Starcie beniaminków na wagę play-offów

Przed tegorocznym sezonem niewielu kibiców mogło przypuszczać, że bezpośredni pojedynek dwóch ekip, które po raz pierwszy w swojej historii pojawiły się wśród krajowej elity, będzie miał tak wielkie znaczenie w kontekście końcowego układu tabeli grupy południowej. Starcie Watahy Zielona Góra z Towers Opole może nam wskazać uczestnika play-offów przed rozegraniem ostatniej kolejki, bądź jeszcze bardziej „namieszać” w stawce ekip z południa kraju.

Niezwykle ciężko jest w meczu, który otworzy nam kolejny futbolowy weekend, wskazać faworyta. Historia pokazała nam już bowiem, że w pojedynkach Watahy z Towers nic nie jest takie oczywiste. Po raz pierwszy wyraźnie doświadczyliśmy tego 4 sierpnia 2018 roku, kiedy to faworyzowani zielonogórzanie, mając na koncie dwie wygrane z Wieżami w sezonie zasadniczym, przystąpili do finału LFA2 przed własną publicznością. Ku zdumieniu futbolowego środowiska, ekipa Tima Bishopa doskonale odrobiła tym razem zadanie domowe, nie dając gospodarzom większych szans w starciu decydującym o mistrzostwie LFA2. Towers triumfowali wówczas na terenie Watahy 43:20, za co teraz zespół z województwa lubuskiego bardzo chciałby się zrewanżować.

Mecz z Towers Opole będzie dla nas na pewno ciekawym wyzwaniem. Trener główny opolskich Wież – Tim Bishop – wykonał ogromną pracę ze swoim zespołem. Ponadto w tym roku ani razu nie przegrali na wyjeździe, więc spodziewamy się, że będą bardzo dobrze przygotowani. Ich amerykański rozgrywający Markus Hodges wraz z running backami i wide receiverami zamieniają przeciwnikowi każdy mecz w ciężkie starcie. Gracze są podekscytowani możliwością osiągnięcia sukcesu na najwyższym poziomie. Moim zadaniem jest dać im wolność na boisku oraz sprawić, by nabrali wiary w umiejętności każdego na boisku. Dla mnie osobiście – to po prostu mecz nr 7. Chcę wygrywać wszystkie spotkania i tylko na tym mi zależy. Mamy świadomość, że jeśli wygramy ten mecz i sprawimy, że nasz przeciwnik zdobędzie mniej niż 25 punktów – jesteśmy w playoffs. Będzie to wymagało od nas nienagannej postawy na boisku, ale uważam, że cała drużyna wliczając w to sztab trenerski jest na to gotowa – mówi przed tym niezwykle ważnym meczem Mike Sholars, trener główny Watahy Zielona Góra.

Amerykanin słusznie zauważył, że celem gospodarzy w sobotnim meczu będzie nie tylko zwycięstwo, ale także odniesienie go w konkretnym stylu, bez straty wielu punktów. W przypadku wygranej Watahy, aż trzy drużyny z południa będą miały bowiem dokładnie taki sam dorobek punktowy i zgodnie z regulaminem, wówczas z racji tego, że każdy z grona Wataha, Towers, Armia Poznań będzie miał między sobą po jednej wygranej, drugim najistotniejszym czynnikiem będzie liczba straconych w tych meczach „małych punktów”. Najbardziej korzystnym dla zielonogórzan scenariuszem na to spotkanie będzie przekonujące zwycięstwo przy stracie nie większej niż 25 „oczek”. Przekonujące, ponieważ nawet spełnienie wymogu punktowej straty, ale zwycięstwo zaledwie jednym punktem, i tak mogą spowodować awans Towers Opole. Warto także zauważyć, że przy ofensywnym po obu stronach meczu, do gry o play-offy może także wkroczyć Armia, a sobotnie zwycięstwo Watahy połączone z triumfem Kraków Kings w Sopocie z Seahawks Gdynia, będzie wymarzonym scenariuszem dla Królów, którzy nadal mają matematyczne szanse na trzecie miejsce w grupie, mimo okupowanej od kilku tygodni ostatniej pozycji w tabeli grupy południowej. Możliwych scenariuszy jest co najmniej kilka, dlatego możemy być pewni, że w potyczce Watahy z Towers, emocje będą zagwarantowane aż do samego końca, ponieważ liczyć dla gospodarzy będzie się nie tylko zwycięstwo, ale również jego rozmiary.

