Trudna droga beniaminka do gry w półfinale, naprzeciw staną Seahawks Gdynia

Towers Opole są bez wątpienia jedną z rewelacji tegorocznych rozgrywek. Mistrzowie LFA2 w debiutanckim sezonie na najwyższym szczeblu awansowali do fazy play-off, gdzie czeka ich ogromne wyzwanie. Droga Wież do awansu do półfinału dosłownie i w przenośni będzie długa i niezwykle trudna. Towers już w najbliższą sobotę wyjadą bowiem aż nad morze, by na stadionie Ogniwa Sopot zmierzyć się z Seahawks Gdynia – trzykrotnymi mistrzami Polski.

Gospodarze tego meczu będą zdecydowanym faworytem. J6astrzębiom nie udało się w tym roku wywalczyć co prawda miana najlepszej ekipy na północy, gdzie dzięki zwycięstwu w bezpośrednim meczu wyprzedzili ich Lowlanders Białystok. Nie oznacza to jednak słabej dyspozycji podopiecznych Mele Mosquedy, którzy wygrali wszystkie pozostałe mecze w ramach grupy północnej, a w międzygrupowych starciach triumfowali nad Tychy Falcons i Kraków Kings, ulegając jedynie Panthers Wrocław, z którymi w przypadku awansu do półfinału, zmierzą się ponownie w ostatnim kroku na drodze do Polish Bowl XIV. W dobrej grze Jastrzębi duża zasługa przede wszystkim Jakuba Mazana, który okazał się najlepiej punktującym zawodnikiem sezonu zasadniczego w całej lidze i do osiągnięcia bariery 100 punktów po ośmiu meczach zabrakło mu zaledwie dwóch „oczek”. W tak dobrej dyspozycji gwiazdora Seahawks znaczący wkład miał bez dwóch zdań Jason Smith, który mimo że w drużynie zadebiutował dopiero w meczu 7. kolejki LFA1, znakomicie wkomponował się w zespół, który z nim na boisku nie poniósł jeszcze porażki.

Przed nami ostatni mecz domowy w tym sezonie, co nas odrobinę smuci, bo uwielbiamy grać przed trójmiejską publicznością. Jednak to pierwszy poważny krok w walce o mistrzostwo. Zostawiamy za sobą cały sezon zasadniczy, zarówno zwycięstwa, jak i porażki i stajemy do meczu z Opolem z pustym kontem. Teraz już nie liczy się, ile meczów wygraliśmy, ale ten konkretny, który musimy wygrać, aby zrobić kolejny krok. Nie myślimy o tym, co będzie za tydzień. Wiemy, że jeśli nie damy z siebie wszystkiego w tym meczu, nie będziemy mieli szansy już niczego poprawić w tym sezonie. Wierzę, że sztab trenerski z trenerem Mosquedą i trenerem Piechnikiem na czele zrobił wszystko, co możliwe, aby jak najlepiej przygotować zawodników do tego meczu. Nie trzeba ich motywować, wiedzą, jaka jest stawka, a przede wszystkim – znają swoją wartość jako Drużyna – mówi Agata Lipińska, wicedyrektor Seahawks Gdynia.

Jastrzębie to rzecz jasna nie tylko Jakub Mazan i Jason Smith, bowiem cała ich ofensywa w tym sezonie prezentowała się imponująco, notując w sumie aż 45 przyłożeń, w czym w całej lidze lepsi o trzy touchdowny byli tylko gracze Panthers Wrocław. Domeną gdynian jest przede wszystkim gra górą, gdzie obok Mazana wyróżniali się także chociażby Piotr Rudnicki, czy Michał Jarocki. Defensywę w ryzach trzyma od lat Arkadiusz Cieślok, a w ostatnim meczu sezonu zasadniczego przechwytami popisali się dwaj gracze występujący na pozycji defensive backa – Dawid Magrean oraz Wojciech Przysowa. Postawa trzeciej linii obrony może być w starciu z Towers Opole kluczowa, ponieważ gra beniaminka również w dużej mierze opiera się na grze górą, gdzie dzieli i rządzi w tym roku Robert Szmielak. Posiadający dopiero dwuletnie doświadczenie futbolowe wide receiver opolan w tegorocznych rozgrywkach nie zdołał co prawda pokonać Jakuba Mazana w liczbie zdobytych punktów, jednak w liczbie przyłożeń po akcjach podaniowych to gwiazdor Wież jest o jedno lepszy i z 12 touchdownami przewodzi w tej klasyfikacji. To przede wszystkim jego powinni obawiać się defensorzy Seahawks, jednak nie należy zapominać także o Pawle Wojciechowskim, który w tym sezonie udowadniał już, że potrafi wykorzystać fakt, iż to na jego klubowym koledze rywale niekiedy potrafią skupić więcej uwagi. W grze biegowej natomiast w futbolowej elicie jeszcze pełni swoich możliwości nie pokazał Jan Szwej, na którego także powinni gdynianie uważać. Konrad Rodak natomiast jest groźny zarówno w akcjach biegowych, jak i podaniowych, kiedy występuje na pozycji rozgrywającego. Towers mają spory komfort na tej pozycji i mogą tam wystawić zarówno jego, jak i Amerykanina, Markusa Hodgesa, który w ostatnim meczu sezonu zasadniczego z Tychy Falcons zaprezentował się tylko jako defensive back, jednak we wcześniejszych meczach potrafił popisać się jako quarterback. Jutro przekonany się jaki plan na ten mecz ma sztab trenerski Towers Opole na czele z Timem Bishopem, który już nie raz udowadniał swój kunszt taktyczny, potrafiący zaskoczyć przeciwnika.

