Armada wygrywa w Toruniu i umacnia się na pozycji lidera na zachodzie LFA2

Po ogłoszonej na koniec roku fuzji, reprezentanci Szczecina świetnie radzą sobie w pierwszym sezonie istnienia Armady. Zespół prowadzony przez Romana Łakomiaka nie zaznał jeszcze porażki, w trzecim meczu tegorocznego sezonu pewnie pokonując Angels Toruń 26:6.

Już od pierwszych minut było widać, że przed Aniołami niełatwe zadanie. Atak Adriana Karpińskiego na rozgrywającego torunian spowodował, że Matthew Kershey zgubił piłkę, którą nakrył wspomniany defensywny liniowy szczecinian, wprowadzając atak Armady na plac gry. Ofensywa przyjezdnych była na boisku jednak tylko przez dwie akcje, bowiem dalekie podanie Terrella Smitha trafiło w ręce Marka Kucharskiego, który nie tylko zanotował interception, ale także z akcją powrotną spod własnego pola punktowego dobiegł aż na połowę rywali. Angels nie potrafili jednak poważnie zagrozić przeciwnikom i w czwartej próbie Kershey puntem oddał szczecinianom futbolówkę. Armada przesuwała się do przodu akcjami biegowymi, co uśpiło czujność gospodarzy. Wówczas 63-jardową akcją podaniową popisał się duet Tyrrell Smith – Kamil Klebieko, dzięki czemu ten drugi mógł cieszyć się z przyłożenia otwierającego wynik meczu. Próba podwyższenia okazała się nieudana – kopnięcie Przemysława Franczaka zostało zablokowane i niedługo później zakończyła się pierwsza kawrta. Angels chcieli szybko odpowiedzieć po zmianie stron, jednak ich atak zatrzymał się na połowie ekipy ze Szczecina. Udział w tym miał między innymi Adrian Karpiński, który ponownie szybko powalił na ziemię Kersheya. Aniołom sporo brakowało po tym do osiągnięcia pierwszej próby i podjęta w toruńskich szeregach została decyzja o field goalu. Ponad 40-jardowa próba kopnięcia Mateusza Freli okazała się jednak niecelna. Czego nie potrafili zrobić gospodarze, niedługo później dokonali goście, którzy zdobyli kolejne punkty. Swoje trzecie przyłożenie w tym sezonie zanotował Nataniel Mysiakowski, który zaprezentował 10-jardowy bieg w pole punktowe. Ponownie Franczakowi nie udało się podwyższyć, tym razem kopiąc obok słupka, dlatego pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 0:12.

W drugiej połowie goście potrzebowali zaledwie kilku minut, by powiększyć prowadzenie. Kilkunastojardowa akcja podaniowa zakończyła się wbiegnięciem po raz drugi tego dnia w endzone Kamila Klebieko, który wymanewrował defensorów i dopisał do konta Armady kolejnych sześć „oczek”. Za trzecim podejściem wreszcie swego dopiął Przemysław Franczak, dokładając jeden punkt celnym kopnięciem. Niewątpliwie swojego najlepszego meczu nie rozgrywał dzisiaj Matthw Kershey, którego błąd spowodował, że Angels ponownie bardzo szybko musieli powrócić do defensywy. Jego podanie łatwo padło bowiem łupem dobrze ustawionego Daniela Kryśkiewicza. Po akcji powrotnej swojego linebackera Armada rozpoczęła atak dokładnie na 15 jardów od pola punktowego rywali, w którym już w pierwszej próbie po akcji biegowej ponownie zameldował się Nataniel Mysiakowski. Franczak i goście w trzeciej kwarcie prowadzili już 26:0. Ponownie w tym sezonie zespół ze Szczecina gdy był już pewny wygranej, dał sobie wbić przyłożenie. Jego autorem w ostatniej części meczu był po 30-jardowej akcji biegowej Jakub Sędal. Chwilę przed podwyższeniem Mateusz Frela zgłosił uraz, dlatego rolę kopacza przejął Piotr Brzoska, któremu nie udało się posłać futbolówki nad poprzeczkę, dlatego mecz zakończył się wynikiem 6:26.

Armada Szczecin tym samym umocniła się na fotelu lidera grupy zachodniej LFA2 z kompletem trzech zwycięstw. Angels Toruń nadal pozostają poza miejscem dającym udział w play-offach, legitymując się obecnie bilansem 1-2. Teraz przed szczecinianami mecz, który może nam wyłonić najlepszy zespół na zachodzie. Dokładnie za dwa tygodnie, 27 lipca u siebie Armada zmierzy się bowiem z wiceliderem – Miners Wałbrzych. Tego samego dnia Anioły rozegrają mecz rewanżowy z Białymi Lwami Gdańsk.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

fot. Weronika Nowogórska