Udana inauguracja sezonu LFA2 w wykonaniu Rebeliantów, Bears nie zamierzają być chłopcami do bicia

Sobotnia inauguracja drugoligowych zmagań Ligi Futbolu Amerykańskiego zakończyła się zwycięstwem Silesia Rebels 28:6 nad debiutującymi w tej klasie rozgrywkowej Przemyśl Bears.

Przemyski Czuwaj od południa wypełniał się powoli kibicami, na których oprócz emocji sportowych czekała strefa gastronomiczna oraz przedstawiciele klubu żużlowego KS Spartan Przemyśl, którzy rozpoczęli akcję Poznaj Swój Sport. Punktualnie o 13:00 ogólnopolską inaugurację drugoligowych zmagań rozpoczął Prezydent Miasta Przemyśla Wojciech Bakun wykonując rzut monetą.

Jako pierwsi od wykopu rozpoczęli goście. Niestety dla Niedźwiedzi już pierwszy kontakt z piłką zakończył się stratą. Po potężnym uderzeniu futbolówka została wytrącona z rąk Cezarego Wołczyka i na boisku dość nieoczekiwanie zamiast formacji ofensywnej gospodarzy pojawili się goście. Atak Rebels prowadzony przez meksykańskiego rozgrywającego Julio Vazqueza miał bardzo proste zadanie, ponieważ do pola punktowego brakowało raptem 15 jardów. Po mozolnej i nieoczekiwanie trudnej grze dopiero w ostatniej próbie udało się Rebeliantom zdobyć przyłożenie, którego autorem po akcji podaniowej został Piotr Żero. Za jeden punkt podwyższył Benjamin Bołdys. Szansę na rehabilitację i zdobycie pierwszych punktów gospodarze mieli już w swojej pierwszej serii ofensywnej. Po kapitalnym powrocie po wykopie Beniamina Iwanickiego, Niedźwiedzie znalazły się pod połową przeciwników. Niestety dwukrotnie w sytuacji sam na sam piłki nie opanowali Krystian Wilczyński i Beniamin Iwanicki. Obrona Rebels dała się zaskoczyć w ten sposób pierwszy i ostatni raz. Druga seria ofensywna ekipy ze Śląska również zakończyła się przyłożeniem. Goście systematycznie przesuwali znaczniki w stronę pola punktowego Niedźwiedzi, a wszystko krótkim biegiem sfinalizował Michał Janusz. Po celnym kopnięciu Bołdysa na tablicy widniało 0:14, a sędzia zakończył pierwszą kwartę.

Mecz z każdą minutą toczył się wyraźnie pod dyktando bardziej doświadczonych gości, którzy jednak nie wystrzegali się błędów. Na początku drugiej kwarty Dawid Kaczor otrzymał podanie na lewe skrzydło i po skutecznym ataku defensora Bears upuścił piłkę, którą błyskawicznie nakrył Mateusz Buksa, przywracając tym samym atak przemyślan na boisko. Mimo niezłych zrywów gospodarzy, również i im przydarzały się kosztowne błędy. Gdy już udało się znacząco przybliżyć pod pole punktowe rywali, próba dalekiego podania Bartosza Wardęgi z trzydziestego jarda zostało przechwycone na linii endzone’u przez sprowadzonego do Rebels z Kraków Kings Jacka Bukowca, który przy lepszym wsparciu kolegów miał nawet szansę na zanotowanie akcji powrotnej zakończonej przyłożeniem. Sztuka ta mu się nie udała, ale rozpoczął on serię ofensywną Rebeliantów, która na niewiele ponad dwie minuty przed końcem pierwszej połowy zakończyła się touchdownem. Trzecie celne podwyższenie za jeden punkt spowodowało, że do szatni podopieczni Johna Andersona zeszli z prowadzeniem 21:0.

Druga część spotkania była już bardziej wyrównana. Gospodarze zmusili kilkukrotnie gości do odkopnięcia futbolówki, tym samym zatrzymując serię zagrań ofensywnych bez zdobyczy punktowych. Ofensywa Bears wreszcie zaczęła zdobywać jardy oraz pierwsze próby, choć małym cieniem na tym kładzie się sack z początku trzeciej kwarty, którego autorem został defensywny liniowy gości Mateusz Kamiński. W tej części spotkania nie oglądaliśmy jednak akcji punktowych.

