Falcons potwierdzili znakomitą formę, Kings nie wykorzystali kolejnej szansy na awans w tabeli

W ramach 8. kolejki LFA1 na stadionie WKS Wawel w Krakowie, tamtejsi Kings podejmowali Tychy Falcons. Spotkanie pomimo wyniku końcowego wskazującego na całkowitą dominacją Falcons, było dość wyrównane i wyraźnie widać było, że obie drużyny potrzebowały dzisiaj zwycięstwa. Skuteczniejsi okazali się jednak goście i to oni wracają ze stolicy Małopolski z wygraną 27:6.

Pierwsze posiadanie piłki przypadło zawodnikom Tychy Falcons i to oni po kickoffie rozpoczynali z 35. jarda. Dobrze zorganizowany atak gości szybko przedzierał się do przodu i po zaledwie kilku akcjach pole punktowe było w zasięgu zaledwie kilkunastu jardów. Wydawało się, że tyszanie zdołali osiągnąć 1&Goal, ale po dokładnym sprawdzeniu przez sędziów okazało się, że brakło zaledwie kilkudziesięciu centymetrów. W tej sytuacji do ataku przeszli gospodarze spotkania. Nie zdołali jednak pokonać tyskiej defensywy i zostali zmuszeni do puntowania. Piłka został odkopnięta na około 40. jard na połowie przyjezdnych. Ciężko jednak tym razem było Sokołom zdobywać jardy na boisku. Kings umieli znaleźć sposoby na to, aby skutecznie i szybko powalać zawodników, którzy akurat dostali piłkę do rąk. Przy pierwszym dłuższym biegu, po odebraniu podania od Keitha Raya, Kamil Knapik został powalony na ziemię gubiąc piłkę, na którą rzucili się obrońcy z Krakowa. Sędziowie przyznali piłkę dla drużyny Kings. Ponownie jednak defensywa Tychy Falcons nie pozwalała gospodarzom rozwinąć się w ataku i byli zmuszeni do oddania futbolówki. Punt oddalił zagrożenie, po czym sędzia zakończył pierwszą, bezpunktową kwartę.

Druga część przez dwa przewinienia Kraków Kings zostało nałożone na drużynę 15 jardów kary. Rozgrywający z Tychów zaliczył w kolejnej akcji bardzo dobry bieg, ale przez przewinienie ataku konieczna była powtórka próby. Nie przeszkodziło to Falcons w zdobyciu kolejnych cennych jardów i finalnie zwieńczenia tej serii przyłożeniem otwierającym wynik tego spotkania. Punkty zapisał na swoje konto Adrian Binek, po odebraniu krótkiego podania od biegnącego w jego stronę Keitha Raya. Chwilę później kopnięcie Krzysztofa Richtera za jeden punkt skutecznie przeleciało pomiędzy słupkami i Falcons prowadzili 7:0. Królom została połowa czasu w drugiej kwarcie, aby zdobyć punkty. Na około 37. jard udało się przepchnąć piłkę po kickoffie. Tivon Cook dobrze znajdował swoich kolegów, ale defensywa Falcons bardzo szybko doskakiwała do zawodników z Krakowa nie pozwalając im na rozwinięcie akcji i zdobywanie jardów w ataku. Przez to konieczny był punt po stronie Krakowa. Udało się odkopnąć piłkę na 16. jard i do ataku przeszli zdecydowanie bardziej skuteczni tego dnia Falcons. Bardzo pewnym punktem był w tym spotkaniu Keith Ray. Nie miał on większego problemu z przebiciem się przez pierwszą linię obrony, ale jego biegi często kończyły się dzięki dobrej postawie krakowskich linebackerów. Na wyróżnienie w tej części zasłużył też Kamil Knapik, który dobrze wykorzystał oszukaną próbę podania przez „Keke” i zdobył około 15 jardów swoją szarżą po skrzydle. Później Bartosz Kosiorowski złapał podanie przesuwające Falcons o kolejne piętnaście jardów. Maszyna ofensywna wówczas się jednak na pewien czas zacięła i trzy kolejne próby skończyły się nieskutecznymi akcjami. W czwartej próbie Falcons zdecydowali się na grę – co jak się później okazało – było błędem. Daniel Sawicki zaliczył bardzo efektowny sack na amerykańskim rozgrywającym ekipy z Tychów i dzięki temu zagraniu Kraków Kings odzyskali posiadanie. Gospodarze niesieni głośnym dopingiem z trybun przeszli do ataku i od razu Filip Mościcki, który wrócił do gry po kontuzji, zdobył pierwszą próbę. Mimo zrywu w końcówce, krakowianom zabrakło czasu, by przeprowadzić akcję punktową, przez co do szatni zeszli przegrywając 0:7.

