Drugie podejście Warsaw Mets na Śląsku, Falcons liczą na powtórzenie sukcesu ze startu sezonu

Meczem z Tychy Falcons rozpoczynali swoją ligową historię zawodnicy Warsaw Mets. Wówczas, w 1. kolejce LFA1 ekipie ze stolicy nie udało się wygrać z podopiecznymi Michała Kołka, co jednak nie przekreśla szans warszawian na awans do półfinału. 11 tygodni po triumfie Sokołów 31:13 nad Metropolitanami, zespoły te ponownie staną naprzeciw siebie na śląskiej ziemi, a stawka tego starcia jest zdecydowanie większa – awans do półfinału, w którym czekają już Lowlanders Białystok.

Falcons po raz drugi w tym sezonie zaprezentują się na Burloch Arenie w Rudzie Śląskiem w związku z odbywającymi się w Tychach piłkarskimi Mistrzostwami Świata U-20. Poprzedniej wizyty na tym obiekcie Sokoły miło nie wspominają, bowiem zanotowali oni wówczas jedyną w tym sezonie domową porażkę – 12:40 z Panthers Wrocław. Mimo tej wpadki, tyszanie w trwającym sezonie pozytywnie zaskakują futbolowych kibiców swoją postawą i – jak pokazuje facebookowe głosowanie – przypadnie im rola faworyta niedzielnego pojedynku. Dodatkową motywacją dla Falcons powinien być fakt, że w przypadku awansu, w półfinale zmierzą się oni z aktualnymi mistrzami Polski, których raz już w tym roku pokonali.

Niedzielne spotkanie na pewno będzie bardzo wymagające. Mets z meczu na mecz się rozkręcają. Do tego starcia przygotowujemy się tak, jak do każdego innego, damy siebie 100%, ponieważ tylko tak się walczy o najwyższe cele, a jeżeli chcemy o nie walczyć, musimy to spotkanie wygrać. Czy zaskoczymy, to okaże się na meczu, ale myślę że nasza kadra trenerska na czele z Michałem Kołkiem robi wszystko, abyśmy pokazali się z jak najlepszej strony. Myślę że będzie to dobre widowisko – zapowiada Kacper Pustołka – linebacker Tychy Falcons.

Pierwszy pojedynek tyszan z Warsaw Mets odbył się 23 marca i wówczas zespół ze Śląska zanotował dość łatwe zwycięstwo, w pełni kontrolując przebieg spotkania. Faktem jest jednak, że był to ligowy debiut warszawian, którzy potrzebowali czasu, by jak najlepiej zgrać się wewnątrz drużyny. Z biegiem czasu ich gra wyglądała coraz lepiej, dlatego możemy się w niedzielę spodziewać zdecydowanie bardziej wyrównanego meczu. Falcons jednak również nie próżnowali, czego efektem jest drugie miejsce w grupie południowej i zakończenie sezonu zasadniczego z bilansem 6-2. Zespół omijają raczej poważniejsze urazy, a kadra jest szeroka, co jest sporą różnicą w porównaniu do poprzedniego roku, w którym rywalizację w play-offach Falcons zaczynali w około 30-osobowym składzie. Teraz Michał Kołek ma zdecydowanie większy komfort, a zawodnicy nie mogą narzekać na wielkie przemęczenie po ostatnim meczu sezonu zasadniczego. Przed tygodniem Sokoły rozbiły u siebie Towers Opole 59:7, co pozwoliło na wprowadzenie w drugiej połowie zmienników i oszczędzenie sił na najważniejszą część tegorocznych rozgrywek.

– Drużyna jest mocno zmotywowana przed niedzielnym meczem i każdy spodziewa się, że Mets ustawią znacznie wyżej poprzeczkę, niż w ich ligowym debiucie w Tychach. W tej fazie rozgrywek każdy mecz jest meczem o wszystko. Nie liczę na to, że czymś zaskoczymy przeciwnika. Po sezonie regularnym na pewno wiedzą na co nas stać. Myślę, że kluczem do zwycięstwa będzie konsekwencja w realizacji schematów taktycznych i wyeliminowanie indywidualnych błędów. Obie drużyny potrafią grać w futbol i czas pokazać kto to robi lepiej. Dla mnie fakt, że gramy w Rudzie Śląskiej, raptem trzy kilometry od mojego domu, stanowi dodatkową motywację i chęć pokazania, że po dwóch latach „futbolowej emerytury” jeszcze do końca nie zardzewiałem – mówi z uśmiechem Marek Białas, ofensywny liniowy gospodarzy niedzielnego meczu.

Warsaw Mets nie udało się wygrać dwóch najważniejszych meczów, które zadecydowały, że sezon zasadniczy zakończyli oni na trzeciej lokacie na północy. Zarówno Seahawks Gdynia, jak i Lowlanders Białystok okazali się za silni dla warszawian, przez co znowu czeka ich podróż na Śląsk. Mimo to, Metropolitanie wcale nie wydają się zespołem skazywanym na rozszarpanie przez Sokoły i ich szanse wydają się większe, niż Towers Opole w pojedynku z Seahawks Gdynia. Każdy jest świadom stawki tego meczu rundy dzikich kart, a w Warszawie chcą pokazać, że futbolowe zjednoczenie pod szyldem Mets, wprowadziło w stolicy nową jakość. Awans do półfinału byłby tego wymarzonym dowodem, ale łatwe to na pewno nie będzie. Podopieczni Matheusa Diasa, podobnie jak Falcons, mieli dość łatwy mecz kończący sezon zasadniczy. Pojedynek z Rhinos Wyszków rozstrzygnął się praktycznie już w pierwszej połowie, dzięki czemu warszawianie nie musieli się zbędnie forsować, co dało im szansę na optymalne przygotowanie się do meczu w ramach play-offów.

Za nami tydzień bardzo ciężkich treningów. Dokładnie przeanalizowaliśmy grę rywala, aby nie powtórzyć błędów z pierwszego meczu. Myślę, że bardzo dojrzeliśmy jako drużyna od tamtego czasu i ten mecz pokaże jaki progres przyniósł nam sezon. Falcons to mocny zespół, wiemy jaką są drużyną i co potrafią. Nie możemy doczekać się meczu i mogę obiecać, że damy z siebie wszystko. Mam nadzieję, że kibice zobaczą dobre widowisko – zapowiada Piotr Mitoraj, członek sztabu szkoleniowego Warsaw Mets.

Mecz rundy dzikich kart pomiędzy Tychy Falcons a Warsaw Mets odbędzie się w niedzielę, 9 czerwca na Burloch Arenie w Rudzie Śląskiej. Pierwszy gwizdek zaplanowano na godzinę 16:00.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jean-François Nicollet