Na ostatnie 12 minut Rebels postanowili z racji wyraźnego prowadzenia dać szansę zdobycia doświadczenia swojemu rezerwowemu rozgrywającemu, Adrianowi Mazurkowi. Skorzystał z tego gracz gospodarzy Kamil Kusal, któremu udało się zanotować na nim sack zaledwie kilka akcji po tym, jak polski quarterback katowiczan pojawił się na placu gry. Atak Rebeliantów nie był tak groźny w ostatniej kwarcie, a czwarte przyłożenie udało im się zanotować po punt returnie. Defensywa gości zmusiła rywali do odkopywania z własnego pola punktowego, piłkę dokładnie na 40. jardzie złapał Sebastian Iwanicki i bieg lewym skrzydłem zakończył dopiero w polu punktowym. Po kopnięciu Benjamina Bołdysa mieliśmy rezultat 0:28. Wydawało się, że w tym spotkaniu już nic szczególnego się nie wydarzy. Niedźwiedzie jednak nigdy nie przegrały spotkania do zera. W swojej ostatniej serii ofensywnej będąc na 5 jardzie swojej połowy zadali cios, po którym poderwał się cały stadion. Początkowo Wardęga zagrywał krótkie piłki. W ten sposób uśpił trochę rywala, który wiedział, że za plecami ma niemalże całe boisko do przejścia. Na ten błąd czekał rozgrywający Niedźwiedzi. Wykorzystując blitz przeciwnika, grający prezes Bears posłał długą piłkę do Beniamina Iwanickiego, a ten popędził w kierunku pola punktowego gości. 95-jardowa akcja podaniowa dała upragnione pierwsze, historyczne punkty Przemyśl Bears w drugoligowych zmaganiach. Spotkanie zakończyło się chwilę później wynikiem 28:6 dla Silesia Rebels.

Sporo osób obstawiało przed spotkaniem, że to będzie łatwy mecz dla Rebels. Postaraliśmy się żeby tak nie było i wynik pokazuje, że tanio skóry nie sprzedaliśmy. Dla 1/3 moich graczy był to pierwszy futbolowy mecz, dla 2/3 pierwszy w formule jedenastoosobowej. Zdobyliśmy cenne doświadczenie, a druga połowa przegrana 6:7 pokazała, że mamy potencjał i postaramy się to udowodnić już w najbliższą sobotę 25 maja w meczu z Hammers – podsumował drugoligowy debiut Bartosz Kościółko, trener główny Niedźwiedzi.

W pierwszej połowie nie byliśmy w stanie zdobywać terenu po akcjach biegowych. Goście grali bardzo twardy i szybki futbol w obronie. W drugiej połowie udało się kilkukrotnie przeprowadzić skuteczną serię i wiedzieliśmy, że w tym meczu nie wszystko stracone – stwierdził z kolei Michał Folta running back Bears.

Okazją na rehabilitację i pierwsze ligowe zwycięstwo będzie dla beniaminka wyjazdowe spotkanie z Hammers Łaziska Górne, które odbędzie się w najbliższą sobotę, 25 maja o godzinie 14:30. Rebels na następny mecz będą musieli natomiast poczekać aż do 9 czerwca, kiedy przed własną publicznością podejmą Rzeszów Rockets.

To spotkanie miało dwa wymiary – sportowy i organizacyjny. Po raz kolejny udowodniliśmy, że w Przemyślu jest miejsce na futbol amerykański. Blisko 600 osób pojawiło się na Czuwaju, kibice obu drużyn siedzieli obok siebie i głośno dopingowali swoich zawodników. Ruszyliśmy z akcją Poznaj Swój Sport, która ma na celu prezentowanie w trakcie naszych domowych spotkań nowych dyscyplin sportowych w Przemyślu. Strefa gastronomiczna była tak urozmaicona, że absolutnie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Rzecz jasna kibice po raz kolejny udowodnili, że mają wielkie serce dorzucając się do zbiórki na rzecz Seweryna Garczewskiego. Wynik sportowy przyjdzie z czasem, wiemy, że w lidze jesteśmy beniaminkiem i musimy spłacić frycowe – zakończył Bartosz Wardęga, prezes Przemyśl Bears.

Bartosz Wardęga/Mariusz Kańkowski

fot. Silesia Rebels/The Black Frame