Efektowny start sezonu w wykonaniu Rzeszów Rockets, wreszcie udało im się pokonać Tytanów

Niezwykle udanie rozpoczął się nowy sezon LFA2 dla Rzeszów Rockets. Rakiety rozgrywki na drugim szczeblu zainaugurowały domowym starciem z półfinalistą ubiegłorocznych rozgrywek, Tytanami Lublin i ku zaskoczeniu wielu kibiców, rozgromiły gości aż 49:0.

Zespoły te znają się doskonale, wystarczy wspomnieć, że w sezonie 2018 mierzyły się ze sobą w grupie aż trzykrotnie. Co ciekawe, wszystkie te pojedynki na swoją korzyść odwracali lublinianie, dlatego to oni wydawali się faworytem tego starcia. Po zakończonych rozgrywkach w obu zespołach doszło jednak do sporych zmian, czego doświadczyliśmy w niedzielę na boisku w Rzeszowie.

To dziesiąty, jubileuszowy rok klubu Tytani Lublin, więc spinamy się na każdym polu działania klubu bardziej niż kiedykolwiek. Sportowo – co roku tracimy kilku weteranów, a zasilamy skład nowymi zawodnikami, tak jest i w tym sezonie, jesteśmy już do tego przyzwyczajeni i wiemy jak sobie z tym radzić, trenerzy przygotowali drużynę do rozgrywek w nowym składzie. Organizacyjnie co roku wyraźnie rośniemy w siłę, a ten sezon jeszcze zanim się zaczął uważam za wyjątkowy – pozyskaliśmy piękny nowoczesny stadion na mecze domowe, otworzyliśmy sekcję dziecięcą, mamy nowych sponsorów, wsparcie miasta oraz marki „Lubelskie”, mamy nowych partnerów, a przede wszystkim nowe osoby w strukturach organizacyjnych klubu, które świetnie działają.
Pierwszy mecz sezonu będzie dla nas dobrym sprawdzianem. Z drużyną z Rzeszowa znamy się doskonale, a nasze wspólne mecze zawsze były zwycięskie dla Tytanów, jednak nie bagatelizujemy rywali, Rockets to klub który także rozwija się dynamicznie pod względem sportowym i organizacyjnym, na pewno w tym sezonie będą to zacięte i wyrównane widowiska – zapowiadał przed pierwszym gwizdkiem sezonu 2019 Karol Sidorowski, prezes Tytanów Lublin.

Gospodarze już od początku postawili swoim wielokrotnym pogromcom trudne warunki, co ukoronowali w pierwszej kwarcie przyłożeniem Bartosza Słomki po 15-jardowej akcji biegowej. Nie udało się podwyższyć, lecz jak pokazał dalszy przebieg tego starcia, nie miał ten fakt większego znaczenia. Rockets nie przeszkodziły nawet niezwykle trudne warunki atmosferyczne, przez które mecz został na niemal godzinę przerwany. Gdy burze minęły już boczne boisko stadionu Resovii, gospodarze kontynuowali swój ofensywny festiwal. W drugiej kwarcie w polu punktowym zameldował się drugi z biegaczy Rakiet, Mateusz Madyda, który przebył 9 jardów. Za jeden punkt tym razem udało się podwyższyć za sprawą celnego kopnięcia Patryka Sapińskiego. Rzeszowianie już przed przerwą mogli być praktycznie pewni upragnionej wygranej z Tytanami. Po raz drugi z przyłożenia mógł cieszyć się Bartosz Słomka. Po podwyższeniu Sapińskiego Rockets prowadzili już 20:0. Nie był to jednak kres możliwości tego zespołu w pierwszej połowie. W odróżnieniu do ubiegłego roku, w tym sezonie Rakiety prezentują się w stu procentach polskim składem, co wcale nie wpłynęło gorzej na ich postawę. Dowodzona przez Marka Kwokę Jr. na pozycji rozgrywającego ekipa do szatni zeszła z prowadzeniem 27:0. Do przyłożeń dwóch nowych nabytków rzeszowian – Bartosza Słomki, który wcześniej reprezentował brytyjską ekipę London Blitz oraz Mateusza Madydy z doświadczeniem w Kraków Kings, touchdown w drugiej kwarcie dołożył grający prezes zespołu Michał Tittinger, wykorzystując 20-jardową akcję podaniową. Ostatni punkt przed zejściem do szatni zdobył celnym kopnięciem Patryk Sapiński.

W drugiej połowie gospodarze jedynie potwierdzili kolejnymi przyłożeniami swoją absolutną dominację. Jako pierwszy w tej części spotkania w polu punktowym z piłką zameldował się defensywny liniowy Filip Zych, który popisał się przechwytem piłki, z którą pognał do endzone, powiększając tym samym – wraz z kopaczem Patrykiem Sapińskim – prowadzenie rzeszowian do stanu 34:0. Mercy rule weszło w życie jednak „dopiero” w ostatniej kwarcie. Wobec znacznego prowadzenia Rockets, szansę na oficjalny debiut otrzymał 18-letni rozgrywający Wojciech Niemiec. Pokazał się on zwłaszcza w ostatniej kwarcie ze znakomitej strony. Najpierw „obsłużył” Krzysztofa Ładońskiego, który po 23-jardowej akcji podaniowej zanotował touchdown, podwyższony przez Sapińskiego, a kilka minut później debiutujący utalentowany quarterback sam popisał się 22-jardowym solowym biegiem w endzone. Przy podwyższeniu gospodarze całkowicie zaskoczyli Tytanów. Zdecydowali się na grę za dwa punkty, co okazało się dobrym posunięciem i Jakub Chlebica podał do Krzysztofa Ładońskiego, a ten ustalił tym samym wynik na 49:0 dla Rzeszów Rockets.

– Dzisiejszy nasz sukces nad Tytanami, osiągnięty dodatkowo w tak przekonującym stylu, to prawdopodobnie najważniejsze zwycięstwo w 5-letniej historii naszego klubu. Od kilku sezonów toczymy boje z ekipą z Lublina, czasami mniej lub bardziej wyrównane, ale do tej pory nie udawało nam się wygrać. Dlatego ta wygrana smakuje podwójnie. Jest to sukces całego zespołu, gdyż w każdym aspekcie futbolowego pojedynku byliśmy zdecydowanie lepsi. Wszyscy bez wyjątku przyczynili się do wygranej – ocenił po meczu Michał Tittinger, prezes i wide receiver rzeszowskich Rakiet.

Obie ekipy czeka teraz przerwa aż do 9 czerwca. Wówczas zmierzą się oni z zespołami ze Śląska – Rockets na wyjeździe staną naprzeciw Silesia Rebels, natomiast Tytani podejmą w pierwszym tegorocznym domowym meczu Hammers Łaziska Górne.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Katarzyna Tittinger