Niemożliwe jest realne ocenienie siły obu drużyn biorąc pod uwagę ich trzy dotychczasowe starcia. Od sierpnia ubiegłego roku wiele się w obu drużynach zmieniło, jak choćby to, że obie postanowiły zakontraktować wzmocnienia z zagranicy, co znacznie wpłynęło na styl ich gry. Wataha coraz bardziej odchodzi od tego, co mogło ich zgubić w finale LFA2, czyli przewidywalna gra biegowa. Repertuar ich zagrywek wraz ze sprowadzeniem Kenyatte’a Allena znacznie się poszerzył i w tym roku zielonogórzanie już nie raz zaskakiwali swoich przeciwników akcjami podaniowymi. Niewykluczone, że nowe zagrywki podopieczni Michaela Sholarsa szykowali właśnie na arcyważne starcie z Towers. W szeregach opolan także oglądamy nowego gracza na pozycji rozgrywającego. Markus Hodges okazał się niezwykle uniwersalnym graczem, który potrafi celnie podać, popisać się biegiem z piłką, ale także ją przechwycić prezentując się w defensywie. Jego ściągnięcie dało Wieżom jeszcze większe bogactwo zagrań w ataku. Konrada Rodaka, który we wspomnianym sierpniowym finale LFA2 został wybrany MVP, w tym roku oglądamy częściej jako biegacza i z tej roli grający z numerem drugim zawodnik wywiązuje się co najmniej poprawnie, dodatkowo dając Hodgesowi możliwość wycofania do niego piłki i własnoręcznego posłania podania, co w sezonie 2019 zaskoczyło już defensywy między innymi Wilków Łódzkich i Rhinos Wyszków. Analizując grę opolan nie sposób nie wskazać na Roberta Szmielaka, który znajduje się w znakomitej formie, potrafiąc przyćmić na pozycji wide receivera doświadczonego Pawła Wojciechowskiego sprowadzonego z Tychy Falcons. Szmielak po ośmiu kolejkach jest trzecim pod względem skuteczności graczem w całej lidze, mając na swoim koncie aż 8 przyłożeń. Atak Towers na pewno będzie chciał wykorzystać spory ubytek w defensywie gospodarzy, bowiem Patryk Wójcik w niedawnym meczu z Wilkami Łódzkimi doznał poważnej kontuzji ręki i złamana kość nie pozwoli mu już w tym sezonie na występy w LFA1. Wataha jednak przed sezonem „ubezpieczyła się” na takie sytuacje, dokonując znaczących wzmocnień z Poznania, a także z Grizzlies Gorzów Wielkopolski.

Zwycięstwo nad faworyzowaną Watahą w finale LFA2 to już historia, mamy jednak na uwadze niesmak, z którym przyszło żyć naszym rywalom. W najbliższą sobotę wracamy na terytorium zielonogórzan by udowodnić, że wynik naszego ostatniego spotkania nie był przypadkowy. Fakt, że zdążyliśmy już dobrze poznać przeciwnika nie oznacza, że mecz rozegramy na przysłowiowym „luzie”. Więcej, charakter gry w LFA 1 spowodował duże zmiany w formacjach „beniaminków”, co za tym idzie, kibiców jednej, jak i drugiej drużyny czeka wspaniałe sportowe widowisko. Zwycięstwo nad Watahą da nam miejsce w rozgrywkach play-off, a wraz ze wzrostem stawki, wzrasta presja. Wzmocnienia po obu stronach spowodowały, że ciężko jest porównać drużyny do ostatniego sezonu, tym bardziej wskazać faworyta. Niewątpliwie czeka nas bardzo ciężki mecz, jednak jedziemy tylko po zwycięstwo – zapowiada Jan Szwej, running back Towers Opole.

W stolicy województwa opolskiego mogą mówić o względnym spokoju, biorąc pod uwagę fakt, że w przypadku ich zwycięstwa, żadna dodatkowa matematyka nie będzie potrzebna. To jest pewne – jeśli Towers uda się ponownie wygrać z Watahą w Zielonej Górze, to ich zobaczymy w fazie play-off, a mecz ostatniej kolejki z Tychy Falcons może być jeszcze dla Wież szansą na zakończenie sezonu zasadniczego na drugim miejscu w tabeli grupy południowej. Zadanie przed mistrzami LFA2 jednak bardzo trudne, także biorąc pod uwagę fakt nie najlepszego występu w Wyszkowie w poprzedniej kolejce. Ekipa Tima Bishopa co prawda zdołała utrzymać wywalczone szybko prowadzenie, jednak wciąż niepewni utrzymania Rhinos mieli swoje szanse, by odwrócić losy tego pojedynku na swoją korzyść. W Opolu jednak tego meczu nie mają zamiaru zbędnie rozpamiętywać, tym bardziej, że przecież zakończył się dla nich zwycięsko. Zdecydowanie lepiej na tle zespołu, który w tym roku tylko przegrywa zaprezentowała się Wataha, która pokonała w Łodzi Wilki 52:13.

Mecz dwóch beniaminków LFA1, który zostanie rozegrany w ramach 9. kolejki odbędzie się na stadionie futbolowym w Zielonej Górze przy ulicy Botanicznej 66. Pierwszy gwizdek zaplanowano na godzinę 12:00.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. J’S Photography