Seahawks przypieczętowali korzystniejsze rozstawienie w play-offach, kolejny zespół z północy za silny dla Kings

Na stadionie w Sopocie swoje przedostatnie spotkanie w sezonie zasadniczym rozegrali Seahawks Gdynia i Kraków Kings. Wydarzenia na boisku oddaje wynik końcowy – 47:20. Dominacja gospodarzy nie ulegała wątpliwości ani przez chwilę. Przewagi, którą osiągnęli trzema kolejnymi przyłożeniami przez pierwsze półtorej kwarty, nie oddali do końca meczu i utrzymywali bezpieczny dystans dzielący ich od przyjezdnych. Królowie nie poddawali się i walczyli do samego końca, dzięki czemu w ostatnich sekundach meczu zdobyli przyłożenie, które jednak zaledwie zmniejszyło rozmiary ich piątej w tym roku porażki.

Bardzo mocno rozpoczęli to spotkanie Seahawks – już w pierwszym posiadaniu zaczynali z 35. jarda i od razu zdobyli ponad 20 jardów za sprawą biegu Dariusza Peplińskiego. Jednak pomimo wykorzystania czterech prób w ataku bez podejmowania puntu, gospodarze nie zdołali osiągnąć first down i do ataku przeszli Kraków Kings. Goście, podobnie jak kilka akcji wcześniej ich rywale, swoją pierwszą próbę zdobyli dzięki akcji biegowej running backa swojej drużyny. Tym razem był to Szymon Wesołowski, który wywalczył dla swojej ekipy kilkanaście jardów. Kolejne znaczne przesunięcie się Kraków Kings zapewnił Tivon Cook posyłając długie podanie do Przemysława Pawłowskiego, a w następnej akcji znów dzięki Szymonowi Wesołowskiemu. Wydawało się, że kolektywny wysiłek gości wystarczy do tego aby zdobyć touchdown albo chociaż 1st&Goal, ale defensywa gdynian okazała się w tym przypadku nie do przejścia i to oni rozpoczęli swoją serię z 15. jarda od własnego endzone. Bardzo szybko wykorzystali oni swoją szansę, w której rozgrywający Seahawks zauważył nieupilnowanego Jakuba Mazana, który po otrzymaniu podania od Jasona Smitha, przebiegł przez niemal całe boisko i otworzył wynik spotkania, podwyższając je o kolejny punkt chwilę później. Kraków Kings po kickoffie zdołali przeprowadzić return na 30. jard. Nie byli oni jednak w stanie przebić się przez obronę gospodarzy i konieczne było oddanie piłki. Na wysokości zadania stanął znany już ze swojej zwinności Jason Smith, który indywidualną akcją biegową zdobył dla swojej ekipy ponad pół długości boiska, umieszczając piłkę na 25. jardzie, jednak w kolejnej akcji biegowej zgubił on piłkę, którą przejęli zawodnicy obrony Królów. Swój znaczny wkład w przesunięcie piłki na połowę rywali oprócz aktywnych już wcześniej Tivona Cooka oraz Przemysława Pawłowskiego, dołożył także Paweł Tomeczek, który był dobrze urwał się spod kurateli obrońców i złapał posłaną do niego piłkę.

