Osłabiona Wataha poległa w Krakowie, Kings zepchnęli ich na ostatnie miejsce na południu

W ramach ostatniej kolejki fazy zasadniczej LFA1 w stolicy Małopolski odbyło się spotkanie Kraków Kings z Watahą Zielona Góra. Stawką meczu było zaledwie uniknięcie ostatniego miejsca w grupie południowej, które i tak nie wiązało się ze spadkiem z ligi. Goście potraktowali ten mecz szkoleniowo, dając szansę na pokazanie się graczom najczęściej rezerwowym. Zmiennicy nie podołali zdeterminowanym do poprawienia kibicom humorów Królom i mecz zakończył się rezultatem 36:0.

Już od pierwszej kwarty widać było, jak mocno zależy zawodnikom gospodarzy na tym zwycięstwie. Ostatni mecz domowy miał być małą rehabilitacją za ten nie do końca udany sezon. Królowie wykorzystali przede wszystkim brak głównego rozgrywającego Kenyatte’a Allena po stronie przyjezdnych, przez co akcje Watahy wyraźnie straciły pazur, który był widoczny przez cały dotychczasowy sezon. To jak duży wkład chociażby w rozgrywanie akcji miała nieobecność Amerykanina w szeregach Watahy widać było między innymi po przechwycie, którego dokonał Filip Świechowicz. Przejął on piłkę i przebiegł pozostałą część boiska zaliczając pierwsze przyłożenie i otwierając wynik spotkania. Dodatkowe oczko zaliczył chwilę później celnym kopnięciem Marcin Masłoń. Nie był to koniec zdobyczy punktowych w tej kwarcie. Kings wyeksponowali nie tylko swoją obronę, ale i atak, a w nim Szymona Wesołowskiego. Po odebraniu podania od Tivona Cooka przedostał się on do pola gości podnosząc wynik o kolejne sześć punktów. Podwyższenie tym razem było niecelne i wynik zatrzymał się na 13 „oczkach” przewagi krakowian.

Po puncie Watahy swój atak rozpoczynali Kraków Kings. Próby podaniowe kończyły się niepowodzeniem lub sackiem na Tivonie Cooku. W tej sytuacji konieczne było ratowanie się puntem i ten okazał się bardzo skuteczny odrzucając piłkę na 2. jard od endzone gości. Jakość obrony Kings była bardzo widoczna w tym fragmencie gry. Nie tylko nie pozwolili przesunąć się rywalom, ale również zablokowali oni punt w polu punktowym, co dało gospodarzom dwa punkty za zaliczenie safety. Kings postanowili iść za ciosem. Po kickoffie piłkę w swoje ręce złapał Bernard Wiązania i mijając wszystkich obrońców przebiegł przez całe boisko zapisując na konto swojej drużyny kolejne przyłożenie. Podwyższenie wykonane przez Marcina Masłonia przeleciało pomiędzy słupkami bramki, co podniosło wynik do stanu 22:0. Return Watahy pozwolił im umieścić piłkę powyżej 20. jarda, ale sędziowie dostrzegli błąd ustawienia i w następstwie tego cofnęli gości o 5 jardów. Nie przeszkodziło to jednak zielonogórzanom w zdobyciu pierwszej próby dzięki szarży Bartosza Wocha przez 15 jardów. Dobrze wyglądały w tym fragmencie gry akcje biegowe Watahy przenoszące grę coraz dalej w głąb boiska. Stosunkowo szybko obudziła się jednak obrona Kings, która zatrzymała grę na połowie placu gry. Sack na rozgrywającym zaliczył Dawid Marzec, a później kolektywnym wysiłkiem rozgrywający Watahy – Cezary Szczesny po raz kolejny został obalony z piłką. W tej sytuacji atakujący zdecydowali się oddać puntem piłkę drużynie z Krakowa. Od razu o swojej obecności na boisku przypomniał Szymon Wesołowski zdobywając pierwszą próbę dla swojej ekipy, a kolejne jardy zostały zaliczone przez przewinienie Watahy. Chwilę później Tivon Cook długim podaniem do Przemysława Pawłowskiego przeniósł grę z połowy boiska pod samą linię przed endzone. Gdyby nie interwencja Dawida Hyjka, to krakowski skrzydłowy już w tym momencie podwyższyłby prowadzenie. Czego jednak nie osiągnęli we wcześniejszej akcji, udało się chwilę później, kiedy po serii zwodów Tivon Cook podał piłkę do biegnącego w stronę endzone Filipa Mościckiego, który bez problemów złapał podanie i zaliczył przyłożenie dla swojej ekipy. Podwyższenie za jeden punkt sędziowie potwierdzili jako celne i wynik zmienił się na korzyść gospodarzy na 29:0. Po returnie zawodnikom Watahy zostało zdecydowanie za mało czasu, aby przeprowadzić skuteczną akcję i wszystkie próby przesunięcia się zostały zatrzymane na połowie boiska.

