Panthers wciąż niepokonani, Falcons nie podołali faworytowi

W meczu 9. kolejki LFA1 pomiędzy Tychy Falcons a Panthers Wrocław, stawką było pierwsze miejsce w grupie południowej. Na zakończenie sezonu zasadniczego na szczycie tej dywizji ostatecznie zobaczymy na pewno zespół ze stolicy Dolnego Śląska, który pokonał gospodarzy 40:12.

Mecz obiecująco rozpoczął się dla zespołu z Tychów, który z konieczności grać musiał w Rudzie Śląskiej. Amerykański rozgrywający Keith Ray popisał się efektownym zrywem, a Falcons ostatecznie zdołali zbliżyć się do pola punktowego przyjezdnych. W trzech próbach nie udało im się jednak osiągnąć celu i w ostatniej szansie na first down, tyszanie zdecydowali się na kopnięcie z pola. Krzysztof Richter nie zdołał jednak posłać piłki do bramki i do ofensywy przeszli wicemistrzowie Polski. Panterom jednak również nie udało się serii ofensywnej zakończyć przyłożeniem. Nie potrafili oni nawet przebić się na połowę przeciwników, ponieważ po biegu Tonego Dawsona, zgubiona została futbolówka, którą nakrył Tomasz Urban, dzięki czemu Falcons powrócili do ofensywy. Nie utrzymali się w niej jednak na długo, mimo że byli bardzo blisko pierwszej próby i znacznego zbliżenia się do pola punktowego. „Keke” wypatrzył niepilnowanego Jakuba Osyrę, a ten nie opanował podania od swojego amerykańskiego rozgrywającego. Po chwili gospodarze byli zmuszeni do oddania futbolówki. Wówczas kunszt pokazał Tony Dawson, który udowadnia, że jest bardzo groźny w akcjach biegowych. To właśnie Amerykanin sfinalizował 5-jardowym biegiem na przyłożenie tę serię, wyprowadzając Panthers na prowadzenie w pierwszej kwarcie, podwyższone przez Piotra Gołackiego.

Po zmianie stron Sokoły w zasadzie same sobie skomplikowały sytuację, nie tylko nie potrafiąc zdobyć przyłożenia, ale także oddając futbolówkę przeciwnikom. Keith Ray podawał z własnej połowy, piłkę przechwycił Kamil Ruta i po około 40-jardowym biegu zameldował się w endzone, razem ze skutecznym kopaczem Piotrem Gołackim podwyższając prowadzenie Panthers Wrocław do stanu 14:0. Tony Dawson w drugiej kwarcie udowodnił, że jest wszechstronnym rozgrywającym, popisując się 34-jardowym podaniem do Przemysława Banata, który urwał się obronie i powędrował w endzone, czym dał Panterom kolejne sześć punktów. Jedno oczko dołożył Piotr Gołacki i mieliśmy 0:21. Nie był to jednak kres możliwości wrocławian w pierwszej połowie. Po raz drugi po kilkujardowym biegu w polu punktowym zameldował się bowiem Tony Dawson. Tym razem nie udało się gościom podwyższyć, a Falcons jeszcze przed zejściem do szatni odpowiedzieli przyłożeniem. Do strefy punktowej znacznie przybliżyła ich długa akcja podaniowa Keitha Raya i Tomasza Nowaka, a całą serię sfinalizował solowym biegiem „Keke”, wobec czego pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 6:27.

Od początku trzeciej kwarty Panthers twardo atakowali gospodarzy tego pojedynku, co skończyło się touchdownem Konrada Starczewskiego po 2-jardowym biegu środkiem. Falcons w odpowiedzi niemal skopiowali akcję, która wprowadziła ich na połowę Panter w końcówce drugiej kwarty, z tą różnicą, że Tomasz Nowak nie zdołał złapać piłki posłanej przez swojego rozgrywającego i tyszanie musieli w tej serii wykonać punt. Panthers natomiast swoich szans nie marnowali. Biegami Tonego Dawsona zbliżali się do endzone, a na listę punktujących wpisał się Wiktor Zięba, który wygrał pojedynek z Tobiaszem Witalisem i złapał podanie, które w połączeniu z celnym kopnięciem Gołackiego dało przyjezdnym prowadzenie 40:6.

Na ostatnią odsłonę goście zdecydowali się wprowadzić kilku zmienników, którzy zdobywali ligowe doświadczenie, a to skutecznie wykorzystali podopieczni Michała Kołka. Wynik meczu na 12:40 ustalił po krótkiej akcji podaniowej Grzegorz Dominik, lecz był to kres możliwości Falcons, którzy wyraźnie ulegli w meczu o panowanie na południu wrocławskim Panterom.

To był bardzo ciężki mecz. Dzisiaj nie byliśmy w stanie dorównać świetnie przygotowanym do tego spotkania przeciwnikom. Owszem, mieliśmy „swoje chwile”, ale było ich zdecydowanie za mało, by im zagrozić. Nie załamujemy się, cieszymy się, że w tym wszystkim wygrał Antoś, którego wspieramy i życzymy mnóstwo zdrowia! Teraz przygotowujemy się na mecz z Opolem i do dzikich kart – tam już nie ma miejsca na błędy, czy rozluźnienie, bo celem jest gra w finale. Stać nas na to, by się tam znaleźć! – powiedział po meczu Jacek Sikora, filar defensywy Tychy Falcons.

To była świetna decyzja, by dołączyć do Panthers Wrocław i nie żałowałem jej ani przez moment. Na mecz jechaliśmy rozwścieczeni faktem zakończenia przygody w Pucharze Europy i wiedzieliśmy, że musimy pokazać się z najlepszej strony. Wykonaliśmy swoje zadanie. Teraz jesteśmy w play-off i myślimy tylko o walce o mistrzostwo Polski – powiedział po tym pojedynku Daniel Jagodziński, ofensywny liniowy, który jeszcze w ubiegłym sezonie reprezentował zespół z Tychów, a teraz walczy z Panthers o mistrzowski tytuł.

Teraz przed Sokołami starcie, które pokaże nam ostateczny układ tabeli na południu. W ostatniej kolejce przed własną publicznością Falcons podejmą bowiem Towers Opole, którzy mają na koncie dokładnie tyle samo punktów. Zwycięzca tego pojedynku zapewni sobie więc przywilej własnego boiska i teoretycznie łatwiejszego rywala w meczu o dziką kartę. Panthers są już natomiast pewni pierwszego miejsca, a sezon zasadniczy zakończą w Poznaniu, gdzie 2 czerwca podejmą tamtejszą Armię.

Nie zagraliśmy tego, co sobie zaplanowaliśmy. Myślę, że presja zjadła niektórych zawodników. Spodziewaliśmy się bardzo wysokiego poziomu i taki nam zaprezentowali przeciwnicy. Przyjechali do nas wiedząc, że nie zagrają już w Europie, dlatego nie musieli się oszczędzać. Pod względem naszych zagrywek przeciwnicy zawsze się przygotowują, moim zdaniem zawiniły nasze błędy. Jestem przekonany, że wyciągniemy wnioski i przyłożymy się do treningów, aby finał wyglądał inaczej! – zakończył Krystian Kowalczyk, defensywny liniowy gospodarzy.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jean-François Nicollet