Rhinos nie wykorzystali szansy na pierwsze zwycięstwo, ich przyszłość wyjaśni się w sobotę

Rhinos Wyszków potrafili nawiązać w niedzielę walkę z faworyzowanymi Towers Opole, jednak mistrzowie LFA2 nie oddali bardzo szybko wywalczonego prowadzenia. Nosorożce wciąż czekające na pierwszą wygraną w tym sezonie, nie wykorzystały swoich szans na korzystny wynik, co skutkowało porażką 23:34.

Już pierwsza seria ofensywna gospodarzy pokazała, że nie będzie im łatwo z beniaminkiem. Rozgrywającego Jonathana Browna powalił przed linią wznowienia akcji Tomasz Biernacki. Nosorożce zostały zmuszone do wykonania punta, a swój pierwszy atak opolanie zakończyli przyłożeniem. Wynik tego starcia krótkim biegiem w endzone otworzył Konrad Rodak. Za jeden punkt podwyższył Mateusz Majewski. Ofensywa ekipy z Wyszkowa przebywała na boisku w pierwszej kwarcie bardzo krótko i po kolejnym puncie, Wieże rozpoczęły drugą serię, która także zakończyła się przyłożeniem. Efektowną, dokładnie 65-jardową akcję podaniową zaprezentował duet Markus Hodges – Robert Szmielak i skrzydłowy ekipy z Opola mógł świętować siódmy w tym sezonie touchdown. Po raz drugi nie pomylił się Majewski i na tablicy, po upłynięciu zaledwie kilku minut z zegara meczowego, widniało już 0:14. Jonathan Brown nie miał w tym meczu łatwego zadania, a linia ofensywna Rhinos zwłaszcza w pierwszej części spotkania zawodziła, czego efektem był kolejny sack, tym razem autorstwa Patryka Dąbrowy i Mateusza Grabowskiego.

Po zmianie stron gospodarzom wreszcie udało się zapunktować, w czym spora zasługa… Markusa Hodgesa. Amerykańskie rozgrywający Towers zdecydował się na solowy bieg, w trakcie którego zgubił piłkę po ataku rywala. Zgubioną futbolówkę przechwycił Hubert Deptuła i ofensywa Rhinos pojawiła się na boisku od razu w redzone przed polem punktowym opolan. Tam ponownie pomógł im błąd rywali, których przewinienie przesunęło zespół Graysona Almana na zaledwie dwa jardy przed endzone. Tego „prezentu” gospodarze nie mogli nie wykorzystać i Jon Brown po krótkim biegu zaliczył kontaktowe przyłożenie, a na 7:14 rezultat celnym kopnięciem zmienił Michał Dąbkowski. Markus Hodges w tym starciu pokazał, że potrafi zarówno popisać się znakomitym podaniem i efektownym biegiem, ale zdarza mu się także irytować kibiców zbyt długim zwlekaniem z oddaniem piłki. Skorzystał w tego w drugiej kwarcie Daniel Kanownik, powalając Amerykanina niemal dziesięć jardów przed linią wznowienia akcji. Do ofensywy po chwili przeszli wyszkowianie, których rozgrywający ponownie odczuł na własnej skórze siłę linii defensywnej przyjezdnych. Tym razem sack zapisał na swoim koncie Mateusz Kupiński, co jednak nie miało większego znaczenia, gdyż w tej samej akcji Towers za wcześnie ruszyli z akcją i sędziowie cofnęli ich o pięć jardów. Chwilę później arbitrzy orzekli także drugie tego dnia niesportowe zachowanie Jana Chmiela i utalentowany defensive back mistrzów LFA2 jeszcze w pierwszej połowie zakończył swój udział w meczu. Rhinos zależało na tym, by jeszcze przed zejściem do szatni wyrównać stan rywalizacji. Biegami Jona Browna i Dominika Buczka gospodarze przesunęli się na zaledwie jeden jard do pola punktowego ekipy Tima Bishopa. Amerykańskiemu rozgrywającemu Nosorożców udało się nawet zameldować w endzone, lecz sędziowie orzekli holding i nie tylko nie zaliczyli gospodarzom tego przyłożenia, ale również cofnęli ich o dziesięć jardów. Finalnie, w ostatniej próbie Rhinos brakowało czterech jardów. Nie zdecydowali się oni na podjęcie ryzyka i wybrali bezpieczniejszą opcję – field goal celnie wykonał Michał Dąbkowski, co zmieniło wynik meczu na 10:14 i takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Gospodarze mieli jeszcze co prawda okazję na zaprezentowanie ataku w tej części meczu, ponieważ interception zanotował Mateusz Lubański. Po trzech nieudanych próbach oddali oni jednak futbolówkę przyjezdnym, którzy mogli „odskoczyć” rywalom ponownie na dystans siedmiu punktów. 36-jardowy field goal Mateusza Majewskiego w ostatniej akcji drugiej kwarty nie znalazł jednak drogi do bramki.