Po rozpoczęciu drugiej połowy Kraków Kings rozpoczęli grę w ataku, jednak pierwsze dwie próby zostały bardzo szybko zatrzymane przez Falcons. W trzeciej zabrakło zaledwie centymetrów do zdobycia nowych czterech szans, dlatego podopieczni Zygmunta Łodzińskiego zdecydowali się na granie akcji i na szczęście dla Krakowa Filip Mościcki po raz kolejny stanął na wysokości zadania, wyszarpując first down. Takie samo ryzyko gospodarze podjęli w następnej akcji nie decydując się na punt. Tym razem nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu, ponieważ Krzysztof Richter zaliczył sack i z 32. jarda Falcons przeszli do ataku. W drugim posiadaniu Keith Ray zdecydował się na dalekie podanie w stronę endzone, co złapał Zbigniew Szrejber i 35-jardowa akcja podaniowa zakończyła się przyłożeniem, podwyższonym za jedno „oczko” przez Richtera. Po kickoffie bardzo dobry return Szymona Wesołowskiego przesunął piłkę na połowę boiska. Chwilę później Tivon Cook zauważył Tomasza Skowrońskiego, który od razu zdobył pierwszą próbę dla Kings. Niestety próby kolejnych dalekich podań kończyły się nieskutecznie i ostatecznie krakowianie stracili posiadanie. Falcons zdecydowali się postawić na częste wykorzystywanie Zbigniewa Szrejbera i wyraźnie rozgrywający szukał go swoimi podaniami. W kolejnej akcji współpraca tych graczy przyniosła 20-jardową zdobycz. Sokoły dalej konsekwentnie przesuwały się do przodu i przed końcem trzeciej kwarty znaleźli się na kilkanaście jardów przed końcem boiska.

Udane sfinalizowanie ataku przyszło tuż po gwizdku rozpoczynającym ostatnią część spotkania. Grzegorz Dominik odebrał podanie na lewym skrzydle, powiększając prowadzenie faworyzowanych tyszan. Podwyższenie Krzysztofa Richtera po raz kolejny okazało się skuteczne i przewaga Falcons wzrosła aż do 21 punktów. Po kickoffie potknięcie zawodnika Kings nie pozwoliło na dłuższy return niż 24 jardy. Również obrona ekipy ze Śląska nie ułatwiała gospodarzom zadania i po trzech próbach konieczny był punt. Falcons nie tylko dzięki dobrej taktyce realizowanej przez cały mecz, ale również przez błędy krakowian bardzo szybko dotarli na 25 jardów od endzone. Goście  próbowali w tym momencie atakować środkiem, ale ataki te były szybko powstrzymywane. Po czwartej nieudanej próbie to Kings przeszli do ofensywy. Nie tracąc czasu szybko przeszli oni do próby zdobycia honorowego przyłożenia. Bardzo aktywni w zdobywaniu jardów byli Paweł Tomeczek i Filip Świechowicz. Pozwoliło to na zdobycie pozycji na 30. jardzie, z którego Tivon Cook długim podaniem „obsłużył” Bernarda Wiązanię. Podwyższenie zostało jednak zablokowane i wynik brzmiał 21:6 dla Falcons. Sprytnym onside kickiem Marcin Masłoń zmylił obronę Falcons i dzięki nieskutecznemu złapaniu piłki przez odbierających graczy, Kraków Kings błyskawicznie wrócili do ataku. W pierwszej akcji tej serii Tivon Cook zdecydował się na bieg, lecz orzeczona została kara osobista przeciwko gospodarzom cofająca ich o 15 jardów. W tym fragmencie meczu znów przypominał o swojej obecności Filip Mościcki, który przebiegł 22 jardy zdobywając pierwszą próbę dla Kings. Do endzone’u wciąż brakowało 35 jardów, jednak krakowianie nie poddawali się. Kilka metrów dołożył Bernard Wiązania, ale niestety nie udało się przepchnąć piłki dalej niż na jard od kolejnej próby. W ten sposób gospodarze stracili swoją szansę na zmniejszenie straty w meczu. Możliwość wykorzystali jednak goście i Grzegorz Dominik pomknął przez całą długość boiska zadając ostatni dotkliwy cios rywalom. Piłka kopnięta po podwyższeniu minęła minimalnie z zewnątrz lewy słupek, więc dodatkowy punkt nie został zaliczony. Return Królów został zakończony w okolicach 30. jarda. Długie podanie w biegu Cooka zostało odebrane przez Bernarda Wiązanię, ale nie spadł on w boisku, więc nie zostało to zaliczone. Kings zostają jednak przesunięci przez przewinienie osobiste zawodnika Falcons o 15 jardów. Kolejne próby krakowian nie przynosiły oczekiwanych rezultatów i po oddaniu piłki gościom, sędziowie zakończyli to starcie przy stanie 6:27.

To był dużo trudniejszy mecz niż się tego spodziewaliśmy. Przez pierwszą połowę nasza ofensywa spała. Ciężko nam był dopiąć do końca każdy drive i zakończyć je przyłożeniami, a wielka w tym zasługa defensywy Kings. Druga połowa jednakowoż była nasza i zagraliśmy tak jak drużyna, która podniesie się po wszystkim, jak drużyna która chce być w finale. Było gorąco, było parno, murawa nie sprzyjała. Na końcu to jednak my zeszliśmy z boiska z tarczą. Cieszymy się ze zwycięstwa i również z doświadczenia, jakie zaserwowali nam Kings. Zmusili nas do tego. Cieszę się, że potrafiliśmy znaleźć w sobie tę wolę walki by wyjść z tego meczu zwycięsko – podsumował Grzegorz Dominik, skrzydłowy Tychy Falcons.

Zarówno Kraków Kings, jak i Tychy Falcons maja teraz tylko kilka dni na zregenerowanie sięprzed meczem 9. kolejki. Sokoły będą musiały zmierzyć się z dominującymi w tym sezonie Panthers Wrocław, zaś na Królów czekać będą Seahawks Gdynia.

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jean-François Nicollet