Gramy wyłącznie o pełną pulę. Jedna niezłapana piłka, niepowalenie rywala może poskutkować tym, że możemy nawet pożegnać się z tym sezonem. Zdajemy sobie sprawę, że Opole może nas zaskoczyć. To beniaminek, a walczą o półfinały. Po takich zespołach nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Trenerzy przeanalizowali jednak grę przeciwnika i na treningach otwarcie mówimy, na co trzeba zwrócić uwagę. Gra w play-offach to był plan minimum. Trzeba powiedzieć, że w tym roku gładko nam nie poszło. Było kilka sytuacji, których wolelibyśmy uniknąć, ale jako drużyna radziliśmy sobie. Przed nami jasno postawiony cel, trzeba go zrealizować – zapowiada Michał Jarocki, wide receiver Seahawks Gdynia

Przewagą ekipy z Opola wydaje się zdecydowanie mniejsza presja. Ich plan na ten sezon został już w stu procentach zrealizowany i o awansie do półfinału można powiedzieć, że Seahawks muszą, a Towers mogą. Nikt nie daje im większych szans przed sobotnim meczem, ale pamiętajmy, że w teorii opolanie szans nie mieli także w ubiegłorocznym finale LFA2 z Watahą Zielona Góra, a jednak to oni sięgnęli w tamtym meczu po złoto. Wieże niewątpliwie odczuwają na tym etapie trudy niezwykle intensywnego sezonu, jednak w starciu o tak wielka stawkę nie będzie mowy o odpuszczaniu. Przed tygodniem Towers zostali rozbici na Śląsku przez Tychy Falcons 7:59, jednak nie należy ich postawy oceniać przez pryzmat tego starcia, w którym podopieczni Tima Bishopa grali ze świadomością, że istotniejszy mecz zagrają tydzień później i należy rozsądnie oszczędzać siły. Fakty są takie, że sezon zasadniczy beniaminek zakończył z bilansem 5-3 i nawet mimo łatwiejszego terminarza niż ten, który mieli Seahawks Gdynia, Towers nie znaleźli się w play-offach przypadkowo. Sobotni mecz to największe wyzwanie w historii klubu i zawodnicy są niewątpliwie świadomi stawki pojedynku o dziką kartę. W półfinale czekają już Panthers Wrocław, z którymi obie ekipy chciałyby zagrać po raz drugi w tym roku.

Niewątpliwie Jakub Mazan będzie dla nas największym zagrożeniem. W sezonie zasadniczym zdobył najwięcej punktów w całej lidze i jest w niesamowitej formie, którą będzie chciał potwierdzić w sobotę. Dokonaliśmy kilku zmian w naszym playbooku, które idealnie pasują do stylu gry defensywy Seahawks. Musimy w tym meczu pokazać świetną postawę i zagrać z charakterem. Nie możemy bez tego opuścić naszej szatni – mówi przed meczem o dziką kartę Robert Szmielak, wide receiver Towers Opole.

Mecz, którego stawką będzie awans do półfinału LFA1 zostanie rozegrany w sobotę, 8 czerwca na Stadionie Ogniwa Sopot przy ulicy Jana z Kolna 18. Starcie Seahawks Gdynia z Towers Opole rozpocznie się o godzinie 17:00.

Transmisja spotkania:

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Jacek Stańczak