Od returna Filipa Mościckiego po kickoffie rozpoczęła się druga połowa meczu. Został on zatrzymany w okolicach 40. jarda. Atak Kings nie miał czasu na rozwinięcie się, ponieważ w drugiej próbie podanie Tivona Cooka przechwycił Szymon Stachów z Watahy. Zawodnicy z Zielonej Góry podobnie jak gospodarze nie najlepiej rozpoczęli atak, ponieważ zgubili piłkę, którą na szczęście dla siebie zdołali ochronić przed przechwyceniem. Kosztowało ich to jednak stratę 15 jardów, tak samo jak kolejna próba przepchnięcia piłki skończyła się jeszcze dalszym cofnięciem. Dopiero w trzeciej próbie udało się wrócić drużynie w granice wyznaczone znacznikami. Dzięki zagraniu podwójną zmyłką i szarżą Bartosza Wocha udało się mimo złego początku zdobyć first down w okolicach 30. jarda. Po raz kolejny zmylić rywali próbowali zawodnicy Watahy, ale próbę szarży Szymona Krysika zatrzymał Maciej Śmiałek. W kolejnej próbie dzięki wyciągnięciu się w górę Jakuba Humięckiego i zbiciu podania, które złapał bohater poprzedniej akcji, Kings byli o krok od odzyskania posiadania. Sędziowie dopatrzyli się jednak przy tej akcji przewinienia i nie tylko nie udało się przejęcie, ale również Wataha została przesunięta o kilka jardów do przodu. Kolejne próby były nieskuteczne i Kings odzyskali posiadanie na zwykłej drodze – po nieskutecznej czwartej próbie zielonogórzan. Do zmiany wyniku nie doszło, ponieważ do końca tej kwarty mimo trzech zmian posiadania piłki żadna z drużyn nie zdołała zagrozić przeciwnikowi. Akcje obu drużyn kończyły się odkopnięciem po trzeciej nieudanej próbie przesunięcia piłki do przodu.

Ostatnią część spotkania rozpoczynali goście, którzy podobnie jak pod koniec poprzedniej kwarty nie zdołali osiągnąć pierwszej próby i wykonali punt. Na podwyższenie wyniku zdecydowali się zawodnicy z Krakowa, którzy widocznie nabrali agresywności i zdecydowania od początku tej kwarty. Bardzo szybko osiągnęli oni pierwszą próbę i z 20. jarda przeprowadzili skuteczną akcję punktową. Tivon Cook po odbiegnięciu od linii obrońców puścił długie wysokie podanie w stronę rogu endzone, do którego dobiegali Jacek Kuśmierczyk i Bernard Wiązania. Wydawało się, że nic z tego nie będzie przez to, że ten pierwszy nie chwycił piłki, która leciała minimalnie za wysoko nad jego rękami, ale złapał ją ustawiony dwa kroki za nim utalentowany skrzydłowy Królów, stojący już w polu punktowym. Ostatni punkt w tym meczu zdobył Marcin Masłoń swoim celnym kopnięciem przy podwyższeniu. Wynik spotkania zatrzymał się na 36:0 dla gospodarzy. Po returnie zielonogórzanie zdołali wrócić z piłką na 32. jard. Przeprowadzane akcje biegowe były zatrzymywane przez obronę Kings, a dodatkowo na niekorzyść gości został orzeczony przeciwko nim holding i kara 10 jardów. W takiej sytuacji w pełni uzasadnione było wpuszczenie formacji punt i oddanie piłki Królom. Sprytnym zagraniem jednak popisał się Maciej Piątak, ponieważ Marcin Masłoń wpadł w piłkę i zawodnik Watahy wykorzystał to dotknięcie, aby rzucić się na niczyją piłkę i zdobył posiadanie piłki dla gości 30 jardów przed endzone rywali. Udało im się przesunąć jeszcze dalej dzięki przewinieniu osobistemu jednego z krakowian, a później dalekiej akcji biegowej Rafała Kilinkiewicza. Na nic więcej niż ustawienie piłki w okolicach endzone i przeprowadzenia jednej akcji nie wystarczyło czasu. Zaraz po zakończeniu zatrzymanej przez gospodarzy akcji sędzia główny Adam Rączkowski zakończył spotkanie.

Wynik tego spotkania nie miał żadnego znaczenia dla rozstawienia w fazie play-off. Nie mniej jednak dzięki temu zwycięstwu Kraków Kings z bilansem 3 zwycięstw i 5 porażek kończą ten sezon na piątym miejscu w grupie południowej. Wyprzedzili tym samym pokonaną Watahę, która spadła na miejsce niżej za Kings, kończąc ten sezon na ostatniej lokacie na południu z dokładnie takim samym bilansem.

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Michał Łapczyński