Efektowny start sezonu Angels, Białe Lwy rozgromione w Toruniu

Sobotni mecz 3. kolejki LFA2 był pierwszą w tym sezonie próbą dla toruńskich Aniołów i Białych Lwów z Gdańska. Starcie zostało zdecydowanie wygrane przez gospodarzy spotkania 38:7, którzy z kwartę na kwartę rozpędzali się coraz bardziej, nie dając przyjezdnym szans na podjęcie równej walki. Przełomowa okazała się trzecia kwarta, w której to Anioły aż czterokrotnie docierały z piłką na endzone. Gdańszczanie znaleźli dopiero pod koniec meczu okazję do przełamania obrony torunian i wykorzystali to zdobywając honorowe punkty.

Dla kibiców Toruń Angels spotkanie z pewnością było miłe do oglądania. Na pierwsze punkty nie trzeba było długo czekać, gdyż już w pierwszym posiadaniu piłki przez gospodarzy zdobyli oni przyłożenie. Po umieszczeniu piłki na 32. jardzie Matthew Kershey w kolejnej akcji dostrzegł biegnącego w stronę endzone Mateusza Frelę i zaryzykował trudnym, długim podaniem w jego stronę. Ryzyko opłaciło się i wynik meczu został otworzony sześcioma punktami. Podwyższenie za dwa punkty nie powiodło się przez niecelne podanie rozgrywającego. Równie dobrze funkcjonowała obrona Angels, która nie pozwalała na rozwinięcie się gry gości. W pierwszej części kwarty skutecznie zacieśniali pierwszą linię obrony zatrzymując wszelkie próby akcji biegowych. Dopiero gra przez skrzydła przyniosła korzyść dla Białych Lwów, ale mimo tego na przełomie kwart goście zostali zmuszeni do ratowania się puntem.

Druga kwarta to festiwal formacji defensywnych obu ekip. Serie ofensywne trwały stosunkowo krótko, a po zdobytych jardach formacjom obronnym udawało się odepchnąć rywali od linii próby na tyle daleko, że powroty z odległości na których powalano graczy z piłką okazywały się niewykonalne. Przełom przyszedł w połowie kwarty. Anioły po długiej serii ofensywnej za sprawą współpracy Kershey’a i Stanisława Polaszka dotarli na 5. jard od endzone rywali. Pochwalić należy rozgrywającego gospodarzy, który pomimo silnego nacisku ze strony obrońców zdołał się wyswobodzić i celnie posłać długie podanie do wspomnianego wide receivera. Dało to Angels pozycję do przeprowadzenia skutecznej akcji, w której zdobywcą punktów był Radosław Trojanowski. Złapał on krótkie podanie i podniósł tym samym prowadzenie do 12 punktów. Podwyższenie za dwa punkty ponownie zakończyło się nieskutecznie. O sile defensywnej gospodarzy gdańszczanie przekonali się po raz kolejny chwilę później. Po rozpoczęciu swojej serii ofensywnej podanie Daniela Mikuły prawie zostało przechwycone. Co się nie udało wcześniej, udało się chwilę później i podanie tym razem skutecznie przeciął Marek Kucharski docierając jednocześnie z piłką na 20. jard od pola punktowego rywali. Ekipa z Torunia nie wykorzystała jednak tego prezentu i po czwartej nieudanej próbie musieli oddać oni piłkę. Białym Lwom nie starczyło już czasu na przeprowadzenie skutecznej akcji przed końcem pierwszej połowy meczu.

Trzecia kwarta była pokazem siły Angels. Już po kickoffie zaliczyli oni return na 30. jard. Tam krótkim podaniem został obsłużony Marek Kucharski, który wyrwał się obrońcom i przebiegł pozostałe 70 jardów notując przyłożenie dla swojej ekipy. Podwyższenie okazało się nieskuteczne i dodatkowe dwa punkty nie zostały zaliczone drużynie z Torunia. Zaliczone zostały jednak punkty akcję później, a konkretnie aż sześć. Czytelne podanie przechwycił dobrze ustawiony w obronie Maciej Biesiadziński i przebiegł 27 jardów dzielących go od endzone rywali. Tym razem udało się dodatkowe posiadanie piłki zamienić na punkty, a autorami udanej akcji był Mateusz Frela. Białym Lwom nie udało się przeprowadzić akcji zagrażającej Aniołom i po chwili zmuszeni byli do puntu. Anioły nie spuszczały z tonu i już samym retunem wprowadziły akcję na połowę boiska. W ciągu dwóch następnych akcji znaleźli się zaledwie 10 jardów od endzone. Stamtąd Matthew Karshey precyzyjnie podał piłkę w ręce Mateusza Freli wybiegającego na pozycję ze środka pola punktowego do jego górnego rogu. Ponownie podwyższenie skończyło się niepowodzeniem, ale Angels nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w tej kwarcie. Ponownie po zatrzymaniu gdańszczan przeszli oni do zdecydowanego ataku w stronę pola punktowego gości. Można było odnieść wrażenie, że gospodarzom wychodziło absolutnie wszystko. Nawet silna presja trzech obrońców, którzy już niemal kładli ręce na rozgrywającym Angels nie przeszkodziła mu w posłaniu celnego podania do Radosława Trojanowskiego. To podanie przesunęło torunian na 15. jard od endzone i pozwoliło na przeprowadzanie bezpośrednich akcji na pole punktowe. Pierwsze podanie okazało się minimalnie za mocne, ale już w drugim, zanotowane zostało kolejne przyłożenie. Podanie w górny róg endzone z 15 jardów złapał po raz kolejny Mateusz Frela, który dzięki temu zanotował „futbolowy hat-trick” w tym spotkaniu. Tym samym wynik został zmieniony na 38:0 dla Angels.

Na przełomie kwart w ataku była drużyna z Gdańska zdeterminowana do tego, aby nie dopuścić do utrzymania czystego konta przez gospodarzy. Szczególnie widoczne były wysiłki Daniela Mikuły oraz Macieja Całujka. Obrona Aniołów stawiała przez cały czas bardzo trudne warunki do gry i potrzeba było po kilka prób, aby przesuwać się za znacznik wyznaczający kolejne 10 jardów. Szczególnie mocno obrona skupiała się na zacieśnianiu środka pola gry czyniąc akcje running backów oraz Macieja Całujka bardzo trudnymi. Posiadanie piłki pozostało jednak po stronie przyjezdnych i w następnej akcji po podaniu do Sebastiana Markiewicza i późniejszym celnym podwyższeniu wpadło w sumie 7 punktów. Po kickoffie ekipa z Torunia w kilku próbach przesunęła się jeszcze na 35. jard, ale na nic więcej nie wystarczyło czasu, gdyż mecz dobiegł do końca z wynikiem 38:7.

Szansę na rehabilitację Białe Lwy będą miały już w najbliższą sobotę, 15 czerwca w swoim mieście. Będą oni podejmować Armadę Szczecin, dla których będzie to spotkanie otwierające ten sezon w LFA2. Drużynę z Torunia czeka długa podróż do Wałbrzycha, gdzie w niedzielę podejmą tamtejszych Miners, którzy na swoim koncie mają już zwycięstwo odniesione nad Jaguars Kąty Wrocławskie.

Rafał Rutkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Marta Gajewska