Na początku drugiej kwarty przypomniała o sobie obrona gospodarzy m.in. Arkadiusz Cieślok, który zapisał na swoje konto atak na Tivona Cooka zakończony fumble i był o krok od przejęcia piłki. Wysiłek linii defensywnej zmusił Kings do puntu, a return Seahawks doprowadził ich prawie na połowę boiska. Jak się okazało nie była to trudna do przebycia odległość, a widzowie zgromadzeni na trybunach stadionu w Sopocie mogli odczuć deja vu. Tak samo jak w pierwszej kwarcie, akcją biegową już w pierwszym posiadaniu przez całą pozostałą długość boiska popisał się tym razem Jason Smith i zdobył przyłożenie dla swojej drużyny. Podwyższenie było skuteczne i Seahawks podnieśli swoją przewagę do 14 punktów. Gracze Kraków Kings przeszli do ataku i udało im się zdobyć pierwszą próbę. Później zły chwyt piłki prawie pozbawił Kings posiadania, a przewinienie osobiste pozbawiło Kings 15 jardów. Mimo tego dzięki celnym podaniom Cooka do Bernarda Wiązani i później do Dariusza Nizioła Królowie wrócili do gry i zdobyli pierwszą próbę. Goście postawili na akcje podaniowe i opłaciło im się to. Po bezpośrednim podaniu z 25 jardów do Jacka Kuśmierczyka wbiegającego na endzone, a później celnym podwyższeniu przewaga Seahawks na chwilę zmniejszyła się do 7 punktów. Po raz trzeci jednak dokładnie taką samą akcją biegową przez całą długość boiska w pierwszej próbie popisał się znów Jakub Mazan. Dołożone zostało do tego podwyższenie i przewaga miejscowych powróciła do 14 punktów, czyli wyniku 21:7. Przyjezdni nie mogli nabrać takiego samego luzu. W pierwszym posiadaniu kolejnym wymuszeniem fumble popisał się Arkadiusz Cieślok, ale z pomocą przy zdobyciu pierwszej próby przyszedł Filip Mościcki. Mimo zdobycia jeszcze jednej lepszej pozycji, Kings wyraźnie nie mogli złapać właściwego rytmu w tym meczu. Trzy kolejne próby kończyły się niepowodzeniem i w czwartej było dokładnie tak samo. Seahawks nie powtórzyli swoich wyczynów, aby błyskawicznie zdobywać przyłożenia. To posiadanie rozpoczęli od złego ustawienia i kary z tym związanej i dopiero w następnej bieg Dariusza Peplińskiego przesunął ich na połowę. Po kolejnym przesunięciu się o 20 jardów, ponownie dobrym podaniem został obsłużony Jakub Mazan, który bez problemu przedarł się dla endzone, ale decyzją sędziów została nałożona na drużynę z Gdyni kara i touchdown nie został uznany. Próbował on jeszcze zrehabilitować się kilka akcji później, ale został zatrzymany niecałe 10 jardów przed endzone, o mało co nie gubiąc przy tym piłki. Na szczęście dla gości nie stracili oni posiadania, a kolejną próbę zamienili na touchdown tuż przed końcem pierwszej połowy meczu. Krótkie podanie od Jasona Smitha odebrał już w polu punktowym Piotr Rudnicki. Nie udało się jednak podwyższenie i wynik został zatrzymany na stanie 27:7. Do samego końca próbowali grać Kraków Kings i po doskonałym returnie Bernarda Wiązani próbowali jeszcze z okolic 20. jarda wrzucić piłkę na endzone, co jednak się nie udało.

Na początku drugiej połowy od razu świetne akcje biegowe zaliczyli Bernard Wiązania w trakcie retunu oraz Szymon Wesołowski w pierwszej próbie umieszczając piłkę w okolicach 25. jarda. Zaraz później rozpoczął się festiwal obrony – najpierw Kings zostali skutecznie zatrzymani na pozycjach przed endzone Seahawks, a po zamianie to ekipa z Gdyni zmuszona została do puntu. Przełamanie przyszło w ataku Kings – Tivon Cook wypatrzył daleko wysuniętego Dariusza Nizioła, który złapał przeszło 30-jardowe podanie. Znów niewiele brakowało do straty piłki przez zły jej chwyt przy rozpoczęciu akcji, ale Królowie utrzymali się przy posiadaniu i stracili jedynie kilkanaście jardów. W kolejnej akcji Karol Mazajło efektownie powalił rozgrywającego gości zabierając im szansę na zdobycie pierwszej próby i po chwili znów mieliśmy punt. Od razu długą akcją biegową zaznaczył po raz kolejny swoją obecność Dariusz Pepliński przebiegając z piłką aż na 40 jard po stronie rywala. Kolejne jardy zostały przyznane gospodarzom po karze nałożonej na jednego z trenerów gości i indywidualną akcją biegową z mniej niż 20 jardów Jason Smith zdobył czwarte przyłożenie. Podwyższenie Jakuba Mazana pozwoliło podnieść prowadzenie gdynian o kolejny punkt. Po returnie zatrzymanym na własnej połowie na 35. jardzie, Tivon Cook po raz kolejny zaufał Dariuszowi Niziołowi, który podobnie jak wcześniej, złapał długie i trudne podanie dając swojej drużynie pozycję do ataku w okolicach 15. jarda już przed endzone rywali. Po trzech nieudanych próbach Królów na szczęście dla nich został orzeczony offside przeciwko Seahawks i przesunięcie się o 5 jardów dało gościom pierwszą próbę. Tę szansę od razu wykorzystał Szymon Wesołowski, a podwyższenie celnie wykonał Marcin Masłoń.

