamy zatem wątpliwości, że obie drużyny będą bardzo zmotywowane do tego, aby w kolejnym meczu pokazać swoją wyższość biorąc też pod uwagę fakt, że obie nie będą chciały dopuścić do przedłużenia serii porażek do trzech meczów.

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Kacper Kirklewski