W trzeciej kwarcie gospodarze mieli znakomitą okazję do wyjścia po raz pierwszy w tym meczu na prowadzenie. Towers nie wykorzystali swoich ataków i oddali rywalom piłkę na połowie boiska po tym, jak dopuścili się fumble w czwartej próbie. Następnie kolejne biegi Jona Browna i Dominika Buczka oraz przewinienie po stronie przyjezdnych doprowadziły Rhinos po raz kolejny na odległość zaledwie jednego jarda od pola punktowego gości. Obrona Towers ponownie w podbramkowej sytuacji nie dała się zaskoczyć i Nosorożce po raz drugi tego dnia postanowiły wykonać field goala. Michał Dąbkowski będąc 25 jardów od bramki nie zdołał posłać piłki między słupki i gospodarze wciąż przegrywali czterema punktami. Stare sportowe porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą i dokładnie tak było w Wyszkowie. Do ataku po nieudanym kopnięciu przeszli goście i 45-jardowy bieg Markusa Hodgesa dał im touchdown zwiększający prowadzenie. Po celnym podwyższeniu Mateusza Majewskiego ekipa Tima Bishopa prowadziła 21:10.

Najwięcej emocji przyniosła ostatnia część meczu, w której kibice oglądali aż cztery przyłożenia. Rhinos nie odpuszczali i jako pierwsi zapunktowali w tej kwarcie. 26-jardowym biegiem w endzone popisał się Dominik Buczek. Gospodarze chcieli podwyższyć za dwa „oczka”, jednak Jonathan Brown został zatrzymany przed polem punktowym i Nosorożce przegrywały wówczas 16:21. Towers nie pozwolili jednak przeciwnikom „poczuć krew” i szybko powrócili do przewagi dwóch posiadań. Nie po raz pierwszy zastosowali zagranie, które ostatnio zaskoczyło choćby defensywę Wilków Łódzkich. Markus Hodges wycofał piłkę do przestawionego w tym roku z pozycji rozgrywającego na running backa Konrada Rodaka, a ten posłał dalekie podanie do kompletnie niepilnowanego Roberta Szmielaka. Ta efektowna, 64-jardowa akcja powiększyła przewagę gości do stanu 27:16, co minimalnie podwyższył po chwili także Mateusz Majewski. Gospodarze w kolejnej serii ofensywnej zanotowali kolejny touchdown, ponownie dzięki krótkiemu biegowi Jonathana Browna. Po celnym kopnięciu Michała Dąbkowskiego mieliśmy wynik 23:28. Rhinos Wyszków liczyli jeszcze na odrobienie strat, w czym mógł pomóc Bartłomiej Olesiak, który dobrze zaprezentował się w obronie, notując sack na amerykańskim rozgrywającym opolan. Mimo jego starań, ta seria ofensywna i tak zakończyła się przyłożeniem Towers, co definitywnie przekreśliło nadzieje gospodarzy na korzystny rezultat. 5-jardowy bieg na touchdown zanotował Jan Szwej, czym ustalił wynik tego pojedynku na 23:34. W ostatniej minucie dalekie podanie Jona Browna przechwycił jego rodak w barwach opolskich Wież, Markus Hodges i goście mogli już spokojnie czekać na końcowy gwizdek arbitra.

Teraz zarówno przed Rhinos jak i Towers kluczowe mecze. W najbliższą sobotę o 19:30 w Łodzi Nosorożce zmierzą się z Wilkami w meczu, którego wygrany zapewni sobie utrzymanie w lidze, natomiast zwycięzca będzie przed ostatnią kolejką pewny utrzymania. Ekipa z Opola z kolei o godzinie 12:00 zagra na wyjeździe z Watahą Zielona Góra. Zwycięstwo zagwarantuje im co najmniej trzecie miejsce w grupie południowej, a co za tym idzie udział w fazie play-off. W przypadku porażki, liczyć się będą „małe punkty” i wszystkie ekipy z południa będą miały jeszcze szanse na wyjście z grupy.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. J’S Photography