Czwarta kwarta rozpoczynała się od wyniku 34:14 dla Seahawks. Na jego zmianę trzeba było dość długo czekać. Dwa kolejne posiadania kończyły się puntami. Pierwszy znaczny przełom przyszedł dopiero w drugim ataku Seahawks, w którym to znów Dariusz Pepliński o mało co nie dobiegł do samego endzone, ale został wypchnięty poza linię boczną. W kolejnym posiadaniu Jason Smith wypatrzył niekrytego Piotra Rudnickiego i Seahawks znaleźli się w okolicach 12. jarda od pola punktowego. Dzieła dokończył po kolejnym krótkim podaniu w stronę endzone biegnący w tamtą stronę Mateusz Miotke i jeszcze jedno oczko zostało dołożone po podwyższeniu. Kraków Kings nie poddawali się do samego końca. Konsekwentnie starali się wypatrywać luk w obronie Seahawks co udawało się m.in. Filipowi Mościckiemu, który w połowie ostatniej kwarty przebiegł ponad 20 jardów w głąb połowy rywala. Na nic zdały się wysiłki gości, ponieważ chwilę później podanie przechwycił Rafał Michoń i to znów ekipa z Gdyni posiadała piłkę na dwie minuty przed końcem meczu. Zaraz po tym Jason Smith bezlitośnie wykorzystał swoją szybkość i przebiegł przez prawie całe boisko z piłką, jednakże przyłożenie nie zostało uznane, bo decyzją sędziów przewinienia dopuścił się Jakub Mazan. W skutek tego został usunięty z boiska, a drużyna Seahawks zaczynała kolejną akcję z 45. jarda. To jednak wystarczyło, aby bohater poprzedniego biegu precyzyjnie posłał piłkę w kierunku Piotra Rudnickiego, który odebrał ją i wbiegł w pole punktowe. Gospodarze chcieli spróbować podwyższenia za dwa punkty, które zostało jednak błyskawicznie zatrzymane. Zawodnicy Kings podjęli jeszcze bardzo ambitną próbę poprawienia wyniku spotkania. Daleki return i szaleńcza szarża Szymona Wesołowskiego dała nadzieję na kolejne przyłożenie. Wydawało się, że Filip Mościcki zdobędzie przyłożenie, ale nie spadł on wewnątrz pola punktowego, tylko poza linią boczną, przez co punkty nie zostały uznane. Gościom pozostały dwie sekundy i ostatnia akcja w meczu, aby zdobyć trzecie przyłożenie. Ku radości krakowian podanie od Tivona Cooka złapał w endzone Paweł Tomeczek i przyłożenie zostało uznane, ale już nie dopuszczono do podwyższenia. Sędzia główny gwizdkiem zakończył mecz, którego wynik końcowy brzmiał 47:20.

Dzięki zwycięstwu Seahawks zapewnili sobie pewne drugie miejsce w grupie północnej. Z identycznym bilansem punktowym jak Lowlanders Białystok, jednak mając za sobą porażkę z nimi w bezpośrednim meczu, mają już zagwarantowany awans do fazy play-offs. Ich kolejnym rywalem będą zawodnicy Wenglorz AZS UWM Olsztyn Lakers czekający na nich w niedzielne popołudnie na stadionie Stomilu Olsztyn. Kraków Kings już przed tym spotkaniem wiedzieli, że mie mają szans na grę w play-offach, co udało im się przed rokiem. Swój ostatni mecz w sezonie przyjdzie im rozegrać w sobotnie popołudnie przed własną publicznością przeciwko zajmującej lokatę wyżej drużynie Watahy Zielona Góra. Jeśli uda im się zwyciężyć, na pocieszenie zepchną beniaminka na ostatnie miejsce w tabeli i rozgrywki zakończą na piątym miejscu na południu.

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jacek Stańczak